Wywiad z zespołem Tulia

Tulia: Każda piosenka zaprezentuje inną perspektywę opowieści, którą będzie nasz album.

Wiosna jako utożsamiana z nowym początkiem, przebudzeniem i nadzieją, nie mogła przejść obojętnie obok zespołu Tulia. „Marcowy”, czyli kolejny singiel promujący nadchodzący album, to opowieść o tym, że wszystko, co dobre, ma miejsce w marcu.

19 marca, tuż przed astronomicznym początkiem wiosny, Tulia zaprezentowała kolejny zwiastun nadchodzącej płyty –  „Marcowy”. To kolejna zapowiedź zmian, zarówno pod względem lirycznym jak i instrumentalnym. Dziewczyny zgodnie stwierdziły, że wiosna jest czasem ożywczym i napawającym pozytywnym nastawianiem, dlatego również na tę porę roku zaplanowano premierę nowego wydawnictwa. Między innymi o nadchodzącym albumie, powrocie na Eurowizję i o szansach tegorocznego reprezentanta – Iwona Smyrak w rozmowie z Tulią i Patrycją z zespołu Tulia.

 

Iwona Smyrak: Dzień dobry, nasze piękne, zdolne dziewczyny! Przywitałam się z Wami, cytując jeden z komentarzy na Youtube skierowany do Was, ale są to jak najbardziej odpowiednie słowa.

Tulia: Dzień dobry, bardzo nam miło!

Rozmawiamy właściwie chwilę po premierze Waszego kolejnego singla promującego nową płytę, której premiera już niebawem. Czy odciągnęłam Was od namiętnego śledzenia reakcji słuchaczy?

T: Zawsze śledzimy reakcje, natomiast dziś jesteśmy w ogniu wielu rozmów, więc cieszymy się, że możemy porozmawiać.

Utwór „Marcowy” jest bardzo pozytywny, a przecież kilka miesięcy wcześniej poznaliśmy „Burzę” –  nośnik nadziei. Czy cały album taki będzie? 

Patrycja: „Marcowy”  jest pozytywny do pewnego momentu.

Kończy się smutno…

P: Zgadza się. Końcówka – jak widać i słychać – jest inna niż cała piosenka. Jest to opowieść, więc ma swój początek i koniec. Odpowiadając na pytanie, czy cały album taki będzie – i tak, i nie.

T: Lirycznie będzie bardzo zróżnicowana. Każda piosenka zaprezentuje inną perspektywę opowieści, którą będzie nasz album.

W takim razie o czym opowiada „Marcowy”?

T: Inspiracją są prawdziwe historie, natomiast personalia muszą zostać zachowane w tajemnicy. Myślę, że jest to dobry wybór. Dzięki temu, każdy będzie mógł odnieść ją do własnej osoby i odnaleźć oczyszczenie w muzyce.

To, o czym mówicie jest ważne. Jak wiemy, rzadko wszystko od początku do końca dzieje się tak, jak to sobie wymarzyliśmy. Czy dla Was, tak jak w tym utworze, wiosna jest zwiastunem czegoś nowego i pozytywnego?

P: Tak, mam w marcu urodziny, więc tym bardziej jest to dla mnie wyjątkowy miesiąc. Po zimie, gdy nadchodzą pierwsze wiosenne dni, zawsze stwierdzam, że jest to dla mnie najlepszy czas w roku i wtedy też najlepiej się czuję. Widzę ogromną różnicę nie tylko w pogodzie, ale również w nastroju i nastawieniu.

T: Myślę, że dla większości ludzi wiosna jest ożywcza, dlatego w tym czasie planujemy też wydać płytę.

„Burza” już nieco zdradziła nam, w jakim klimacie będzie osadzona płyta. Pojawiła się gitara, ale też elektronika. Czy jest to dla Was nowe doświadczenie?

P: Jest to dla nas nowość pod tym względem, że płyta będzie bardziej elektroniczna i nowoczesna, ale w dalszym ciągu z wykorzystaniem etnicznych instrumentów, które są w naszej muzyce smaczkiem.

Czy wybór piosenek do nagrania coverów, jakie do tej pory poznaliśmy, jest podyktowany tym, czego słuchacie na co dzień?

T: Oczywiście, wszystkie covery, jakie znalazły się na płycie wydanej już ponad dwa lata temu, wybierałyśmy wspólnie z naszym producentem muzycznym, kierując się tym, co nam się po prostu podoba i jakiego artystę cenimy. W żaden sposób nic nie jest nam narzucane.

Jest to tym bardziej dobra wiadomość, bo przecież historia Waszego zespołu rozpoczęła się od coveru „Enjoy the Silence”. Doskonale pamiętam inicjatywę Depeche Mode, aby fani mogli przez kilka dni prowadzić ich fanpage.

T: Tak, to był początek naszej historii. Dodam, że gratką dla ich fanów będzie posłuchanie „Marcowego”, bo zawarta jest tam delikatna inspiracja muzyką Depeche Mode.

 

Czy obawiałyście się reakcji fanów zespołu na tak niekonwencjonalną aranżację przeboju?

T: Nie.

P: Zawsze, gdy coś się wypuszcza, to jest nie tyle obawa, ale doza niepewności, czy to się spodoba, zwłaszcza, że my zaprezentowałyśmy coś zupełnie innego. Wiadomo, że niektórzy uznają wyłącznie oryginalne wykonania i jest to dla nich świętość, nie można tego ruszać. Nie bałyśmy się, za to byłyśmy bardzo ciekawe, jak to się przyjmie.

T: Jest tak zresztą za każdym razem, gdy coś wydajemy. Od razu zdecydowałyśmy się pójść dalej, bo płyta z coverami ukazała się w maju, a w listopadzie pokazałyśmy autorskie piosenki. Dalej to kontynuujemy i rozwijamy na nadchodzącej płycie.

Zauważyłam, że przy okazji premier, zaczyna ucierać się zjawisko pandemicznej płyty, czyli takiej, która nie tylko była tworzona w tym czasie, ale niesie ze sobą pewien zapis przeżyć i refleksji z nim związanych. Jak lockdown wpłynął na Waszą pracę artystyczną  – sprzyjał czy odciągał?

T: Nasza płyta powstała przed pandemią, która nie pozwoliła nam jedynie na wydanie albumu w odpowiednim czasie.

P: Rok temu, gdy chciałyśmy wydać płytę u progu pandemii, ludzie jeszcze nie wiedzieli, jak odnaleźć się w nowej sytuacji. Myślę, że dziś, w pewnym sensie już przywykliśmy, więc trochę łatwiej jest to zrealizować.

Dokładnie tydzień temu ogłoszono tegorocznego reprezentanta Polski w konkursie Eurowizji w Rotterdamie. Jak przyjęłyście tę informację?   

T: Przyjęłyśmy tę informację ze spokojem. Szczerze mówiąc, spodziewałyśmy się, bo siedzimy w temacie Eurowizji bardzo głęboko, a ten biznes jest dosyć mały. O tym się po prostu plotkowało, a każda plotka ma zalążek prawdy. Wiedziałyśmy o kilku kandydatach, ale jednocześnie spodziewałyśmy się rozwiązania, według którego wystąpi wykonawca sprzed roku – tak zresztą wiele państw zdecydowało. Oczywiście trzymamy kciuki za Rafała. Wiemy, jak ważne jest wsparcie odbiorców i jak przykry jest jego brak. Mamy nadzieję, że jego energetyczny kawałek troszeczkę odwróci kiepską w ostatnich latach passę dla Polski i wejdzie do finału. 

Doszły mnie słuchy, że podobno tylko Polakom nie podoba się „The Ride”, a ludzie z zagranicy szaleją z zachwytu. (śmiech)  

T: Tak jest bardzo często i w naszym przypadku było tak samo. Nasza polska publiczność musiała się do nas przekonać. (śmiech) Wydawało nam się, że ludzie znali nas wcześniej, ale nasz charakterystyczny śpiew okazał się czymś nowym i niezrozumiałym dla publiczności. Reakcje „eurofanów” i ludzi z zagranicy wynagradzały nam głosy krytyczne wśród odbiorców i mamy nadzieję, że w przypadku Rafała jest tak samo.

Kto, według Was, powinien nas reprezentować?

T: W tym roku byłam zwolenniczką udziału Krystiana Ochmana. Jestem fanką tego, co on łączy i uważam, że piosenka „Światłocenie” w języku angielskim byłaby świetna.

P: Ja również uważam, że byłaby to dobra propozycja, choć w tym roku byłam głównie skupiona na tym, kto zostanie wybrany. Jeśli jednak chodzi o osobę, która według mnie powinna pojechać na Eurowizję, to jest nią Natalia Nykiel. Rozmawiałyśmy z dziewczynami na ten temat i wszystkie byłyśmy zgodne co do tego, że byłby to ciekawy ruch.

Czy jesteście na tyle na bieżąco z Eurowizją, żeby móc wyłonić faworyta spośród wszystkich uczestników tegorocznej edycji? Ja kibicuję Szwecji, Litwie oraz Ukrainie.

P: Nie słuchałam wszystkich piosenek, ale znam sporą część. Analogicznie do poprzedniego roku, chcę, żeby wygrała Litwa.

T: Ja od razu zostałam oczarowana przez wykonanie reprezentanta Szwajcarii, ale wysoko w rankingu umieściłam również propozycję z Litwy i Australii. Ten rok obfituje w bardzo dobre utwory, więc trudnym zadaniem jest ułożenie topu, ale jednocześnie jest sporo utworów, które nie są charakterystyczne.

Czy przed udziałem w Eurowizji dostałyście wskazówki od byłych reprezentantów lub coś Was zaskoczyło już na miejscu, w Tel Awiwie?

P: Nie dostałyśmy wskazówek, ale pojawiały się osoby, które życzyły nam powodzenia, na przykład Michał Szpak.

T: Raczej nie, natomiast nasz manager kontaktował się z byłymi uczestnikami w sprawie technikaliów. Myślę, że co roku reprezentanci powinni się ze sobą kontaktować, ponieważ nas nikt nie wyposażył w podstawową wiedzę na temat konkursu. Byłoby to pomocne – my musiałyśmy uczyć się wszystkiego na bieżąco, również na własnych błędach.

P: Zgadzam się z tym, co powiedziała Tulia, ale z drugiej strony, co roku konkurs organizowany jest przez inną ekipę, więc może się to różnić, ale mimo to koncepcja pozostaje wciąż taka sama.

Z uśmiechem na twarzy zobaczyłam wywiad z Albertem Černým – byłym reprezentantem Czech, który stwierdził, że na backstage’u panowała znakomita atmosfera i energia, z którą mógł wejść na scenę. Czy podzielacie jego zdanie?

T: Tańczyliśmy razem przed wejściem na scenę. (śmiech)

P: Myślę, że wszystkie uważamy, że najlepszy w tym konkursie jest fakt, że jest to konkurs międzynarodowy, a mimo to, nie było czuć w tym niezdrowej rywalizacji. Albo z kimś nie rozmawiałyśmy, bo po prostu nie było na to czasu lub możliwości, albo, jeśli nawiązałyśmy z kimś relację, były to bardzo miłe rozmowy bez nieprzyjemnej atmosfery.

T: Chyba nikt nie miał czasu na negatywne rzeczy. Trzeba było poświęcić energię na bardzo dużo pracy, wywiadów. Zakolegowałyśmy się z paroma uczestnikami – z reprezentantką Australii, reprezentantami Portugalii, Islandii, poza tym, zawsze do nas zagadywał Fred z Norwegii, który akurat był przedstawicielem śpiewu ludowego. Z Albertem również od czasu do czasu podtrzymujemy kontakt, bo był lub nadal jest w tej samej agencji koncertowej.

P: Nawet z Duncanem Laurence tuż po ogłoszeniu wyników zrobiłyśmy sobie zdjęcie i pogratulowałyśmy mu. (śmiech) Z kolei Tamta z Cypru ilekroć przewinęła się obok nas, to uśmiechała się i powiedziała parę słów.

T: Zawsze nas ucałowała. (śmiech)

P: Jak jeszcze było można!

Czyli jednym słowem, macie same pozytywne wspomnienia z Eurowizji.

T: Był to ogromny wysiłek i bardzo dużo stresu, a samo przedsięwzięcie bardzo wymagające emocjonalnie, ale chcemy pamiętać tylko o dobrych stronach.

Czy kiedykolwiek wcześniej marzyłyście o reprezentowaniu Polski w konkursie?

T: Nie, w ogóle.

P: Dominika marzyła o tym, żeby wystąpić na Eurowizji.

T: No tak, ale ja nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek rozmawiały o tym przed nadejściem propozycji. Wcześniej nie widziałam nas na Eurowizji, choć bardzo lubię ten konkurs. Na początku byłyśmy do tego sceptycznie nastawione. Zachęcił mnie dopiero przypadek Michała Szpaka i to, jak występ na Eurowizji wpłynął na to, jak wszystko się dalej potoczyło i rozwinęło. Miałam wrażenie, że Eurowizja się zmieniła, a z uczestnictwa w niej wynikają korzyści dla artystów. Wybór Michała Szpaka na reprezentanta nie spotkał się z entuzjazmem, a jednak odwrócił ten los. Była to świetna i inspirująca historia.

Pewnego dnia napłynęła do nas informacja o opuszczeniu zespołu przez Joannę. Rozważałyście zastępstwo czy miałyście pewne założenia, których nie chciałyście zmieniać?

P: Toczyły się różne rozmowy, ale myślimy, że dołączenie kogoś do zespołu mogłoby bardziej pokomplikować niż wyjść na dobre. Najwidoczniej tak miało być.

Czy rozważałyście odejście na chwilę od charakterystycznego dla Was białego śpiewu, by sprawdzić się w innym wydaniu?

T: Cały czas rozmawiamy na ten temat. Kto wie, może w przyszłości? Natomiast to jest nasz styl i raczej szybko to nie nastąpi. (śmiech) Raczej zmian proszę się doszukiwać w warstwach instrumentalnych. Staramy się bardzo urozmaicać nasz śpiew – śpiewamy unisono i na głosy, staramy się wykorzystywać wszelkie smaczki z technik, które posiadłyśmy.

P: Wątpię, żebyśmy kiedyś przeszły na całkiem inny styl śpiewania, ale w naszych utworach można usłyszeć eksperymenty, na przykład w niespodziance, którą wypuściłyśmy ponad rok temu przy okazji świąt. W coverze utworu „Długość dźwięku samotności” jest dosyć spory fragment, w którym śpiewamy zupełnie inaczej.

T: Często, kiedy mamy okazję występować na koncertach telewizyjnych i dostajemy pojedyncze utwory do zaśpiewania, staramy się wplatać elementy śpiewu belcanto czy delikatnego, czasem szeptanego.

Gdziekolwiek byście się nie pojawiły, to tworzycie szalenie pozytywną aurę. Powiedzcie, że przeszłyście miniony rok z uśmiechem i weszłyście w rok 2021 z samymi pozytywnymi doświadczeniami. Tak sobie myślę, że jak nie Wy, to nie wiem kto. (śmiech)

T: Te doświadczenia trudno nazwać pozytywnymi, ale na co dzień staramy się trzymać jasnej strony.

P: W całej nieprzyjemnej sytuacji staramy się znaleźć jak najwięcej plusów i spożytkować czas na naukę czy rozwijanie zainteresowań lub pogłębianie relacji.

Rozmawiała : Iwona Smyrak

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *