Recenzja Płyty Lady Pank – LP40

Choć debiutancki, wypełniony nieśmiertelnymi przebojami studyjny debiut Lady Pank ukazał się w 1983 roku, to dwa lata wcześniej gitarzysta Jan Borysewicz i autor tekstów Andrzej Mogielnicki powołali do życia nowe muzyczne dziecko, które wkrótce podbiło rodzimą scenę i serca fanów. Reszta jest już piękną historią, która trwa do dziś. Ale mimo upływu 40 lat muzycy Lady Pank nie zwalniają tempa, a co więcej udowadniają na swoim najnowszym, rocznicowym wydawnictwie, że są w najlepszej formie od lat i ciągle potrafią zaskoczyć odkrywaniem nowych twórczych rejonów, jednocześnie pozostając wiernym muzycznym obietnicom sprzed lat. Taki właśnie jest krążek „LP40”.

Płytę rozpoczyna łagodna, wręcz poprockowa „Ameryka”, która już od pierwszych dźwięków zaskakuje nienachalną chwytliwością i płynącą, muzyczną świeżością. Utwór, który muzycznie kojarzyć się może nawet ze współczesnymi, światowymi i wiele młodszymi grupami, takimi jak Coldplay, zanurzony jest w klimacie nostalgii i rozpoznawalnym od pierwszej nuty, tak charakterystycznym dla Lady Pank brzmieniu. Całości dopełnia świetne solo Jana Borysewicza, który pełni tu także rolę wokalisty i szczery, aktualny przekaz. Świetny otwieracz płyty, udowadniający, że mimo upływu lat Lady Pank potrafi jeszcze muzycznie zaskoczyć. I tak jest na całej jubileuszowej płycie zespołu. „Spirala” z chwytliwym, rytmicznym wstępem to już Lady Pank jaki dobrze znamy – mocny, przebijający się na pierwszy plan głos Janusz Panasewicza, zgrana sekcja instrumentalna i celny tekst sprawiają, że sprawdzona przez lata formuła zespołu jeszcze się nie wyczerpała i ciągle potrafi zaskoczyć. Jednak tym co urzeka w utworze najbardziej jest znakomite solo na gitarze Jana Borysewicza w końcówce, który po raz kolejny udowadnia, że na polskiej scenie nie ma sobie równych. I takich popisów na tej płycie nie brakuje. Tempo albumu zwalnia poruszające „Tego nie mogą zabrać nam”, bez wątpienia zainspirowane obecną pandemiczną sytuacją, które przywołuje klimat tych najbardziej wzruszających utworów Lady Pank. Ciekawym eksperymentem jest zwrot ku współczesnemu graniu spod znaku rockowej alternatywy, czyli podniosły „Erazm”, okraszony kolejną genialną solówką lidera grupy – po raz kolejny zostawiającą po sobie najtrwalszy ślad. „Zostań ze mną” to podobny do poprzednika, refleksyjny rocker w średnim tempie, który imponuje nowoczesną produkcją i zdradza muzyczne fascynacje zespołu, który zdaje się śledzić współczesne, muzyczne trendy i dobrze wie jak gra się obecnie na rockowych scenach. Udowadnia to również niesiony gitarową mocą i podszyty delikatną dawką elektroniki, lirycznie spoglądający wstecz, jeden z najciekawszych momentów płyty – „Najcieplejsza zima od tysiąca lat”. Solidna dawka prawdziwie światowego rocka na najwyższym poziomie. Panowie z Lady Pank odrobili lekcje i ciągle pozostając sobą, świętują swój jubileusz w wielkim stylu, podkreślając za każdym razem, iż muzycznie nie zatrzymali się czterdzieści lat temu, lecz ciągle idą z duchem czasu. Ich godną podziwu werwę i artystyczną siłę doskonale potwierdza tytuł kolejnego utworu. I choć „Wieczny chłopiec” to łagodząca klimat albumu, szczera i gorzka spowiedź beztroskich rockandrollowców po przejściach, bogata warstwa instrumentalna i przepiękna knopflerowska gitara Borysewicza sprawiają, że to kolejna wyjątkowa kompozycja na płycie.

Cała krążek zaskakuje odświeżonym brzmieniem, jednak „Pokuta” z tanecznym beatem, syntezatorowym motywem i tnącymi gitarami to prawdziwa przebojowa niespodzianka, w której słuchać echa bujających i podniosłych kompozycji The Killers. Niesamowite, że w przypadku najnowszej płyty legendy polskiego rocka, przywołać można tak, zdawałoby się odległe nazwy, w kontekście ich twórczych inspiracji. W podobnych, współczesnych i łagodnych klimatach pozostawia nas oparty na mocnym perkusyjnym podbiciu i elektronicznym tle, śpiewany razem przez Borysewicza i Panasewicza, nostalgiczny „Karton”. Ważny przekaz niosą singlowe „Drzewa”, zwracające uwagę na problem depresji, coraz częściej obecny w naszym codziennym życiu. Z kolei dostojne i podniosłe „Pokolenia” zaskakują orkiestrowymi wstawkami i nośnym, hymnowym refrenem. Album zamyka utwór „Zapomnieć”, gdzie Lady Pank łączą dwa oblicza będących ciągle w modzie lat 80. – gitarowe zagrywki, niczym z najlepszych lat swojej kariery i chwytliwe, elektroniczne pejzaże, których nie powstydziliby się…Pet Shop Boys. Wbrew tytułowi, naprawdę zapadający w pamięć finał płyty.

„LP40” to zbiór dwunastu, niezwykle zwartych, równych i świeżych kompozycji, które uchwyciły Lady Pank w znakomitej formie. Zespół to muzyczna instytucja; nie tylko kultowa grupa, ale na naszej rodzimej scenie prawdziwy fenomen, którego muzyka nie traci na świeżości i aktualności, a „LP40”, wydana z okazji wyjątkowego jubileuszu, to płyta, gdzie tradycja spotyka nowoczesność i gdzie dawne inspiracje łączą się z jak najbardziej współczesnymi wpływami.

40 lat minęło jak jeden dzień? Bez wątpienia, bo zdaje się, że Lady Pank odnaleźli doskonały sposób na muzyczną nieśmiertelność.

Recenzja : Kuba Banaszewski

 

One thought on “Recenzja Płyty Lady Pank – LP40

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *