Recenzja Płyty Farben Lehre – Pieśni XX wieku

Farben Lehre jest prawdziwie kultową kapelą na rodzimej scenie, która ciągle, mimo upływu lat, pozostaje wierna swoim fanom i muzycznym obietnicom. Zespół wokalisty Wojciecha Wojdy przetrwał wiele artystycznych zakrętów i zmian w składzie, ale przetrwał i cały czas zaraża energią swojej muzyki. W tym roku Farben Lehre obchodzą swój wyjątkowy jubileusz – 35 lat na scenie. Z tej okazji grupa przygotowała specjalne wydawnictwo, które uświetnia tę rocznicę. Płyta „Pieśni XX wieku” to krążek, na którym zespół powraca do kompozycji sprzed lat, dokładnie do tych nagranych w ubiegłym stuleciu i przedstawia je w odświeżonej formie, udowadniając jednocześnie, że nie tracą one na sile i aktualności.

Na album „Pieśni XX wieku” składa się piętnaście piosenek, pochodzących z pierwszych czterech płyt zespołu, nagranych w latach 90. oraz dwa covery, które nagrane na nowo w studiu, uchwyciły zespół w świetnej formie. Na pierwszy ogień, bez zaskoczenia poszły „Przemiany” z debiutanckiej płyty „Bez pokory” i z pokojowym przesłaniem, tak obecnym w całym dorobku zespołu. Nowa wersja niewiele różni się od oryginału sprzed 30 lat, co jest zarówno zaletą, jak i wadą, bo skoro pierwotna wersja brzmi tak dobrze, a zespół wciąż jest w dobrej formie, jaki jest cel nagrywania tych utworów na nowo 1:1? Odpowiedzią na ten zarzut może być fakt, iż żaden z obecnych członków instrumentalnej sekcji Farben Lehre nie brał udziału w nagrywaniu tych kultowych kompozycji. Pod tym względem, bez wątpienia należy się szacunek za tak wierne oddanie ducha muzyki sprzed trzech dekad. Podobnie jest na całej płycie, jednak zdarzają się też wyjątki i pozytywne zaskoczenia. Kolejna na płycie „Akcja segregacja” nabrała klasycznie rockowego i bardziej wygładzonego brzmienia w stosunku do rozpędzonego, punkowego oryginału. Z kolei niezmiennie ostry „Bez pokory” zyskał bogatsze, czystsze, choć niepozbawione mocy brzmienie. Podobnie w przypadku utworu „Wojna nie żyje”, który  nabrał bardziej zwartego brzmienia, zachowując jednocześnie niosącą utwór znakomitą partię basu. Bez większych zmian pozostali też „Egoiści”, okraszeni świetną solówką na gitarze Konrada Wojdy. „Streszczenia” również nie różnią się wiele od oryginału sprzed lat. Szkoda, że „Czekanie na znak” oraz „Maszyny” utraciły swój nowofalowy klimat, jednak zrozumiały jest zwrot ku bardziej współczesnym metodom produkcji.

To były nowe wersje dawnych utworów, które choć napędzane nową zespołową mocą, nie różniły się jednak wiele od swoich oryginałów. Teraz czas na zaskoczenia i nowe spojrzenia na ograne hity, których na tej płycie nie brakuje. Mocne „Portrety” z albumu „Insekty” z 1995 roku teraz nabrały korzennie rockandrollowego, luźnego klimatu, czerpiącego garściami z amerykańskiej tradycji. Niegdyś energetyczny utwór „Samo życie” na najnowszej płycie zyskał nowe życie z bujającym klimatem reggae, który przywołuje atmosferę koncertów Farben Lehre. W zaskakującej, akustycznej i łagodnej wersji zespół zaprezentował także „Robaka” – bardzo przyjemna dla ucha zmiana. „Mam w dupie” nie straciło na zadziorności i wkurzonym wydźwięku, które podkreśla energetyczna muzyka i ostry tekst. Z kolei „Oto Emigranci”, z wciąż aktualnym tekstem nagrane zostało w bardziej dynamicznej wersji. „Dedykacja” zyskała dzięki prawdziwie odświeżonej warstwie instrumentalnej i zadziornym rwanym gitarom. Zasadniczą część albumu kończy klimatyczny i gęsty „Niepokój” w naprawdę świetnej wersji.

Poza odkurzonymi po latach utworami z najlepszego okresu Farben Lehre, mamy jeszcze dwa bonusy i niespodzianki. Pierwszy z nich to cover szlagieru Ramones „Somebody Put Something In My Drink” z 1986 roku, zagrany z właściwym czadem i werwą wierną oryginałowi punkowej legendy. Drugi to z kolei rockowa interpretacja włoskiej przyśpiewki „Bella Ciao”, która z miejsca podrywa do tańca i zabawy. Bardzo udana wersja, popularnej ostatnio tradycyjnej pieśni.

 

Farben Lehre na płycie „Pieśni XX wieku” wracają do swoich muzycznych korzeni i odkrywają na nowo swój zgrany przez lata repertuar. Współczesne aranżacje, nagrane po raz pierwszy w obecnym składzie – wokalista Wojciech Wojda, Konrad Wojda na gitarze, Filip Grodzicki na basie i Gerard Klawe na perkusji – zyskują nowe życie. Tym co przede wszystkim zasługuje na wielką pochwałę jest głos wokalisty Wojciecha Wojdy, który w żadnym momencie nie zdradza po sobie upływu tych 35 lat. Świetna forma zespołu gwarantuje, że wyjątkowa jubileuszowa kompilacja i powrót do korzeni to z pewnością nie jest ich ostatnie muzyczne słowo.

Recenzja : Kuba Banaszkiewicz

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *