Ania Karwan, Gdańsk 24.03.2019, klub Parlament

Wiosna pełna miłości, czyli debiutancka trasa Ani Karwan


Koncert Ani Karwan był chyba moim największym muzycznym zaskoczeniem w ostatnim czasie. Na co dzień słucham trochę cięższej muzyki, więc nie byłam pewna, czy w ogóle wczuję się w klimat. Jednak w tym przypadku jakiekolwiek obawy były niepotrzebne.

Koncert rozpoczął się od ciszy i mroku. Potem powoli w ciszę wdarł się dźwięk klawiszy, a ciemność rozdarł snop jasnego światła. I gdy muzycy kolejno wchodzili na scenę, było coraz więcej dźwięków, robiło się coraz jaśniej. Aż w końcu wyszła także Ania – piękna, w zielonej sukience i pełna uśmiechu. „Wiosenna trasa koncertowa” nie jest przypadkową nazwą i oznacza coś więcej niż sam fakt, że koncerty odbywają się na przełomie marca i kwietnia. Ania ma w sobie tyle wiosennej świeżości i lekkości, że bez problemu obdzieliła dobrą energią cały klub.
W trakcie koncertu w artystach dokonała się niesamowita zmiana.  Początkowo bacznie obserwowali reakcje publiczności, by pod koniec już całkowicie dać się ponieść na fali wzajemnej energii. Były też łzy wzruszenia, które Ania ukradkiem ocierała uśmiechając się do swojego zespołu, gdy brawa nie cichły. A publiczność musiała być bardzo przekonywująca w swoich reakcjach, skoro artyści dwukrotnie wyszli na bis. Chyba piękniejszego przyjęcia debiutanckiego albumu nie mogli sobie wymarzyć. Na koncercie zaprezentowany został cały materiał z płyty „Ania Karwan”, choć w zmienionej kolejności. Ania zaśpiewała także dwa covery: „Aleję gwiazd” i „Purple rain”, które doprowadziły ją do finału The Voice of Poland w 2016 roku. W trakcie całego koncertu Ania emanowała niesamowitą kobiecą wrażliwością i miłością do każdej osoby pod sceną. Dzięki temu panowała atmosfera bliskości, co dodatkowo potęgowały niewielkie rozmiary klubu, sprzyjające intymności i bezpośredniemu kontaktowi artysty z publicznością. Wrażliwość Ani i mądre teksty zostały dosłownie otulone warstwą instrumentalną. Nie potrafię stwierdzić, że któryś instrument wyraźnie się wybijał, albo że któryś z muzyków zagarniał dla siebie więcej sceny. Wszyscy stworzyli spójny efekt.

Chociaż jeśli musiałabym wybierać, najbardziej urzekły mnie klawisze. A zostając przy wiosennej metaforyce – były jak pierwsza ciepła mżawka, której prawie nie czuć, a mimo to po pewnym czasie jest  się całkowicie przemoczonym. Większość utworów Ania poprzedzała krótkim wstępem. Opowiadając o treści, kierowała w stronę publiczności wiele dobrych słów. Czasem po prostu nawiązywała do tekstów, mówiła o nadziei, marzeniach i miłości. W pewnym momencie poprosiła także, żeby każdy położył jedną dłoń na brzuchu, a drugą na piersi i wyobraził sobie, że trzyma miniaturową wersję samego siebie, by dać sobie czułość, miłość i bezpieczeństwo. Myślę, że każdy, kto poważnie potraktował to „zadanie”, wrócił do domu z poczuciem, że jest wartościowym człowiekiem i zasługuje na własną miłość. Bo im więcej miłości mamy w nas samych, tym więcej możemy jej dać innym.

Ania Karwan ma nie tylko ogromny talent, ale także szczerość. Nie ukrywa swoich emocji na scenie, jest blisko publiczności i wierzy w to, o czym śpiewa. Nie kreuje samej siebie jako artystki, po prostu jest sobą – piękną, wrażliwą kobietą, która poprzez muzykę opowiada o tym, co dla niej najważniejsze.

Relacja: Ewa Kuta
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *