Recenzja Płyty Rozen – “Rozen”

Kiedy w zeszłym roku jedna z piosenka grupy Rozen trafiła do moich głośników poczułem, że nadciąga muzyczna świeżość. I choć folkowa scena w ostatnim czasie silnie odradza się w naszym kraju, pełen materiał warszawskiego zespołu udowodnił mi, że Rozen może ramię w ramię z Kwiatem Jabłoni grać w polskiej ekstraklasie tego gatunku.

13 propozycji zawartych na debiutanckim krążku kolektywu to spójne granie, oparte na akustycznych brzmieniach, dawkowane jednak w zróżnicowanych emocjonalnie porcjach. Gdyby porównać album “Rozen” do filmu to jego poszczególne części wpisywałyby się w ramy wielu różnorodnych gatunków. Bo z jednej strony mamy np. kojarzący się z kinem drogi “Lepszy ląd”, z drugiej zaś miłosne kino zawarte w  “Tańczyć”. Nie brakuje jednak również egzystencjalnych dramatów, z “Nie wyjadę” na czele.

Na szczęście Rozen żonglując emocjami trzyma się z daleka od wibracji rodem z paradokumentów. Wręcz przeciwnie. Materiał ekipy z Warszawy jest dokumentem muzycznej dojrzałości. I choć możemy szukać tu brzmieniowych porównań z zagranicznymi trendami obecnego folku (The Lumineers, Of Monsters And Men), ostatecznie dźwiękowy kształt grupy ze stolicy wyróżnia się własnym faktorem. Niebagatelny wkład ma w to doskonały męski wokal Andrzeja Rozena. Z niekobiecymi głosami nad Wisłą bywa bardzo różnie. W omawianym wypadku mamy jednak prawdziwe szczęście napawania się przyjemną dla ucha barwą, która perfekcyjnie wypełnia instrumentalny drugi plan.

Jeśli już mowa o samej muzyce, ona również przybiera różne oblicza. Na debiucie zespołu Rozen spotkamy bowiem zarówno refleksyjne utwory oparte na spokojnych gitarowych akordach (“Duchy”, “Katastrofa”), jak i żywsze propozycje, zahaczające nawet o nurt country (“Cień”, bonusowe “Oh My Darling”. W kilku miejscach debiutanckiego materiału mile zaskakują nas małe niespodzianki. Od czasu do czasu muzyczną podróż umilają nam instrumenty dęte, a bardzo subtelnie wplecione w kompozycje skrzypce fenomenalnie dopinają klimat albumu.

Najlepsze utwory na płycie “Rozen”:

“Nie wyjadę” – traktująca o sracie piosenka powala zawartym w niej ładunkiem emocji. Muzycznie nie eksplodują tu fajerwerki, ale nieco powściągliwe muzyczne tło pozwala wybrzmieć każdemu słowu ze zdwojoną siłą.

“Lepszy Ląd” – po wysłuchaniu tej propozycji mamy ochotę spakować walizkę i odjechać w siną dal. W dobie pandemii “Lepszy Ląd” staje się synonimem wakacyjnych marzeń.

“Tańczyć” – hymn radości i młodzieńczych pragnień. Pełna pozytywnych wibracji kompozycja daje się zapamiętać dzięki napompowanemu refrenowi, który unosi się w powietrzu zwiewnie niczym balonik

Podsumowanie: Choć powyżej wyróżniłem kilka piosenek z debiutanckiego wydawnictwa grupy Rozen, tak naprawdę na słowa uznania zasługuje cały album. Chyba nadszedł moment w historii nowoczesnej muzyki w Polsce, w którym artyści zrozumieli, że nie zawsze trzeba krzyczeć, aby być usłyszanym. Spokojnie wykonana, solidna praca, czerpiąca ze źródeł folkowej energii w tym wypadku przyniosła złote plony. Osobiście śmiem twierdzić, że album “Rozen” to jedno z najlepszych rodzimych wydawnictw, jakie pojawiły się na rynku w tym roku. Wielkie ukłony dla jego twórców i oby słuchacze docenili jego ogromny potencjał.

Ocena końcowa: 4,3/5

Recenzja : Galaktyka Muzyki – Blog Muzyczny,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *