Recenzja Płyty Sezamkova – Pirates of Truth

Historia zespołu Sezamkova znakomicie wpisuje się w etos rockandrollowych opowieści, które są wręcz gotowym scenariuszem filmowym. Młoda grupa, która powstała na początku lat 90., stopniowo pięła się na kolejnych szczeblach muzycznej kariery – od długich godzin spędzonych na próbach i doskonaleniu swoich umiejętności, przez pierwsze koncerty i sukcesy, po występy u boku takich legend rodzimej sceny jak: Acid Drinkers, Houk czy Illusion. W każdej takiej historii w tym momencie do pełni sukcesu brakuje jeszcze pierwszej płyty, która potwierdziłaby mocną pozycję zespołu. W przypadku Sezamkovej ten moment trwał ponad dwie dekady. Muzycy rozrzuceni po świecie po wielu latach postanowili, wbrew powiedzeniu – wejść jeszcze raz do tej samej rzeki i sięgnęli po materiał, którego nie udało się nagrać przed laty. Zagwarantowali tym sobie drugą, muzyczną młodość i szansę, by nadrobić stracone lata i zabłysnąć na rockowej scenie raz jeszcze.

„Pirates of Truth” to premierowy i debiutancki album zespołu z lat 90, który postanowił po latach odkurzyć dawne kompozycje, nagrać i wydać je na nowo. Nietypowa historia, nawet jak na zwariowany świat rocka, ale Sezamkova udowadniają też, że nigdy nie jest za późno by zaprezentować się światu. Na swojej pierwszej płycie dokonują rzeczy niezwykłej – przenoszą nas w czasie do przesiąkniętych mocnym graniem lat 90., i łącząc metalowe korzenie z elementami jazzu i funky, oddają klimat ostatniej dekady XX wieku jednocześnie zachowując niesamowitą świeżość i nową energię. Płyta, która powinna wyjść ponad dwadzieścia lat temu zyskuje teraz nowe życie i obecnie brzmi lepiej niż wiele zespołów z tamtych lat. Klimat szalonych lat 90. wylewa się ze sposobu produkcji płyty, zachowując jednocześnie najnowsze i świeże brzmienie zespołu, który udowadnia, że mimo upływu lat członkowie zespołu Sezamkova wciąż są głodni grania i pełni energii. Ciekawie jest już od pierwszych dźwięków płyty. Akustyczna gitara, od razu przywołująca klimat nastrojowego grania lat 90. rozpoczyna narastającą gitarową petardę „Joe Luzano”. Bujający efekt wzmacniają zaskakujące dźwięki instrumentów dętych, które podbijają rytmiczny i interesujący klimat utworu. Mocny i kolorowy początek płyty. A dalej jest jeszcze mocniej. Energetyczny „Feel” to rozpędzona jazda bez trzymanki, w której Sezamkova przywołują takie muzyczne wpływy jak Rage Against the Machine, czy brzmieni legendy polskiej sceny – Acid Drinkers, zachowując jednak swój oryginalny sznyt. Album wypełniają podobne pełne energii i zmyślnych riffów kompozycje. Mocny wokal i wykrzyczane teksty, śpiewającego po angielsku Marcina Mikulskiego wzmacniają przekaz płyty. Brzmienie, niczym wyjęte prosto z ostatniej dekady XX wieku jest ciekawym muzycznym eksperymentem i odświeżającym powrotem do korzeni. Pozytywnie zaskakują rozbudowane kompozycje, takie jak „Def Jaz”, który w sprawny sposób łączy klimat Metalliki z zaskakującym bridgem, w którym zespół żongluje na zmianę łagodnymi wstawkami i mocniejszym uderzeniem. „It’s So Crazy”, zgodnie z tytułem jest najbardziej wyjątkowym utworem na płycie, w którym zespół na całego daje się porwać rytmicznym i jazzowym klimatom. W tych fragmentach również najmocniej słychać wirtuozerię i zgranie Sezamkovej. Ze złożonymi kompozycjami kontrastują szybkie i rozpędzone wymiatacze, takie jak „If You Think”, czy napędzane wyrazistym basem, trashowe „Blood of Pain”. Album kończą ognisty „TheSE SAME ST.REETS” z rwanymi gitarami oraz instrumentalne „B.G.H.” z gitarową kanonadą i świetnymi solówkami.

„Pirates of Truth” zespołu Sezamkova to zwarta płyta będąca nie tylko powrotem do mocnego metalowego grania z klimatem lat 90., ale też niezwykle różnorodna mieszanka stylów i brzmień, która broni się jako oryginalna płyta nagrana i wydana w 2021 roku. To nie tylko muzyczny wehikuł czasu i spełnienie ambicji i marzeń zespołu o pierwszej płycie, ale też potwierdzenie ich wyjątkowego stylu i rockowego charakteru. „Pirates of Truth” to płyta, której długo nie było, ale dobrze, że już jest, bo jak mało która na rodzimej scenie podtrzymuje wciąż wiarę w gitarowe granie.

Recenzja : Kuba Banaszewski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *