Twardzi gracze na twarde czasy (wywiad z Idle Hands)

Już od pierwszych dźwięków zespół ten wbił się w moją głowę. Miałem kłopot z nazwą i przyznaję, aż dwukrotnie dwaj różni znajomi przedstawiali mi ten projekt. Za każdym razem zachwycony pytałem o nazwę kapeli i… zawsze zapominałem. Do trzech razy sztuka, w końcu nauczyłem się i mogłem już samodzielnie dotrzeć do informacji o kapeli. Projekt na ma koncie jedną płytę, która otworzyła im drzwi do grania u boku takich gwiazd jak King Diamond czy Mayhem

Wokalista Gabriel Franco odebrał ode mnie telefon na środku pustyni. Zespół właśnie podróżował do Salt Lake City, poprzedniego dnia niestety dowiedzieli się o odwołaniu wielkiej trasy koncertowej z Abbath, Mayhem, Decibel oraz Gatecreeper. Z tego powodu nastroje w kapeli nie były najlepsze, więc postarałem się byśmy szybko uciekli od wszechobecnego tematu pandemii i pogadali o tym co najważniejsze – muzyce. Smutne tematy wirusów i odwołanych koncertów zostawiliśmy gdzieś pośród piasku.

 

BG – Błażej Grygiel

GF – Gabriel Franco

 

BG – Zacznijmy od pytania o was. Zdobyliście scenę szturmem. Najpierw Epka, potem album i trach – jesteście jednym z najgłośniejszych debiutantów roku. Doceniają was media. Nie jesteście jednak znikąd. Jaka była wasza muzyczna droga do tego miejsca?

 

GF – Rzeczywiście, ja gram na przykład od 10-11 lat. Zdecydowałem się na to chyba po obejrzeniu koncertu Cradle of Flith w moim rodzinnym mieście. Pożyczyłem basową gitarę od kolegi i nauczyłem się „Hallowe be thy name” Iron Maiden. Następnie kupiłem gitarę. W szkole średniej byłem basistą black metalowej kapeli, potem dołączyłem do Spellcaster. Siedem lat, trzy albumy studyjne, dziesięć tras po USA. To tutaj odebraliśmy naszą szkołę, nauczyliśmy się czego nie robić. Tworząc ten projekt wiedzieliśmy już jakich błędów nie popełnić. Dlatego tak to wszystko szybko idzie, nasze działania planujemy z rocznym wyprzedzeniem i gdy już machina się rozkręci trzeba jedynie utrzymywać ją w ruchu. Dopóki masz plan ważne by nie zwalniać tempa.

 

BG – Brzmisz jak bardzo rozsądny facet, a przecież w świecie rock’n’rolla stereotypem jest wieczna impreza. Tymczasem wy wszystko planujecie. Raczej jak ojciec rodziny a nie gwiazda rocka.

 

GF – (śmiech) No tak, masz rację, dzięki za komplement. Nie mam dzieci, ale jeśli chcesz dzisiaj przetrwać to nie możesz liczyć na to, że ktoś cię odkryje. To nie lata osiemdziesiąte, gdzie wytwórnie wyszukiwały nowe talenty, tak dzieje się jeszcze w muzyce popowej. W rock’n’rollu mnóstwo ludzi ma normalne rodzinne i zawodowe życie. Owszem lubią się bawić, ale są zupełnymi profesjonalistami, pół rockersami, pół doskonale zorganizowanymi biznesmenami. Nie wydostaniesz się ze sceny małych klubów i barów jeśli nie wiesz co robisz.

 

BG – Gdy wypuściliście album koncertowaliście z Kingiem Diamondem, ale wystąpiliście także na festiwalu Keep it True. To impreza na której występują kapele z trzydziesto, a nawet czterdziestoletnim stażem. Tymczasem wy przyjechaliście tam jako ktoś zupełnie nowy, świeża krew. Jak się tam czuliście?

 

GF – Ogromnie się denerwowaliśmy, próba była o ósmej rano, graliśmy w południe. Byliśmy przekonani, że nikt nie przyjdzie, a jednak sala była pełna. Publiczność zachowywała się świetnie, był to jeden z lepszych koncertów jakie zagraliśmy. Wspaniały dzień i cieszymy się, że byliśmy tego częścią.

 

BG – Opowiedz  mi więcej o waszej muzyce. Gdy posłuchałem was na początku byłem w szoku. Jestem przyzwyczajony do heavy metalu i gotyckiego hard rocka, ale nie umiałem wyobrazić sobie idealnie zbilansowaną mieszankę tych dwóch. Wam się to udało. To był przypadek, czy planowaliście to?

 

GF – Nie planowaliśmy tego nigdy. Gdy kilka lat temu, gdy zaczynaliśmy pisać pierwsze piosenki chciałem stworzyć black metalowe piosenki z czystym wokalem w takim dość eleganckim stylu. Mój głos nie jest wysoki, stąd gotycko brzmiące partie wokalne. Są tu też arpeggia akordów, które słychać w black metalu. Długo grałem w Spellcaster, który był tradycyjnym heavy/power metalowym bandem, ten wpływ także słychać. Gdy się spotkaliśmy z zespołem i pokazałem im materiał zapytałem jak wam to brzmi. Odpowiedzieli, że jak Iron Maiden i Sisters of Mercy. Powiedziałem „dobrze więc, tak będziemy to promować”. To nigdy nie była wykalkulowana decyzja, raczej wesoły wypadek („happy accident” – nawiązanie do powiedzenia gwiazd amerykańskiej telewizji Boba Rossa – „there are no mistakes, just happy accidents”, nie istnieją pomyłki, jedynie wesołe wypadki).

 

BG – Jak wygląda scena heavy metalowa w USA. Tutaj, w Europie macie już fanów, ale jak jest za oceanem. Słyszałem, że nie jest tam łatwo. To prawda czy mit?

 

GF – I tak i nie, żyjemy tutaj w zupełnie innym świecie. Europa ma dużo silniejszą scenę, ale tam także macie lepszy transport publiczny, miasta są bliżej siebie. Macie także gigantyczną kulturę festiwali. Dzieciaki od piątego roku życia dorastają chodząc na festiwale, a potem wracają na nie jako dorosłe osoby. W USA to zdecydowanie bardziej niszowa scena. Dodatkowo nie pomagają ogromne odległości między miastami. Stacje radiowe jeśli grają rocka to stare klasyki. Puszczają to samo od trzydziestu i czterdziestu lat. Przez to wiele dzieciaków myśli, że to muzyka starych ludzi. Jest mniej ludzi, większe odległości, ale są fani, nie brakuje ich na koncertach. Jest po prostu trudniej.

 

BG – Kolejne pytanie nie jest muzyczne. Chciałbym podpytać o wasze piwo, bo widziałem, że zamierzacie takie wypuścić?

 

GF – Mam nadzieję, że to dojdzie do skutku, choć trasa została odwołana. Graliśmy na festiwalu magazynu Decibel, gdzie łączy się browary kraftowe z kapelami. Pogadaliśmy i rzeczywiście powstał pomysł zrobienia „Nightfall”. Oni decydowali o smaku, ja zająłem się promocją. Niestety jeszcze nie spróbowałem, miałem go skosztować na nadchodzącej trasie.

 

BG – Skąd nazwa Idle Hands? Czy ma związek z popularną komedią grozy?

 

GF – Nie, nie, nawet nie wiedziałem, że istnieje taki film. Nazwa pochodzi od starego porzekadła: „idle hands are the devils playthings” – jeśli jesteś leniwy to tracisz swój czas i doprowadza to do złych rzeczy. Nie można tracić czasu.

 

BG – To także przekaz waszego pierwszego singla…

 

GF – Zdecydowanie.

 

BG – Ciekawe, bo byłem przekonany, że ten film znacie, to mieszanka grozy i komedii, jest bardzo w podobnym klimacie.

 

GF – To rzeczywiście zabawne, ale teraz mam dużo wolnego więc może go nadrobię.

 

BG – Mam nadzieję, że niedługo zobaczymy się w Polsce. Jesteście wśród zespołów festiwalu Metalmania.

 

GF – Miejmy nadzieję, że nikt tego już nie odwoła (śmiech).

 

IDLE HANDS – PDX będzie jednym z wykonawców podczas tegorocznej edycji festiwalu Metalmania.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *