Dropkick Murphys – Streaming Up From Boston, 17 marca 2020 !!!

Będzie to opowieść o koncercie bardzo niecodziennym. Będzie to opowieść o zespole, który nie ukoronował wirusa i zrobił koncert po swojemu. A było to tak…

Amerykańskie miasto Boston, stolica staniu Massachusetts, jest głównym punktem tożsamości irlandzkiej na świecie. Doszło nawet do tego, że w Bostonie i okolicach było więcej Irlandczyków niż w samej Irlandii, poprzez samo poczuwanie się do korzeni sięgających Szmaragdowej Wyspy!
Jednym ze współczesnych symboli tradycji irlandzkiej w Bostonie jest zespół muzyczny,  idący śladami The Pogues z Irlandii wywołał niemałą modę na łączenie stylistyki melodyjnego punk rocka z celtyckim folkiem – ten zespół to Dropkick Murphys.
Chłopaki konsekwentnie podkreślają pochodzenie z Bostonu i irlandzkie korzenie zarówno swoje, jak i całego miasta. W ich piosenkach pojawiają się nawiązania do bostońskich drużyn sportowych – hokeistów z Bruins, koszykarzy z Celtics i bejsbolistów z Red Sox, a także lokalne nazwy i pojęcia możliwie niejasne dla osób spoza rejonu, zaś w repertuarze goszczą także tradycyjne pieśni z Irlandii i Wysp Brytyjskich.

Natomiast najważniejszą tradycją związaną z Dropkick Murphys jest coroczny koncert w Bostonie, który MUSI odbyć się 17 marca, w dniu upamiętniającym patrona Irlandii, świętego Patryka.
Niestety, egzotyczny wirus, który błyskawicznie zaniepokoił cywilizację, zmusił ograniczenie życia społecznego i pozostanie fanów w domowych kwarantannach, co odbiło się na imprezach masowych, w tym na koncertach. W ten sposób, w roku 2020, po raz pierwszy od 24 lat, od momentu powstania zespołu, muzycy zostali zmuszeni do postawienia koncertu pod znakiem zapytania.
W tych okolicznościach wielu artystów i organizatorów odpowiedziało na ten znak zapytania stanowczym wykrzyknikiem – “Odwołujemy!”, natomiast Dropkick Murphys inaczej podeszli do sprawy: “Robimy… tylko inaczej!”. Amerykanie mawiają “don’t talk your talk but walk your walk”, co można tłumaczyć jako “rób, nie gadaj!”, no i Dropkick Murphys zrobili – tradycyjny koncert w dniu świętego Patryka odbył się… na YouTubie i poprzez streaming dotarł do wszystkich zainteresowanych, a przymusowo zamkniętych w domach. Od tytułu jednego z utworów Dropkicków akcję nazwano Streaming Up From Boston.

Zaczęli mocnym akcentem, zgrabnie się przedstawiając – “Irish Rover”, a potem już jazda typu The Best Of, ale sięgając do dekady wstecz czyli prawie połowy kariery zespołu.
Koncert “na żywo ale w studiu” pozwalał widzom zobaczyć artystów z bardzo bliska, dostrzec otarcia na gitarze Tima Brennana, szczegóły tatuaży Kena Casey’a czy wzorek na chustce Jamesa Lyncha. Z powodu zdrowotno-transportowych zabrakło wybitnie irlandzkiego instrumenty, czyli dud, ponieważ reszta zespołu nie chciała ściągać Lee Forshnera z drugiego końca kraju.
Drobne braki w charakterystycznym instrumentarium panowie nadrobili energią sceniczną – każdy muzyk skakał, biegał i mocno działał ze swoim instrumentem, a prym wiedli oczywiście liderzy, czyli śpiewający Ken Casey, który ostatnio oddaje gitarę basową, by móc skupić się na śpiewaniu i konferansjerce oraz wieczny chuligan Al  Barr. Kalendarza nie oszukasz, ale aż trudno było uwierzyć w rozmowę frontmenów, że wkraczają w piątą dekadę życia, bo roznosi ich energia kilku pokoleń!!

Dropkick Murphys chętnie sięgają po covery, ale niezbyt na koncertach, a i tak po kompozycje zdecydowanie z celtyckiego kręgu – pieśni ludowe albo kompozycje zespołów z Irlandii lub Bostonu. Wyjątki od reguły są nieliczne, ale zdarzają się, na przykład na Streaming Up From Boston, kiedy to zabrzmiało wierne punkowej konwencji wykonanie “I Fought the Law” Bobby Fuller Four, bardziej znane z wersji The Clash i Dead Kennedys.
Innym “cudzersem” był cover Gerry and The Pacemakers “You’ll Never Walk Alone”, który przykuł do ekranu fanów Liverpoolu FC, choć sami muzycy (podobno) nie wiedzieli, że utwór ten jest używany jako hymn klubu piłkarskiego. Amerykanie skupili się na znaczeniu tekstu jako wyrazu wsparcia przyjaciołom i bliskim porwanym w szpony nałogów…

…co przypomina o społecznym zaangażowaniu zespołu.
Na przykład poprzez założenie fundacji Claddagh Fund, w ramach której kilka lat temu wydali singiel z udziałem Bruce’a Springsteena na rzecz wsparcia służby medycznej i ratowniczej w Bostonie. Claddagh Fund pojawiło się także i w czasie ‘Streaming Up From Boston’ – przy okazji zbiórki funduszy na wsparcie służby i pacjentów oraz instrukcji jak radzić sobie w aktualnej sytuacji epidemii i jak przeciwdziałać zakażeniu.

W czasie koncertu zabrzmiało aż pięć nowych utworów, z czego dwa, “The Bonny” i “Smash Shit Up”, są od kilku tygodni znanymi singlami. Pozostałe nowości to wywołujący gitarzystę Sex Pistols “Mick Jones Nicked My Pudding” oraz “Queen of Suffolk County” i “Burn It to the Ground” .
Kawałki z singla i piosenka o puddingu to punkowe zadziory w stylu czasów ‘The Gang’s All Here’ czy ‘Sing Loud Sing Proud’, czyli czasu pierwszych wydawnictw zespołu. “Queen of Suffolk County” brzmi klasycznie folkowo-punkowo, ale jakby “grzecznie”, bliżej współczesnym poczynaniom, ale “Burn It to the Ground” jest już z kolei pijacko-folkowy jak na początkach Dropkicków.
Nowe piosenki pozytywnie kojarzą się z powrotem do pierwszych wydawnictw zespołu, na których brzmiał łobuzerski street punk ze skromnym udziałem folku.

Ponieważ koncert odbył się bez publiki, zamiast której znaleźli się techniczni (zadbano nawet o szaleństwo pod sceną z pogo na jedną osobę), musiało zabraknąć tradycyjnego grand finale z “inwazją” publiki na scenę przy “Kiss I’m Shitfaced” i typowych ekscesów jak oświadczyny i urodziny (niedoszli celebranci obydwu okazji zostali imiennie pozdrowieni przez zespół). Koncert zakończył bez bisów “I’m Shipping Up to Boston” i długa tablica z podziękowaniem dla fanów stanowiących rodzinę Dropkick Murphys.

‘Qstosz’ Dawid Odija

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *