Relacja z Koncertu Closterkeller Wichrowe Wzgórze 5.06.2020

Jak sobie radziliście w czasie pandemii bez koncertów? Zapewne dla tych, którzy mieli tak jak ja kalendarz zapełniony praktycznie co tydzień, to musiał być niezły, muzyczny odwyk od “normalności”. Fakt, powiecie, że pandemia, że trzeba być odpowiedzialnym, że zdrowie jest najważniejsze, że przecież jest internet i koncerty na DVD. Tak, to wszystko prawda, macie rację. Ale koncert w domowych warunkach nigdy nie zastąpi żywej integracji pod sceną z podobnymi do Ciebie ludźmi , którzy przyszli w tym samym celu. Nie mam absolutnie nic przeciwko graniu koncertów on-line, nie zrozumcie mnie źle. Jest to jakieś rozwiązanie, chwilowe rozwiązanie, jakaś namiastka prawdziwego koncertu. Właśnie, namiastka, dla mnie to takie porno w radiu, niby wszystko ok ale bez tej drugiej strony, na dłuższą metę po prostu się nie da… Dlatego info o przełożonym koncercie Closterkeller na Wichrowym Wzgórzu przyjąłem z nieukrywaną radością a zarazem ogromną ciekawością, bo epidemiologiczne obostrzenia nie zniesiono do końca. I to dało się zauważyć. Limit 150-ciu osób nie przerażał mnie tak bardzo jak nakaz noszenia maseczek o których każdy już wyrobił sobie zdanie. Maseczki na koncercie? Jak dla mnie paranoja!

Całe wydarzenie wzorowo przygotowane na nową rzeczywistość. Wszechobecny płyn do dezynfekcji, obsługa w maseczkach i rękawiczkach jednorazowych, przed wejściem na salę obowiązkowe mierzenie temperatury i tabliczki informacyjne o 2 metrowej odległości podczas ewentualnego pogo. Całość psuły tylko porozkładane krzesełka i stoliki, na których brakowało talerzy, sałatek i weselnego tortu. Niestety, ale taki mamy klima, taką mamy rzeczywistość i obecne przepisy. Balem się tylko, że stoliki mogą nie przetrwać rockowego koncertu, ale moje obawy zostały szybko rozwiane, bo czasy, kiedy na koncertach latały różne, dziwne rzeczy, chyba dawno mamy już za sobą.

Całość zaczęła się chwilę po 21-ej i na pierwszy ogień zespół zaprezentował nam, jakże aktualny, mino upływu czasu numer ‘ W moim kraju’ Bardzo dobre i mocne rozpoczęcie koncertu. Anja w doskonałej, wokalnej formie, co słychać było od początku koncertu. Ten kto przyszedł zobaczyć jedna z najlepszych, polskich wokalistek, na pewno nie czuł się zawiedziony. Przerwa w koncertowaniu wcale nie wpłynęła negatywnie na głos Anji. W dalszym ciągu potrafi go modulować w rewelacyjny sposób, co dodaje kolorytu i tak już w wielobarwnych utworach. ogólnie Anja wyglądała jak zwiewna i powabna, niebiesko włosa nimfa. Ten kto twierdzi, że czasy dla rockowo – gotyckiego Closterkeller dawno minęły jest w błędzie. Umiejętnie serwowane dźwięki udowodniły, że grupa nie wybiera się na muzyczną emeryturę . Wręcz przeciwnie. “Młoda Krew” w postaci Adama i Michała daje tej muzyce więcej przestrzeni i świeżości, choć niektóre numery mają tyle lat co oni.

Po mocnym otwarciu, chwilę potem usłyszeliśmy Scarlet, numer który poderwał publiczność do rytmicznego podrygiwania w takt płynącej ze sceny muzyki. Tak już miało pozostać do końca koncertu. Zespół zaprezentował nam swoiste the best of… umiejętnie przeplatane, bardziej zadziorne numery, tymi stonowanymi i spokojniejszymi. W tych drugich Anja stworzyła pewnego rodzaju intymność, z którą zbliżyła się do publiczności.
Wszyscy zebrani na tym koncercie nie mogą narzekać na to co przygotował dla nich zespół tego wieczora. Na bis zagrali Agnieszkę, numer, który zapewnił zespołowi kultowy status nie tylko wśród gotyckich kręgach.

Było to godne otwarcie “Letniej Karczmy Wichrowego Wzgórza”. Miejsca magicznego, które zachwyca, nie tylko swym klimatem, nie tylko malowniczymi widokami o poranku, ale przede wszystkim pasją gospodarza, który to wszystko sobie wymyślił i wcielił w życie.

Relacja : Rzywiec Trzy Winyle

Foto : Mariusz Twaróg

  

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *