Recenzja płyty “MAG” – zespołu MAG

MAG – Gdyby Kat miał dziecko z Gas Giant, nazywałoby się MAG . Jest noc, idziesz po bruku pustego miasta. Mijasz szczątki oplutych mogił, a z oddali słyszysz wściekły ryk zamurowanego w wieży szaleńca, który przez ostatnich 200 lat planował okrutną zemstę na swych oprawcach.

Nie, to nie zaginione opowiadanie Howarda Phillipsa Lovecrafta. To bardzo krótki i dość spontaniczny opis atmosfery towarzyszącej słuchaniu debiutanckiego materiału zespołu MAG. Polska załoga zbudowała swoją muzyczną tożsamość na wnukach Black Sabbath, czyli scenie stoner/doom. Brzmienie gitar i basu szybko skojarzyło mi się z Gas Giant. Nie znacie? Wystarczy posłuchać “Too stoned” by się zakochać. Wróćmy jednak do MAGa, bo nie jest to po prostu kolejny ciężko brzmiący band śpiewający o urokach palenia trawy.

Teksty i towarzyszące im ciężkie riffy to raczej wyprawa do świata okultystycznego horroru, filmów wytwórni Hammer, eksperymentów z magią rytualną z lat 70tych i prozy Lovecrafta. Temu ostatniemu zespół poświęcił bardzo udany kawałek “Samotnik z Providence”. Oprócz tego znajdziecie tu sporo opowieści w klimacie ludowej grozy, demonów lasu, tematów znacznie bliższych Romanowi Kostrzewskiemu. To zresztą nie jest przypadkowe porównanie, bo w niektórych utworach wokalista stylem śpiewania i tekstami bardzo nawiązuje do śląskiego Diabła. Dla mnie to duży plus, bo do muzycznego dziedzictwa KATa ekipa MAGa dodała swoje 3, a raczej 666 groszy.

Zespół pokazuje największy potencjał gdy wokalista zaczyna śpiewać, ma charyzmę, ciekawą barwę, potrafi interpretować tekst. Mam nadzieję, że w kolejnych materiałach pośpiewa jeszcze więcej. Tymczasem nie przegapcie materiału tej kapeli, bo na mocno generycznej i powtarzalnej stonerowej scenie jest przykładem ciekawego łączenia inspiracji. Warto!

Recenzja Błażej Grygiel.

Premierę Płyta miała 10 Kwietnia .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *