Patrycja Kosiarkiewicz: W dużym stopniu projektujemy na zewnątrz to, co mamy w sobie

Po siedmiu latach powróciła nie tylko z nowym albumem i elektronicznym brzmieniem. Zostawiając za sobą energię lat dziewięćdziesiątych, dziś namawia nas, byśmy przejrzeli na oczy. Jaką Patrycję Kosiarkiewicz mamy szansę poznać, zasłuchując się w jej nowym wydawnictwie „Ogólnie chodzi o to”? 

28 października 2020 roku w wirtualnej przestrzeni pojawił się album „Ogólnie chodzi o to”, który nazwać można plastrem na rzeczywistość. W nim Patrycja Kosiarkiewicz zagląda w głąb siebie, opowiada o świecie, którego nie da się naprawić, rozprawia się
z konsumpcjonizmem i mówi prawdę o związkach. Ale przede wszystkim namawia do odnalezienia w swoim wnętrzu raju, które będzie miało szansę zaistnieć na zewnątrz. Patrycja Kosiarkiewicz nie ma wątpliwości, że nowy album jest przełomem w jej twórczości.

O tym, jak wyszło jej porzucenie gitary, o duchowości, odnalezieniu nowej jakości i tworzeniu dla samej pasji twórczej – z Patrycją Kosiarkiewicz rozmawiała Iwona Smyrak

Iwona Smyrak: 28 października ubiegłego roku ukazała się płyta „Ogólnie chodzi o to”. Dlaczego czekaliśmy na nią aż siedem lat?

Patrycja Kosiarkiewicz: Wcześniej wydanie płyty było dla mnie logistycznym wyzwaniem. Trzeba ją było nagrać z wynajętymi muzykami w studio, zmiksować, a następnie, mówiąc fachowo,  „wprowadzić do obrotu”, czyli do sklepów stacjonarnych. Dziś wygląda to trochę inaczej, bo nagrywam w domu, w duecie i wrzucam single do sieci, np. do serwisów streamingowych.  Dodatkowo, przez ostatnie lata byłam skupiona na pisaniu dla innych artystów i na różnych pobocznych projektach, grałam też  ze swoim zielonogórskim składem. W końcu przyszedł czas, że poczuliśmy z Maciasem X, że chcemy spróbować we dwójkę, czego owocem jest album „Ogólnie chodzi o to”. Właściwie we trójkę, bo muszę też wspomnieć o naszym mikserze Patryku Tylzie z RedD Publishing Studio.

Czy wybuch pandemii skomplikował wydanie płyty lub zmienił jej ostateczny kształt?

Zrezygnowaliśmy z wydania płyty w postaci CD. Obecnie „Ogólnie chodzi o to” występuje wyłącznie w wersji wirtualnej. Mijały kolejne miesiące, a my, podczas nagrywania i miksów coraz bardziej byliśmy przekonani, że nie jest to odpowiedni czas na te wszystkie perturbacje związane z produkcją płyty na nośniku fizycznym. Nie żałuję tej decyzji i mam wrażenie, że nie ma to większego znaczenia, zwłaszcza w kontekście pandemii, kiedy wszystko jest pozamykane. Choć, nie przeczę, fani wciąż mnie męczą o CD, a nawet o winyl. (śmiech)

„Ogólnie chodzi o to”, no właśnie, o co? Podejrzewam, że to pytanie pojawiło się już
w poprzednich wywiadach, jednak muszę przyznać, że tytuł albumu może zadziałać nawet na wyjątkowo opornych w sięganiu po nowości. (śmiech)

Myślisz, że ci którzy niechętnie sięgają po nowości, zostaną zwabieni tytułem? (śmiech) Podczas promocji płyty, jeden z dziennikarzy Polskiego Radia skomentował jej tytuł w następujący sposób: „A, bo dzieci tak mówią”. Bardzo mnie tym zaskoczył, bo raz, że nie mam dzieci, więc nie jest mi to znane. A dwa, że sama często tak mówię. (śmiech) Jeśli chodzi o sam szlagwort, to jest on związany ze strofkami pierwszego singla, czyli z piosenką „Katastrofa”, która jest moim credo życiowym. W sensie tego jak postrzegam świat zewnętrzny i jego ofertę, i jaki mam do niej stosunek. Na płycie jest wiele wątków: są perspektywy osobiste i społeczne. Jest sporo storytellingu, mojego patrzenia na świat, ale przez pryzmat ludzkich historii. Utwór „Katastrofa” powstał jako jeden z pierwszych – pisałam go długo przed nadejściem pandemii. Zresztą od razu wiedziałam, że motyw przewodni piosenki „Katastrofa”, czyli zwrot „ogólnie chodzi o to”, będzie tytułem nadchodzącej płyty. Jest pewnego rodzaju klamrą dla całego albumu, mówi o tym, jak można  odnaleźć się w świecie.  Mam też tytuł następnej płyty, ale tego jeszcze nie mogę zdradzić. (śmiech) Myślę, że gdy nadajesz czemuś tytuł, to od razu to formujesz, powołujesz do życia.

Czy Twoja płyta niesie za sobą wiarę w lepsze czasy, na to, że w przyszłości nie trzeba będzie poruszać takich tematów?

Wydaje mi się, że tematy są ciągle takie same, zmieniają się tylko dekoracje. Może i jesteśmy teraz w ekstremalnym momencie historii, ale jeśli chodzi o pryncypia, nie detale, jesteśmy w podróży ku oświeceniu. W takim znaczeniu nie ma lepszych i gorszych czasów. Moje podejście do życia zawiera się w formule: „wszystko jest dobrze w całym stworzeniu”. Każda rzecz służy poszerzeniu spectrum pola świadomości – o to właściwie chodzi. Każdy człowiek przerabia to na własnym poziomie. Nie chcę przez to powiedzieć, że na niższym czy wyższym, ale po prostu innym. Każdy ma swój temat i każdy ma swój los. Kiedy pytasz mnie, czy kiedyś będzie raj na ziemi i w związku z tym nie  będzie trzeba pisać o piekle, to moja odpowiedź jest prosta: szczerze wątpię. Trzeba zrozumieć, że raj jest w środku, wewnątrz ciebie. Póki więc będą ludzie z piekłem w środku, póty nie będzie raju na ziemi. W dużym stopniu projektujemy na zewnątrz to, co mamy w sobie. Ważne jest, by ten raj właściwie zdefiniować. Jeśli jesteś poukładana w sobie, to wokół ciebie również jest porządek, choćbyś nawet żyła w trudnych obiektywnie okolicznościach. Poza tym, gdy porządkujesz wnętrze, okoliczności zewnętrzne zmieniają się na zasadzie lustra. Być może niektórym to, co mówię, wyda się abstrakcyjne, ale mnie sprawdziło się w życiu wiele razy. Zresztą, to nic nowego, w ten sposób żyje mnóstwo ludzi, którzy zajmują się rozwojem świadomości czy duchowością.

Twoje teksty mają bardzo wyrazisty i ważny przekaz – z jednej strony opowiadasz o ucieczce
w konsumpcję, dzielisz się postrzeganiem świata, poruszasz nawet temat konfliktu pokoleń. Wielu ludzi wymiguje się od poznania prawdy, udając, że problem nie istnieje. Czy nie jest tak, że ludzie unikają niewygodnych tematów, a tutaj zostały przeniesione na muzyczny grunt?

Mnie się wydaje, że życie zawsze robi tak, że nie można się zbyt długo wymigiwać. (śmiech) Nie da się ciągle uciekać przed samym sobą. Człowiek, który wciąż odwraca głowę, w pewnym momencie będzie zwyczajnie zmuszony przez różne radykalne  okoliczności, popatrzeć na problemy. Teraz taką radykalną okolicznością jest oczywiście pandemia. Są tacy, którzy idą
w nałogi lub szukają środków zastępczych, na przykład rzucając się w wir romansów czy kariery.
W końcu jednak przychodzi moment, że szambo wybija, jak to zawsze mówię. (śmiech) Jest takie powiedzenie, że gdy uczeń jest gotów, zjawia się mistrz. Ukułam sobie własną teorię na ten temat – zawsze jest potencjał do przepracowania, tak jak szklanka, do której nalewa się wody. Póki się nie przeleje, póty nie jesteś gotowy. Nie można przeskoczyć etapów ani niczego przyspieszyć. To, co możemy robić my – twórcy, to delikatnie kierować uwagę odbiorcy na właściwe tory przy założeniu oczywiście, że sami porządkujemy swoje własne podwórka. Nie ma nic gorszego od kaznodziei, którzy głoszą jakieś idee, a potem we własnym życiu postępują dokładnie na odwrót. (śmiech)

Twierdzisz, że nie jesteś już piosenkarką śpiewającą głosem aniołka o ptaszkach i motylkach. Nazwiesz to artystyczną dojrzałością czy raczej odnalezieniem własnej drogi?

Myślę, że jedno i drugie. Choć to, co dzisiaj uważam za swoją drogę, niekoniecznie będzie nią za dziesięć lat. Jesteśmy w ciągłej zmianie – na pewno jest to kwestia wzrastania. W moim stwierdzeniu nawiązywałam do swoich wcześniejszych artystycznych przedsięwzięć. Bardzo wielu ludzi, zwłaszcza z podobnych roczników jak mój, kojarzy mnie z przebojami sprzed lat. Te piosenki są lekkie i pozytywne, ale równocześnie są zapisem tamtego czasu, nie tylko mojego, ale takiego,
w jakim byliśmy jako społeczność. To był koniec lat dziewięćdziesiątych i taka była energia epoki. Od tamtego czasu minęło wiele lat i czasami zdarza się, że dawni słuchacze mówią o tęsknocie za tego rodzaju piosenkami, bo tęsknią za sobą z tamtego okresu. Kiedy zestawiają to, co robię teraz ze wcześniejszą twórczością, to zadają pytanie „o co chodzi?”. (śmiech) To wszystko jest po prostu zmianą i myślę, że dobrze o nas świadczy, oznacza, że nastąpił progres. Natomiast od samego słowa „dojrzewanie”, wolałabym określenie „poszerzanie świadomości”. 

Jak oceniasz współpracę z Maciasem X?

Bardzo dobrze nam się ze sobą pracuje, ponieważ żyjemy ze sobą – Macias X jest moim partnerem, i ta kooperacja  jest dla mnie nową jakością. Coraz bardziej cieszy mnie sam proces twórczy, coraz mniej jest oczekiwań, tego całego bagażu związanego z tym jak odbiorca przyjmie dzieło i czy będzie ukontentowany. (śmiech) Nie zastanawiam się też nad tym, czy robię to dobrze czy źle. Zmieniły się proporcje i zaczynam rozumieć podejście, o którym wiele razy słyszałam i którego skrycie zazdrościłam różnym  szczęśliwcom – artystom. Chodzi w nim o to, aby nie zajmować się tym, co dzieje się po wyprodukowaniu muzyki,  ale skupić się na jej tworzeniu dla samej pasji twórczej. Cieszyć się procesem. Coś w rodzaju: nie cel jest ważny, ale droga.

Na albumie można usłyszeć mnóstwo elektroniki, wyczuwalna jest zabawa dźwiękiem. Czy według Ciebie, teksty dobrze odnalazły się w takim brzmieniu?

To brzmienie jest zasługą Maciasa, który doskonale odnajduje się w elektronice. On prawdziwie bawi się muzyką i zupełnie go nie interesuje co z tego wyniknie i co ludzie powiedzą. (śmiech) Jest to bardzo inspirujące. Cały ten album to dla mnie zmiana, bo weszłam w zupełnie nowe muzycznie środowisko. Wcześniej uprawiałam granie akustyczne, typu gitary, żywe bębny itd. Byłam zaskoczona, jak dobrze elektronika połączyła się z moim głosem. Odpowiadając na pytanie, teksty należą do materii autorsko – kompozycyjnej, a tę można wyrazić na wiele sposobów. 

Czy z elektroniką polubiłaś się na tyle dobrze, że zagości w Twojej twórczości na dłużej?

Tak, na pewno kolejne płyty będą kontynuacją tej drogi.

„Nie ma dnia, żeby radia nie grały jej piosenek” – tak opisują Cię portale muzyczne. Czy według Ciebie, radio wciąż jest dobrym sposobem na przecieranie słuchaczom muzycznych szlaków?

To jest proces dynamiczny. Jeszcze dwa, trzy lata temu odpowiedziałabym Ci, że tak. Natomiast dziś mam coraz więcej wątpliwości. Muszę jednocześnie przyznać, że mam wsparcie w radiach lokalnych, które robią wspaniałą robotę dla artystów ze sceny niezależnej – mam tutaj na myśli artystów, którzy nie są w strukturach korporacyjnych wielkich wytwórni fonograficznych. Mówię
o tym dlatego, że to wszystko, wbrew pozorom, jest ze sobą ściśle powiązane. Kiedy słyszę, że nie ma dnia, żeby radia nie grały moich piosenek, to niekoniecznie chodzi tylko o moją solową twórczość, ale również o piosenki, które piszę dla innych. Oczywiście, fajnie jest słyszeć swój numer w radiu, ale trzeba też pamiętać, że piosenki radiowe muszą wpisać się w pewien algorytm. Taką piosenkę opisałabym w skrócie jako  doskonale neutralną i nie przykuwającą za dużo uwagi. Określenie „za dużo” jest tu kluczem.  Nie chodzi, o to, żeby piosenka była mdła, ale nie powinna wprowadzać przeciętnego słuchacza w poczucie dyskomfortu, zwłaszcza w warstwie tekstowej. Nie może odciągać jego uwagi od reklamy, która za chwilę nastąpi czy nie daj Boże spowodować, że zmieni on stację. Tak to mniej więcej wygląda. (śmiech) Czyli wszystko co wychodzi poza tę ramę nie bardzo się w radiu odnajdzie, więc wielu artystów nie będzie miało szans na przetarcie szlaków w ten sposób.

Wydawnictwo promują utwory „Ale”, „Katastrofa”, „Dezorientacja”, „Oliwka” oraz „Nadmiar”.  Czym kierowałaś się przy wyborze singli? Mi tutaj zabrakło „Mewy”.

 

Podoba Ci się „Mewa”? Wydaje mi się, że moja następna płyta pójdzie w takim kierunku. Nie mam na myśli tego, że będzie w całości smętna (śmiech), ale przekaz będzie zbliżony do „Mewy”. Maciasu przekonał mnie, aby właśnie ten numer otwierał album – pomysł wydał mi się dziwaczny, bo jak to, zacząć płytę od ballady? Z perspektywy czasu to była doskonała decyzja. Za to „Ale” jako singiel sprawdził się bardzo dobrze. Jest dynamiczny i  ma ostrzejszy tekst – ludziom się to spodobało, co można zaobserwować chociażby na Spotify.

Czego oczekujesz od roku 2021 i czego mogę Ci życzyć?

Oczekuję od tego roku dalszego poszerzania, mądrości oraz umiejętności bycia w teraz – w spokoju wewnętrznym. Tego można mi również życzyć.

Autorem zdjęć jest @maciasumaka.

One thought on “Patrycja Kosiarkiewicz: W dużym stopniu projektujemy na zewnątrz to, co mamy w sobie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *