Recenzja Płyty Chałtcore – Respawn

Po 20 latach wspólnego grania, łódzka kapela Chałtcore doczekała się wreszcie studyjnego debiutu. Na płycie Respawn, która ukazała się w lutym 2021 roku, znalazło się 14 utworów, których cechą wspólną jest wierność ciężkim brzmieniom i bujna fantazja twórców, zawarta w szalonych tekstach.

Wszystko zaczyna się jak u Hitchcocka – może nie tyle co od wybuchu wulkanu, ale z pewnością od trzęsienia ziemi, bo Chałtcore już od pierwszych dźwięków zabierają nas w rozpędzoną jazdę bez trzymanki. Apokalipsa rozpoczyna się politycznym skrótem, który wprowadza nas w liryczny kontekst utworu. Nagle, nastaje mocne i niespodziewane uderzenie, którego przecież od Chałtcore powinniśmy się zawsze spodziewać. Kawałek niesie mocny głos wokalisty i co zaskakujące – wwiercający się w głowę melodyjny motyw klawiszy, który tworzy niezwykłą mieszankę oryginalnego mocnego, gitarowego grania. Ważny przekaz podbija wydźwięk utworu. Mocny początek płyty.

Kolejny utwór na płycie – Cztery pory roku to już bezpardonowa jazda bez trzymanki, zapowiadająca przede wszystkim gitarowe szaleństwo, które jest znakiem rozpoznawczym łódzkiej grupy. Oczywiście w połączeniu z prześmiewczymi, niestroniącymi od czarnego i sprośnego humoru tekstami. Jednak używając gorzkich i bezpośrednich słów poruszają ciągle uniwersalne i dotykające nas wszystkich tematy, takie jak np. przemijanie w Dzyń dzyń. Jednak nigdy Chałtcore nie pozwalają poważnym tonom przejąć głównych sterów. To również ich firmowa zagrywka.

Najbardziej zaskakujące i najlepsze momenty tej szalonej płyty otwiera podniosły i kosmiczny Ja wiem wszystko, z elektronicznym bridgem. Prosty, gitarowy, ale trafiający w sam środek tarczy. Dalej jest równie zaskakujący Kanabonimbus, z wykrzyczanym refrenem i ciekawymi, wyrecytowanymi na tle rytmicznej i zapętlonej fantazji zespołu zwrotkami. Powrót do solidnego i prawdziwie mocnego grania przynosi Łatafak z przesterowanymi gitarami i złowrogim klimatem. Jest to prawdopodobnie najbardziej dopracowany muzycznie utwór na płycie, pełny ostrych gitar i  produkcyjnych smaczków.

Heavymetalową jazdę kontynuuje Motyl, niesiony szczerym do bólu tekstem i elektronicznym motywem, który wzbogaca tło. Jednak ciągle na pierwszym planie dominują gitary i mocny głos wokalisty. Bardzo zaskakującym eksperymentem jest wręcz dyskotekowa Nieznajoma, która jednak wyróżnia się też świetną rockową podstawą i gitarowymi zagrywkami w funkowym stylu. Tekst niezmiennie i szybko rozładowuje atmosferę, rozwalając najbardziej wtedy kiedy się tego najmniej spodziewamy.

Właśnie, teksty są nieodłączną wartością zespołu i ich znakiem charakterystycznym. To one w głównej mierze decydują, czy zostaniemy z muzyką Chałtcore na dłużej, czy padniemy już po pierwszym nokaucie poniżej pasa. Można wyróżnić dwie zasadnicze kategorie lirycznych wyczynów grupy. Są to przede wszystkim rozbrajające, rubaszne wręcz wierszyki, wyśpiewywane z pełną świadomością swojego charakteru i siły, z jakiej uderzają w słuchacza, pozostawiając go albo z albo przeciw zespołowi. Są też teksty mocniejsze, poruszające polityczne i społeczne tematy z niemniejszą swadą, zajmujące jasne stanowisko w danej sprawie. Tak jest właśnie w potężnym utworze o istotnym zabarwieniu No pasaran – ballada faszystowska, czy rozpoczynającym się delikatnie Pokoleniu JP2, które kończy ognista salwa gitarowej maestrii. Krótkie, ledwo ponad dwuminutowe Rzygam jest szybkim zejściem na ziemię, jasnym politycznym przekazem i powrotem do metalowych korzeni. Tempo płyty, przed samym finałem Respawn spowalnia nostalgiczny Świt, potrzebny oddech w tej metalowej karuzeli, niestroniący jednak od nieodłącznych mocnych wstawek.

Album kończą, łagodnie rozpędzający się strzał w twarz w postaci religijnie naznaczonego – Wierzę oraz cierpki Wstyd, ze świetnym basowym motywem. Gorzki i zaskakujący finał płyty, w którym Chałtocore nie boją się uderzać w poważniejsze tony, nie tracąc jednocześnie szczerości i autentyzmu.

Respawn jest dokładnie tym, czego mogli oczekiwać fani łódzkiej kapeli, którzy są z nimi od lat. Jest to wybuchowe połączenie prostego gitarowego grania, osadzonego w ciężkich, metalowych klimatach i prostackich tekstów, co w tym wyjątkowym przypadku bez wątpienia będzie tylko i wyłącznie komplementem. Jednego grupie Chałtcore nie można odmówić – niezwykłej, rozbrajającej szczerości i wierności obranemu muzycznemu kierunkowi, których są jednym z najciekawszych przedstawicieli.

Recenzja : Kuba Banaszewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *