„Ona otwiera głowy i serca, daje coś dobrego” – mówi Igor Herbut o swojej najnowszej płycie

Jego głos zna chyba każdy, kto w ciągu ostatnich 10 lat spędził przy popularnych stacjach radiowych dłużej niż 5 minut. W 2012 miał 22 lata i platynową płytę za sprzedaż albumu „LemON”, a to był dopiero początek. Igor Herbut to obecnie dojrzały trzydziestoletni artysta, który poza znaną nam twarzą autora popowych i poprockowych przebojów postanowił właśnie odsłonić inne oblicze. Jego solowy album „Chrust” to ponad godzina nastrojowych, intymnych i bardzo głębokich utworów. Tak: utworów, a nie piosenek, takie nazewnictwo jest tutaj zamierzone.

Dlaczego? O tym najlepiej powie sam Igor.

BG – Błażej Grygiel

IH – Igor Herbut

 

BG – Wydałeś płytę, która wydaje się być idealną na kwarantannę: płytę intymną i osobistą. To nie jest płyta do słuchania w metrze czy autobusie. To moim zdaniem płyta do słuchania w skupieniu, jak Ty to odbierasz?

IH – Wydaje mi się, że jest to płyta po prostu do słuchania. Poruszyłeś jednak ciekawy temat: idealna na kwarantannę. Bardziej powiedziałbym w warstwie liryczniej, ponieważ gdy interpretuję na nowo, czy głośno intonuję te teksty w obecnej sytuacji, można je interpretować trochę inaczej, do tej wyjątkowej i trudnej sytuacji. Nawet dla mnie, jako twórcy tego albumu i treści, płyta nabrała innego koloru.

 

BG – Płyta nosi tytuł „Chrust”, co to znaczy? To paliwo, za pomocą którego chcesz coś rozpalić? Czy może to są suche pomysły, które zebrałeś i ot tak postanowiłeś nam rzucić?

IH – Nie, myślę że bardziej to pierwsze. Może wydawać się, że chrust to takie liche niepotrzebne nikomu gałęzie, ale one rozpalają ogień najlepiej i dają ciepło. Ta konstrukcja ma znaczenie. Jest to szczególna płyta pod każdym względem. Dałem dużo intymności, wiele historii, o których nie mówiłem wcześniej. Wysoko postawiłem sobie niektóre poprzeczki i udało się je pokonać: między innymi pianistyczną, kompozycyjną, aranżacyjną i tekstową. Odpowiadając w każdej warstwie za wszystko na tym albumie jestem dumny, że udało się ją stworzyć w takiej formie. Z tego co zauważyłem poprzez dialog ze słuchaczami, warto było jej premierę przyspieszyć i podarować ją w tej trudnej sytuacji ludziom. Ona otwiera głowy i serca, daje coś dobrego.

 

BG – Znamy Twoją twarz z wcześniejszych projektów, między innymi z LemON. Jak różni się ten obraz od tego co zaprezentowałeś na „Chruście”?

IH – Myśle , że to słychać już po kilku singlach, które wypuściłem. Ta muzyka jest inna. LemON to zawsze była chimera, zespół kilku osób, kilku wrażliwców, różnych od innych ludzi, ale zawsze prawdziwe. Tutaj jestem ja i moja historia. Pozwoliłem sobie na treści bez słów. Bardzo lubię muzykę ilustracyjną i w dużej mierze myślałem, że ten album będzie albumem instrumentalnym. To dziwna rzecz, bo przecież jestem wokalistą głównie. Na płycie jest wiele dialogów instrumentów, harmonii i ilustracji. Chcę zaprosić słuchacza, żeby bez słów mógł zobaczyć to gdzie ja go prowadzę. To jest dla mnie szalenie istotne i tak też pisałem te utwory przy stuletnim pianinie. Wiedziałem o czym one są kiedy nie miały jeszcze napisanych słów. Myślę, że to ciekawy aspekt i różniący ten album od LemON.

 

BG – Wspomniałeś o stuletnim pianinie, zatem rozumiem, że ten instrument także ma tu znaczenie?

IH – Tak, ten instrument żyje, przede wszystkim. On był nastrojony w 432 (chodzi o sposób strojenia instrumentów, zamiast do powszechnie używanego 440 Hz, strojenie do niższej częstotliwości, które ma pozwolić uzyskać niższe, cieplejsze brzmienia – przyp. Red.), zatem troszkę niżej. Mówią, że tak jest nastrojony świat, tak brzmi krew w naszych żyłach i ptaki, wiatr. To ciekawe i inspirujące.

Główną inspiracją jest jednak mój syn. Kiedy dowiedziałem się, że będę ojcem zacząłem pisać jaśniej. Gdy usiadłem do piana okazało się, że palce układają się na nowo, że harmonie się inaczej układają: właśnie jaśniej. To się dzieje do teraz. Wcześniej uważałem, że nie mogę się inspirować radością, a w tym jest taka ogromna moc, to jest naprawdę wielkie.

 

BG – To ciekawe, bo wielu artystów inspiruje się raczej rzeczami smutnymi, trudnymi, wykonuje bolesną introspekcję, a Ty nagle odnalazłeś inspirację w rzeczach pozytywnych.

IH – Tak, ale mówię też o tej drodze, które skierowała mnie do miejsca w którym jestem. Jest to miejsce piękne, pełne miłości, z zamkniętą furtką. Ten album jest swoistym notatnikiem, gdzie przekładasz kartki i widzisz ten ruch, mimo tego, że czytasz ostatnią stronę z pełnym uśmiechem i pozytywem. Chronologicznie chciałbym zaprosić do tego by słuchając tego albumu po raz pierwszy przesłuchał go w całości, od pierwszego utworu do ostatniego. Później może szukać ścieżki na różny sposób, może warto od tyłu? To też ciekawe bardzo, trochę jak gra w klasy. To może być inspirujące dla słuchacza. Wiele sytuacji, które są na tym albumie podane prosto spotykają się z bardzo obszerną interpretacją. Paradoksalnie bywa odwrotnie, kiedy staram się coś obejść, to tak jakby to była dla słuchacza najprostsza sytuacja. To bardzo inspirujące dla twórcy i mówi o tym, ze mamy mądrych i wnikliwych słuchaczy.

 

BG – Co jest w Twoich najbliższych planach? Czy była to jednorazowa wycieczka w głąb siebie, a potem wrócisz do pisania przebojów dla LemON, czy będziesz kontynuował tę drogę i bardziej osobiście opowiadał o tej krainie wypełnionej miłością.

IH – Na pewno jest to swoisty most, jeśli mam porównywać dwie krainy jakimi jest LemON i Igor Herbut. Tutaj trochę moje wściekłe ego połechtałem i nie muszę nikomu nic udowadniać. Będzie mi łatwiej robić LemON, który będzie piosenkowo lżejszy dla słuchacza. To byłoby trudniejsze, gdybym nie wydał zbioru tych swoich myśli i historii na „Chruście”.

 

BG – Gotowało się to w Tobie?

IH – Na pewno, od zawsze. Szczególnie w ciągu ostatnich dwóch lat, o tym okresie traktuje ta płyta. Z tym się pogodziłem, stanąłem twarzą w twarz i teraz trzeba iść dalej.

 

BG – Czyli rozumiem, że najlepiej Ci życzyć na przyszłość, byś nie miał powodów nagrywać kolejnej płyty solowej, bo to trudne doświadczenie?

IH – Było to bardzo piękne doświadczenie. Trudne? Nie wiem, bywało trudno, ale samo mówienie o tym na krążku i komponowanie jest piękne. Bywało na pewno trudno, o czym dowiecie się Państwo słuchając „Chrustu”. Tym bardziej trzeba być dobrej myśli, nie jest to myślenie frazesowe. Trzeba być dobrej myśli, bo to ma moc.

 

BG – Materiał LemON jest bardzo koncertowy, a „Chrust” jest bardzo osobisty. Czy planujesz z nim koncerty po klubach?

IH – Teraz nie wiadomo jak to będzie ze wszystkim. Świat pokazał, że nie należy planować, ale oczywiście, że bardzo chciałbym spotkać się ze słuchaczem i tworzyć razem fizycznie te krainy na koncertach. Nie boję się tego, bo jestem po trasie „Lwia część”, gdzie wyjechałem ja i pianino. Grałem w takich teatrach jak Baraka czy warszawska Roma, tylko ja i fortepian. Ponad dwugodzinny koncert, emocjonalny z niekomercyjnymi rzeczami, które są bardziej intymne, bardziej moje. Pięknie była przyjęta ta trasa. Cieszę się, że mogę szukać i to nie samemu, różnych kolorów mojej twórczości, mojej muzykalności i muzyki. Jako LemON czy Igor Herbut na pewno nie zamierzam przestawać szukać, jeżeli będę mógł i umiał, a wiesz, że tak, odnaleźć się w tej nowej normalności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *