„Z zajawką i mega zaangażowaniem. Tak właśnie narodził się DOFX” – wywiad z DOFX.

Mawia się, że „rzeczy wielkie rodzą się w bólach”. Pewnie nie zawsze. Jeśli jednak jest tak faktycznie, to formacja DOFX wpisuje się w istotę tego zniechęcającego porzekadła, gdy początki miała faktycznie niełatwe. Najgorsze ma już jednak za sobą, obecnie promuje debiutancką EP-kę a co przed nimi? O tym opowiada Grzegorz Moroz – gitara i wokal w DOFX.

Możecie na początek przybliżyć historię DOFX? Bo zdaje się, że zawiera ona w sobie dość ostry zwrot.

Zgadza się, wcześniej jako formacja Tequila Twist działaliśmy od początku 2019 roku w zupełnie innym składzie i początkowo nasza muzyka skupiała się na klimatach punkowych. W tamtym momencie byliśmy zupełnymi adeptami mimo tego, że każdy z nas posiadał już wcześniej jakieś doświadczenie związane z graniem w zespole i komponowaniu numerów. Był to dla nas okres w którym nie wiedzieliśmy jeszcze do końca, co chcielibyśmy robić i w jaki sposób. Choć nie ukrywamy, że ten element został w nas do tej pory, to w dalszym ciągu w tamtym okresie czasu przede wszystkim mieliśmy luźne i dość amatorskie podejście do sprawy. Z czasem pozostając przy punku, który kochamy czuliśmy mały niedosyt i zamknięcie w związku z czym zaczęliśmy wychodzić poza nasze ówczesne horyzonty i po publikacji pierwszego singla, który osiągnął całkiem spory rozgłos, wiedzieliśmy, że wszystko będzie wyglądać zupełnie inaczej, niż sobie zakładaliśmy. Pielęgnując nasze rzemiosło, a zarazem publikując następne numery zauważyliśmy, że trzeba podjąć decyzję związaną z tym czy wziąć to zupełnie na poważnie i spróbować robić to lepiej i przede wszystkim profesjonalnie.

W zespole była co do ego jednomyślność?

Owszem, nie obywało się to bez zgrzytów w składzie. Mimo tego, że szło nam coraz lepiej, to osoba, która była z nami od początku okazała się bardzo toksyczna dla nas, co bardzo mocno rzutowało na całokształt. Był to ciężki okres czasu, zwłaszcza że musieliśmy ostatecznie zadecydować, co dalej. Mimo ciężaru, jaki spoczął na naszych barkach postanowiliśmy podziękować za współpracę naszej perkusistce, a gdy mieliśmy już kogoś, kto mógł ją zastąpić, to okazało się, że i również nasz perkusista nie jest do końca zainteresowany działaniem “na poważnie” mimo tego, że jest on równym gościem. Nasze drogi rozeszły się tym razem pokojowo i dalej utrzymujemy ze sobą kontakt. Wracając do kontekstu “na poważnie”, to chodzi nam o to, że zespół wymaga poświęcenia i zaangażowania, by móc osiągnąć z nim sukces. Te stwierdzenie “na poważnie” coraz mocniej kumulowało się w wakacje ubiegłego roku, gdy to stwierdziliśmy, że musimy się jasno określić, jak to ma wyglądać. No i wtedy historia DOFX tak naprawdę się zaczęła lub zaczynała… Dzięki Kubie Marciniakowi z zespołu Materia, znaleźliśmy Karola, czyli naszego obecnego i tego jedynego perkusistę. Nie bez przyczyny podkreślamy tutaj tego “jedynego” bo Karol mimo swoich umiejętności, które są na bardzo wysokim poziomie, jest mega zaangażowany w grę, jak i działanie na rzecz zespołu. Zajawka, aż kipi z niego i gdy się zapoznaliśmy i zagraliśmy pierwszą próbę, wiedzieliśmy, że znaleźliśmy odpowiednie człowieka na odpowiednim miejscu. To było, jakbyśmy odnaleźli tą samą duszę, brata. Od tego momentu, jeszcze jako Tequila stwierdziliśmy, że robimy coś nowego, świeżego. Od początku, z czystą kartą w pełni profesjonalnie i na poziomie. Z zajawką i mega zaangażowaniem. Tak właśnie narodził się DOFX.

 

Jesteście po premierze „DOFX.EP”. W dniu premiery o tym wydawnictwie pisaliście, że ukazuje się ono „Po wielu zmaganiach barier, które wydawały nam się nie do przejścia, przeciwnościach losu oraz ogromie pracy”. Co to były za bariery, zmagania?

Jednym z momentów, które najbardziej nam dokuczały były ogromne przeciągnięcia w czasie. Gdy pracowaliśmy nad albumem, wybuchła pandemia, gdzie wszystko z dnia na dzień zaczęło zastygać w czasie. Nasz debiut planowaliśmy na zupełnie inny czas i miejsce. Mimo to, ta sytuacja wydawała nam się jeszcze nie tak tragiczna, gorzej wyglądały sprawy współpracy z innymi osobami, gdzie również często wychodziło tak, gdy pewna rzecz nad którą pracowaliśmy w ostatnim momencie wymagała poprawek. Jak wydawało nam się, że wszystko jest ok, to znów wychodziło jakieś drobne nieporozumienie. I tak ciągle, na każdej płaszczyźnie, czy nagrywania numerów, czy robienia klipów, czy projektowaniu okładki, wszelkiego rodzaju sprawy formalne. To był istny rollercoster drobnych i wielkich błędów i czystego zrzędzenia losu. Z racji tego, że staramy się zrobić coś dobrze, to niestety jednak kolidowało z drugim i koniec końców o dziwo na samym finiszu naszej płyty byliśmy najbardziej zrezygnowani, gdzie stwierdziliśmy, że to nie ma sensu, lecz całe szczęście tak się nie stało i nie podjęliśmy pochopnej decyzji zaprzepaszczenia całego misternego planu (haha). Dodać możemy, że jesteśmy osobami, które umieją wyciągać wnioski i wydaje nam się, że chyba tak nam było to pisane. Jednym słowem, przeznaczenie.

 

Gdzie nagrywaliście tę płytę?

Płytę w całości nagraliśmy i wyprodukowaliśmy u Łukasza Sokołowskiego z zespołu Strachy Na Lachy w jego studio w Pile. Z perspektywy czasu wydaje nam się, że idealnie trafiliśmy, jeżeli chodzi o osobę, która trzymała piecze nad nami. Łukasz to naszym zdaniem bardzo dobra i wyrozumiała osoba, która posiada dużą wiedzę na temat nagrywania, czy samej gry na instrumentach. Gdy pierwszy raz spotkaliśmy się z nim przy nagrywaniu naszego numeru “Kto?”, gdzie byliśmy totalnymi amatorami i na tamten moment nie wiedzieliśmy zupełnie nic o graniu. Łukasz podszedł do nas bardzo cierpliwie i wyrozumiale i mówił nam na co zwracać uwagę przy nagrywaniu, czy też przy graniu prób i komponowaniu. Wiedzę od niego chłonęliśmy jak gąbka i teraz widzimy po sobie progres jaki uczyniliśmy. Poza tym, jeżeli chodzi o płytę, to brzmieniowo jest bardzo brudna i surowa, a przede wszystkim żywa. Wydaje nam się, że na tej płycie uchwyciliśmy też emocje jakie nam towarzyszyły przez cały okres nagrywania.

 

Czy przy okazji procesu tworzenia czy nagrywania materiału na „DOFX.EP” zdarzyła się jakaś sytuacja (lub sytuacje), która szczególnie utkwiła Wam w pamięci?

(Hahaha) Takich sytuacji mieliśmy multum. Naprawdę mamy wrażenie, że nasze poczynania i kariera związana jest z jednym wielkim przypałem. Nie wiem czy ktoś chciałby czytać to, co się u nas dzieje, dlatego wybierając jedną sytuację, która o dziwo przypałowa nie jest ani trochę, to na etapie, kiedy DOFX był mocno w planach zagraliśmy koncert przed Darią Zawiałów w naszym kochanym Szczecinku. To było lato, środek wakacji i w zasadzie był to jeden z pierwszych dużych koncertów po lockdownie, które się odbywały. Jak wiadomo, Daria, lato, i pierwsze większa impreza od dłuższego czasu – ludzi było od groma, a w tym naszych znajomych, przyjaciół. Atmosfera była wtedy naprawdę gorąca, choć my podeszliśmy do tego z bardzo zimną głową. Mimo to, to co tego dnia zrobiliśmy, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. W życiu nie zagraliśmy tak dobrego koncertu, jak wtedy w naszym mieście. To, co działo się pod sceną było po prostu piękne i nie do opisania. Nasi znajomi, jak i osoby, które nas słuchały i kojarzyły, śpiewały nasze numery razem z nami, pogo jak i zabawa tych wszystkich osób pod sceną była naprawdę wypełniona energią, istny hardcore. Ciężko to opisać słowami, ale to był jeden z przełomowych momentów dla nas samych, bo zdaliśmy sobie sprawę, że to co robimy ma naprawdę sens i trzeba w to brnąć.

Który utwór z tej EP-ki jest dla Was szczególnie ważny i dlaczego?

Mimo wszystko jednak nasz pierwszy singiel, a czwarty numer na płycie czyli “Kto?”. Od tego numeru mocno zapieczętowaliśmy swoje istnienie na scenie lokalnej i w pewnym sensie krajowej, a to za sprawą Macieja Frączyka, znanego jako “Niekryty Krytyk”, który nas dostrzegł i umieścił w jednym ze swoich odcinków. Od tego czasu wszystko przybrało tempa i tak naprawdę się zaczęło na dobre.

Czyją twarz przedstawia okładka „DOFX.EP”?

Twarz, która jest na okładce przedstawia naszego gitarzystę Grześka (haha). Geneza tego, dlaczego tak się stała jest następująca. Otóż, gdy planowaliśmy logo dla DOFX stwierdziliśmy, że musi ono być w pewnym rodzaju charakterystyczne i jak najbardziej uniwersalne. Przeglądając stare zdjęcia zespołu, natknęliśmy się na jedno, na którym Grzesiek był bardzo stonowany, po chwili zadumy, Kamil czyni nas basista stwierdzi, że zrobi z tego logo, na następny dzień, otrzymaliśmy logo takie jakie jakim się obecnie posługujemy.

A propos twarzy, nowych twarzy. W styczniu dołączył do Was drugi gitarzysta, przedstawicie proszę jego oraz jego wcześniejsze doświadczenia.

Tak jest! Patryk to nasz dobry znajomy, szczecinczanin z którym od zawsze gdzieś nasze szlaki się przecierały. Ogólnie jeszcze za czasów Tequili, wspólnie organizowaliśmy koncerty wraz z jego zespołem, a później dzieliliśmy bębniarza. Na tamten czas Dawid czyli nasz były perkusista jak i  Patryk grał w kapeli blackmetalowej, w zasadzie to corowej. Ogólnie to sami nie wiemy co to dokładnie była za muza (haha), ale była po prostu bardzo mocno metalowa. Oprócz tego, sięgając pamięcią Patryk wcześniej grał na saksofonie, jak na Szczecinek mimo tego, że się z tym nie pokazywał, to jednak można było to zauważyć, albowiem wszystko roznosi się pocztą pantoflową. W każdym razie, pozory mylą, czego on jest najlepszym przykładem. Z początku myśleliśmy, że ten chłopak gra metal i super, ale z czasem gdy bardziej się skumaliśmy i wdrożyliśmy go do zespołu to okazało się, że Patryk bardzo mocno siedzi w różnych gatunkach muzycznych, zwłaszcza w reggae i funku. To co pokazał nam na próbie uświadomiło nas, jak mocno się myliliśmy co do niego. Duża melodyjność w tym co komponuje, wyczucie no i z charakteru jest dla nas bratnią duszą. Również od niego kipi zajawka i zaangażowanie. Po prostu jest dla nas jak brakujący tryb w maszynie, który znaleźliśmy. Inaczej nie umiemy tego określić.

Pisaliście, że brakowało Wam drugiej gitary. Dlaczego? Na co liczycie, że uda się wnieść Patrykowi do brzmienia zespołu?

Pełnię przede wszystkim, poza tym odciążenie na wokalu i grze jednocześnie dla Grześka czy Kamila. Jakby nie patrzeć od dawna myśleliśmy, by wdrożyć kogoś na drugie wiosło, lecz gdy szukaliśmy, to nie znaleźliśmy odpowiedniej osoby, która byłaby do tego adekwatna, pod innymi względami niż tylko umiejętności. Poza tym, na wszelkie smaczki mogliśmy pozwolić sobie tylko przy pracy studyjnej, teraz niewątpliwie się to zmieni podczas koncertów.

Czy w takim razie „DOFX.EP” nie traci z miejsca nieco na brzmieniowej aktualności?

Ciężko powiedzieć. Wydaje nam się, że nieco podrasowaliśmy ten materiał dzięki Patrykowi, lecz z umiarem by zachować mimo wszystko charakter tego wydawnictwa. Aczkolwiek, jeśli mimo ten materiał straci na swoim aktualnym brzmieniu, czy też wydarzę to dla nas będzie to oznaczał progres. Raczej nie cofniemy się ze swoim rozwojem gry w tył, a to co ukręcimy brzmieniowo jest dopiero przed nami i jeżeli będzie to brzmiało lepiej, a przynajmniej według nas, to będziemy zadowoleni.

Czy na drugiej gitarze zakończy się poszerzanie instrumentarium w DOFX czy marzy Wam się coś jeszcze?
Tak, zdecydowanie. Cztery osoby w zespole to idealna liczba osób, którą można zgrać i podzielić się względem instrumentów, bo kto powiedział, że musimy grać tylko na tym co obecnie posiadamy? Obecnie jesteśmy również na etapie modernizacji naszego sprzętu, gdzie w nasz użytek wchodzą kombajny związane z efektami do gitar, ale i nie tylko. Po prostu zmieniamy też sposób i możliwość gry, a pierwsze efekty będą niebawem.

Jak myślicie, kiedy uda nam się w końcu pójść na koncert DOFX?

Jak minie obecna sytuacja, to obiecujemy, że ruszamy z trasą, którą planowaliśmy od bardzo długiego czasu. Nie zaprzepaścimy tego tematu i obiecujemy, że będziemy go cisnąć, aż do granicy możliwości. Z tego miejsca, zapraszamy na naszą stronę FB, gdzie informujemy o wszystkim co dzieje się u nas na bieżąco!

Dziękujemy za rozmowę – ostatnie słowo należy do Was!

Dziękujemy za rozmowę i wszystkim tym, którzy dotrwali do tego miejsca. Pozdrawiamy całą redakcję i wszystkich czytelników Strefa Music Art, do zobaczenia na koncertach!

Rozmawiała: Agnieszka Szypura

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *