Recenzja Płyty Evanescence – The Bitter Truth

Cztery lata minęły od czasu wydania ostatniego muzycznego wydawnictwa Evanescence – „Synthesis”, na którym znalazły się nowe wersje dotychczasowych dokonań grupy. Z kolei na ukazanie się albumu z nowym w pełni autorskim materiałem amerykańska grupa, łącząca w swej twórczości wpływy szeroko pojętej muzyki gitarowej z podniosłością i powagą symfonicznego metalu, kazała czekać swoim fanom aż dekadę. Po dziesięciu latach od wydania trzeciej płyty „Evanescence”, formacja dowodzona przez charyzmatyczną wokalistkę Amy Lee, powraca z piątym krążkiem – „The Bitter Truth”. Jest to gorzki powrót w mocnym stylu, bo album porusza tematy osobistych tragedii i problemów nękających współczesny świat. Bez wątpienia płyta wpisuje się w klimat i trudny czas jej wydania, jednak nie brak jej też pozytywnego przesłania i cienia nadziei, który przenika przez te wyjątkowe kompozycje.

Płyta rozpoczyna się krótkim, zaledwie dwuminutowym wstępem „Artifact/The Turn”, który delikatnie wprowadza w klimat płyty, czarując subtelnymi elektronicznymi dźwiękami, na tle których wyłania się z oddali mocny, choć jeszcze przygaszony głos wokalistki Amy Lee. Wraz z „Broken Pieces Shine” Evanescence odpalają swoje najmocniejsze działa i album przejmuje tak charakterystyczne dla zespołu brzmienie – tnące gitary, mocna perkusja i pompatyczne, wzniosłe melodie, które podkreśla krusząca skały siła wokalu Amy Lee. Na pierwszy plan wyłaniają się również nowoczesne elektroniczne brzmienia, które nadają kompozycjom ożywczego charakteru. Tak jest w ekspresyjnym „The Game Is Over” czy zaskakująco przebojowym „Yeah Right”, w którym zespół zręcznie łączy popowe melodie w zwrotkach z podniosłym, wybuchowym refrenem. Stadionowy klimat nośnych metalowych hymnów przynosi posępny i napędzany mocnymi gitarami „Feeding The Dark”. Podobnie jest z zahaczającym o progresywne rejony „Take Cover” to rasowym gitarowy wymiatacz z wybijającą się na pierwszy plan partią basu.

Jednak tym co uderza z najmocniejszą siłą i podkreśla charakter całego albumu jest niesamowity i wyjątkowy głos wokalistki Amy Lee, który nie stracił nic ze swojej potężnej siły. To on odgrywa największą rolę w środkowej części płyty, gdy utwory zwalniają tempo, by dać pole do popisu liderce zespołu. „Waste On You” rozpoczyna sam jej głos, który dosłownie przyprawia o ciarki, a utwór ma przyjemne popowo-soulowe brzmienie, o jakie nigdy nie posądziłbym Evanescence. O tym jakiego zespołu słuchamy przypomina nagły atak gitar i doniosły refren, w którym Amy Lee, wyśpiewując gorzki i refleksyjny tekst, wznosi się na wyżyny swoich wokalnych możliwości. Bardzo ciekawy i udany eksperyment, odświeżający wizerunek amerykańskiej formacji. Pozostający w delikatniejszych klimatach „Far From Heaven” jest poruszającą balladą na głos i pianino, który dzięki epickiej produkcji ponownie prezentuje cały wachlarz emocji i ekspresji zawartej w wokalu Amy Lee, wyrastając na najbardziej urokliwy moment całej płyty.

Evanescence nie porzucają jednak dobrze sprawdzonych brzmień na rzecz spokojniejszego grania. Mocne uderzenie powraca wraz z delikatnie narastającym na tle elektronicznego motywu dziarskim „Better Without You”, gdzie sekcja instrumentalna daje z siebie wszystko. Z kolei „Use My Voice” z łagodnym wstępem to hymnowe i podniosłe Evanescence w najlepszym wydaniu. Album kończą emocjonalna i energetyczna przejażdżka w epickim stylu „Part of Me” oraz „Blind Belief”, łączący w sobie wszystkie odcienie zespołu, jakie odnaleźć można na tej płycie, od łagodnej i natchnionej strony z mocnym wokalem Amy Lee na czele, po podniosły finał z gitarowym pojedynkiem i muzyczną wirtuozerią całego składu.  Idealne podsumowanie piątego albumu formacji.

„The Bitter Truth” jest bardzo udanym powrotem zespołu, który wraz z gorzkim i terapeutycznym przesłanie płyty uderza celnie w nastroje panujące obecnie na świecie. Również muzycznie Evanescence trzymają rękę na pulsie, bo ich piąty album jest połączeniem tak kojarzonego z ich muzyką sprawdzonego i mocnego brzmienia z nowoczesną produkcją, której nie brakuje pozytywnych zaskoczeń i udanych prób odkrywania na nowo swego twórczego świata. Tym co bez wątpienia urzeka najmocniej i jest charakterystycznym i nieodzownym elementem muzyki Evanescence to przede wszystkim niesłabnący mimo dwudziestu lat na scenie głos Amy Lee, która po raz kolejny zabiera nas w niezwykłą podróż, być może najbardziej osobistą w dotychczasowej karierze. To wszystko składa się na wyjątkowe muzyczne dzieło, które porywa prawdziwą gitarową mocą i czaruje melodiami i dogłębnie poruszającymi tekstami, które wyśpiewywane magicznym i silnym głosem liderki zespołu, dają nadzieję na lepsze jutro.  „The Bitter Truth” to odświeżające muzyczne doświadczenie, które zaskakuje na wielu płaszczyznach. Powrót w naprawdę wielkim stylu!

Recenzja : Kuba Banaszkiewicz

Płyta Pod Patronatem: Strefy Music Art.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *