Recenzja Płyty – “Living The Dream” – SLASH

Slash wygląda na bardzo zajętego człowieka – jego historia to przede wszystkim funkcja gitarzysty w Guns N’ Roses, ale także multum pobocznych projektów: Velvet Revolver czy Slash’s Snakepit. Do tego należy dodać solową działalność gitarzysty, pierwszy album stworzony z pomocą gwiazd rockowego świata, kiedy to skrzyżowały się drogi Kudłatego i Mylesa Kennedy’ego znanego z Alter Bridge, oraz dwa kolejne: „Apocalyptic Love” i, trochę mniej udany, „World On Fire”. Czwarty solowy album Slasha, nagrany ponownie z Mylesem i The Conspirators, to „Living The Dream”. W ramach jego promocji gitarzysta wróci do Polski na kolejny koncert już 12 lutego 2019 roku w łódzkiej Atlas Arenie. Będzie to okazja, aby doświadczyć na żywo solowych dokonań Slasha, gdyż ostatnimi czasy pojawiał się w naszym kraju jako członek reaktywowanych w starym składzie Gunsów (trasa „Not In This Lifetime”).

Album promowały 3 przebojowe single: „Driving Rain”, „Mind Your Manners”, oraz mój ulubiony tj. „My Antidote”, którego drżący riff urzekł mnie od razu. Całościowo „Living the Dream” wydaje się kontynuować pomysły z poprzedniczki, ale poszczególne utwory wydają się bardziej różnorodne i rozbudowane, kilka gitarowych zagrywek nie rozwija się w sposób przewidywalny. Do tego należy dodać bluesowe „Serve You Right”, z pomysłami dość zaskakującymi jak na Slasha. Do klimatów lat 80 nawiązuje najdłuższa kompozycja na płycie „Lost Inside The Girl”, a także obowiązkowa ballada „The One You Loved Is Gone”, chociaż akurat ten utwór niczym nie zaskakuje. W ten sposób Slash i spółka wysmażyli perfekcyjny, hardrockowy krążek, który ma szanse bić się o podium najlepszej gitarowej płyty roku 2018. Jedno jest pewnie, płyta nie zawiedzie starych fanów artysty. Co ciekawe, część ścieżek gitary rytmicznej zagrał Frank Sidoris, co w przypadku tego składu muzyków zdarzyło sę po raz pierwszy.

„Living The Dream” to obowiązkowa pozycja do przesłuchania, chociażby ze względu na to, że ten sposób grania jest już niezwykle rzadki. Bez pretensjonalności, to po prostu rockowy pazur. I pamiętajcie: żyjcie marzeniami!   

Recenzja : Michał Koch

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *