Zakk Sabbath + DJ Matt Stocks – 11 lutego 2020, Warszawa Progresja

Zakk Sabbath to projekt Zakka Wylde’a, lidera formacji Black Label Society oraz byłego/obecnego/zmiennego gitarzysty towarzyszącego solowej karierze Ozzy’ego Osbourne’a. Tenże Ozzy z kolei rozrabiał za mikrofonem w kultowej formacji Black Sabbath. No i gitarzysta solowego Ozzy’ego oddaje hołd zespołowi Ozzy’ego, na 50-lecie wydania pierwszej płyty!

Po pokonaniu kolejki, której długość już obrosła legendą i wpisała się w annały klubu Progresja, znalazłem się w tłumie oczekującym na koncert. Oczekiwanie było dziwne, bo zamiast żywego zespołu na rozgrzewce pojawił się DJ Matt Stocks odtwarzający z komputera utwory Iron Maiden, Motorhead, Slayera, UFO czy Pantery – słowem, rockoteka. Raczej nieudany pomysł na zmianę formuły koncertowej, ale ciekawy sprytny patent żeby zaoszczędzić pieniędzy na trasie koncertowej.

Sam zespół wkroczył na scenę po doprowadzeniu publiki do granic cierpliwości, żeby zacząć “Supernaut” i uderzyć innymi kompozycjami Black Sabbath.
Trudno w przypadku coverów mówić o kompozycjach, ale już różnice w wykonaniu były wyczuwalne. Zakk na wokalu, choć “wychowany” na manierze Ozzy’ego nie ma tak donośnego głosu, przez co wokal zanikał za instrumentami (choć to i tak nie problem przy utworach, których słowa i muzykę publika zna na pamięć). Grający na perkusji Joey Castillo nie ma jazzowego wyczucia Billa Warda, ma za to punkową siłę i energię, przez co kawałki dostawały nowej motoryki, zaś basista Blasko gra kostką to co Geezer Butler grał palcami i czuć tą różnicę, jednak na korzyść oryginału.

Zakk Wylde grający riffy i solówki Tony’ego Iommiego to odpowiedź na niezadane pytanie, jak brzmiałby Black Sabbath z Eddie Van Halenem na gitarze. Typowy dla sabbathowy ciężar ustąpił gimnastyce na gryfie i kilku(nasto)minutowym solówkom – na szczęście nie psuło to konstrukcji i odbioru utworów, bo Zakk wielkim gitarzystą jest i wyczuwa proporcje popisów i czystej zabawy. Na przykład, odgrywając dłuuugą solówkę “Into the Void” stojąc na barze w klubie…

…choć mógłby się też podzielić czasem antenowym z kolegami. Zakk Sabbath to trio złożone z potęg sceny heavy metal: na perkusji Joey Castillo (ex-Danzig, ex-Queens Of The Stone Age), na basie Blasko (Rob Zombie, ex-Ozzy Osbourne, ex-Cryptic Slaughter), a wtręty solowe panów ograniczono do obligatoryjnuch wstępów do “Hand of Doom” i “N.I.B.” na basie Blasko i co żwawszych przejść perkusyjnych Castillo w trakcie utworów.

Obcowanie z muzyką i umiejętnościami Zakka to sama przyjemność, to absolutna czołówka instrumentalistów ostrego rzemiosła…

…natomiast nie do końca wyczuwam samą ideę – rozumiem i podzielam podziw dla Black Sabbath, rozumiem hołd na półwiecze narodzin heavy metalu. Ale Zakk Wylde jest muzykiem ponad jubileuszowy cover band grający pełne koncerty. W zamian proponuję 30-40 minutowe występy Zakk Sabbath przed regularnymi koncertami Black Label Society albo 15-20 minutowy blok dla Sabbathów w ramach koncertu BLS.

“Qstosz” Dawid Odija

Foto: Hubert Marzecki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *