Hatari: „Czujemy szeroko pojęty strach”. Czego boją się muzycy, którzy wystraszyli widzów Eurowizji 2019?

Błażej Grygiel

Kiedy muzyka spotyka politykę zawsze robi się gorąco. 

Gdy islandzki kolektyw Hatari trafił do konkursu Eurowizja 2019 większość ludzi zachodziła w głowę co na święcie cukierkowego popu robi industrialowy projekt otwarcie nawiązujący do klimatów BDSM, balansujący niebezpiecznie na granicy dobrego smaku, z tekstami, które niejednego mogłyby co najmniej zaniepokoić. Jakby tego było mało, podczas konkursu otwarcie okazywali wsparcie dla Autonomii Palestyńskiej. Na konkursie w Izraelu.

Islandczycy swoim wybrykiem przyćmili zarówno zwycięzcę jak i gościnny koncert Madonny, u której zresztą także nie zabrakło na scenie pro-palestyńskiego akcentu (dwie tancerki, jedna z flagą, druga z naszywką).

Kiedy usiadłem naprzeciwko muzyków przed koncertem w Warszawie szybko zrozumiałem, że nie chodzi tu wyłącznie o prosty skandal. Dwóch młodych, świetnie wyglądających (także po „cywilnemu”, bez świateł, strojów i makijaży) i bardzo kulturalnych młodych ludzi odpowiadało na moje pytania w sposób, o który raczej podejrzewałbym artystę z no najmniej pięcioma dekadami zmagania się z rzeczywistością na barkach.

Popularność spadła na nich nagle i w ogromnym stężeniu, pierwsza trasa jest zawsze wyczerpująca. Jednak to nie tylko zmęczenie przemawiało przez twórców Hatari. Są oni przedstawicielami nastrojów, które dotykają coraz większej liczby młodych ludzi w Europie. Dlatego to nie tylko rozmowa o muzyce, ale o tym jak ludzie młodzi postrzegają świat i swoją przyszłość. Wygląda na to, że w ich palecie nie ma zbyt wielu kolorów, a do odmalowania przyszłości używają tylko jednego: czerni.

 

Błażej Grygiel (B)

Matthias Haraldsson (M)

Klemens Hannigan (K)

 

B: To naprawdę ogromna trasa, czy to pierwsza tego typu wyprawa dla zespołu?

K: To pierwsza trasa w ogóle w działalności Hatari.

M:Trasa podzielona jest na dwie podróże, po 2 tygodnie, 20 europejskich miast.

B: To naprawdę bardzo dużo, musicie być bardzo zmęczeni.

K: Mamy doskonałą ekipę.

M: Czuję się jak księżniczka tak naprawdę. To nie jest ciężkie. Oczywiście koncerty wymagają dużo energii, ale to niczego nie zmienia. Podróżujemy ze świetną ekipą, dużo śpię, w ogóle nie narzekam.

K: Trochę tęsknię za moimi dwiema córeczkami i narzeczoną, ale poza tym naprawdę mogło być ciężej.

B: Dobrze, przechodzimy do trudniejszych pytań. Czy jesteście zespołem muzycznym czy politycznym manifestem. Nie chodzi tylko o Eurowizję, od początku kariery mieliście jasno sprecyzowane zdanie na wiele ważnych tematów. Macie w swojej muzyce przekaz. Chodzi o tylko o muzykę, czy coś więcej?

K: Zawsze uważaliśmy siebie za projekt multimedialny. To przypadek, że akurat jego muzyczna część stała się najbardziej znana. Staramy się być czymś więcej niż kolejnym zespołem. Muzyka owszem jest bardzo ekspresyjna i można jej używać do wyrażania opinii politycznych.

B: W waszej grupie są także fotografowie, projektanci i wiele innych specjalizacji prawda?

M: Ja na przykład nie umiem tworzyć muzyki. Nie potrafiłbym skomponować piosenki Hatari gdyby zależało od tego moje życie. Jednak wydaje mi się, że nasza trójka głównych założycieli projektu ma ustalony koncept, wokół którego wszystko jest zbudowane i który wspierają ludzie różnych specjalizacji.

K: Dołączają do nas w takich wewnętrznych kręgach. Są ludzie, którzy po prostu nam pomagają i na stale współpracują. Jesteśmy kolektywem.

B: Ciekawe, że użyłeś tego słowa, bo gdy zbierałem o Was informację przyszła mi do głowy myśl „tak, oni z pewnością znają Laibach”. Znacie ich oraz ruch Neue Slovenische Kunst? Inspirujecie się nimi?

M: Jak najbardziej. Gdy zaczynaliśmy na backstage’ach zawsze graliśmy sobie „Tanz mit Laibach”. Nasze stroje także mocniej do nich nawiązywały. Inspiruje nas to jak podchodzą do wielu spraw.

B: Teraz macie swój własny styl i przekaz. Opowiedzcie mi o nim. Nie zajmujecie się totalitaryzmem (jak na przykład słoweńscy klasycy – przyp. Red.) ale zabieracie stanowisko na tematy społeczne, nie tylko polityczne. To naprawdę trudne rzeczy. Jaki jest wasz przekaz?

M: Żyjemy w trudnych czasach – trzeba to powiedzieć. W naszych tekstach i całym koncepcie, nawet nazwa trasy – „Europa się zawali” (Europe will crumble) – nasz przekaz jest taki, że jest naprawdę ciężko, wręcz beznadziejnie. To uczucie, które podziela obecnie wiele osób. To ważne by te emocje rozpoznać i wyrazić, nawet jeśli nie jesteś w 100% przekonany, że jest najgorzej. To może działać na zasadzie przeciwieństwa: samo wyrażenie przez sztukę swojej rozpaczy może prowadzić do odnalezienia nadziei.

K: Nie zamykamy się w jednym polu tematycznym czy koncepcie. Podnosiliśmy choćby temat apartheidu w Palestynie, toksycznej męskości, seksualności, globalnego ocieplenia. Czujemy szeroko pojęty strach, niepokój związany z życiem w dystopijnym świecie, społeczeństwo jest normalizowane. Czujesz, że coś jest nie tak, ale nie umiesz tego nazwać, nie wiesz jak to naprawić.

M: Przywiązujemy też duża wagę do wizerunku. Tworząc go staramy się być lustrem dla hiperindywidualistycznych czasów, oddawać ich ducha. To tworzy pewną inercję. Żeby ją przełamać, trzeba ją przyjąć i chcemy pozwolić naszym fanom na takie przejście.

B: Tworzycie własne plemię, mówiliście mi wcześniej o samotności w dystopijnym świecie. Społeczeństwo, naród, państwo nie dają takiego poczucia wspólnoty i trzeba go szukać gdzie indziej?

K: Tak jest, doświadczamy tego teraz obserwując popularność naszego projektu. To pokazuje potrzebę takiego plemienia.

M: Albo sposobu na wyrażenie tego zbiorowego niepokoju.

B: Mówicie, że staracie się nie trzymać jednego tematu, jednak po Eurowizji byliście znani przede wszystkim z jednego, izraelskiej okupacji Palestyny. Jak potoczyły się sprawy po festiwalu? Czy mieliście jakieś kłopoty w związku z takim przekazem?

M: Nasza telewizja publiczna dostała mandat. To najmniejszy mandat jaki można dostać w Eurowizji, chyba 5 tysięcy euro.

B: Zostali ukarani za to, że was wysłali na konkurs?

K: Według zasad Eurowizji do konkursu wykonawcy są zgłaszani przez publicznych nadawców telewizyjnych danego kraju. Coś zrobić musieli…

M: …ale nie chcieli robić za wiele.

K: Dla nas najlepiej by było gdyby Islandia została wyrzucona z konkursu. To by dało nam i konkursowi ogromny rozgłos.

B: Czyli nie chcieliście wygrać, tylko przekazać wiadomość?

K: Gdybyśmy wygrali moglibyśmy skorzystać z najlepszej platformy by dotrzeć z przesłaniem, ale wygrana nie była niezbędna.

M: To jak dobrze nam poszło w głosowaniu publiczności pokazało, że widzowie nas wspierają.

B: Trasa nazywa się „Europa się zawali”, rozmawiamy gdy Wielka Brytania wychodzi z Unii. Czy to samospełniająca się przepowiednia?

K: Wielka Brytania wychodzi z Unii, w Kopenhadze klub gdzie mieliśmy grać się spalił…

M: Rzeczywiście widać, że podczas trasy „Europa się zawali” Europa rzeczywiście się rozwala. Można powiedzieć „a nie mówiliśmy”?

B: Podchodzicie bardzo poważnie do tego co się dzieje w Europie i na świecie, wasza sztuka jest bardzo mroczna. Piosenka ”Hate will prevail” jeśli ktoś ją będzie odczytywał dosłownie…

M: … jest faszystowska.

B: Właśnie. Co chcecie uzyskać takim przekazem?

M: To jest przyjmowanie i wyrażanie przez sztukę dystopii. To, mam nadzieję, może oczyścić człowieka i pozwoli mu sobie z tym poradzić.

K: Z jednej strony chcieliśmy zwrócić uwagę na okupację i apartheid w Palestynie, ale ta piosenka ogólnie ma w sobie fragmenty opowiadające o tym, że żyjemy wszyscy w dystopii. To jest ostrzeżenie dla Europy, że jeśli się nie obudzimy i zjednoczymy to retoryka nienawiści wygra.

B: Jesteście kapelą z przyszłości, wyglądacie jak wyjęci z cyberpunkowego filmu czy gry. Jednak mówicie o problemach dzisiejszego świata. Boicie się przyszłości?

M i K: Tak.

B: Jak to? Jesteście młodzi, jeździcie po świecie, gracie muzykę.

K: Jak na ludzi zmartwionych przyszłością jesteśmy relatywnie starzy. Są dzieci, które jeszcze nie ukończyły podstawowej szkoły i protestują przeciwko bierności rządów wobec globalnego ocieplenia. Mamy naukowców, którzy jasne komunikują: dni ludzkości są policzone, mamy przed sobą dziesięć, może kilkanaście lat by zminimalizować to, co zostało zepsute. Są młodsze pokolenia, które muszą sobie  radzić z lękiem. Jesteśmy więc w dobrym wieku by się bać.

B: Czyli można was trochę porównać do książki „1984” George’a Orwella? Nie instruujecie, a ostrzegacie przed tym co może nastąpić?

M: To dobre porównanie, a Orwell jest autorem, który jako pierwszy pokazał nam termin „dystopia”.

K: Sztuka nie powinna mówić ci co powinieneś zrobić. Ona zajmuje się emocjami, pozwala ci pomyśleć o tym co zrobić należy. Inspiruje.

B: Z pewnością słyszeliście o słynnym przemówieniu podczas niedawnej ceremonii wręczenia Złotych Globów. Ricky Gervais powiedział, że artyści, w tym wypadku aktorzy, nie powinni nikogo nauczać, ani zabierać głosu w sprawach ważnych, bo nie mają pojęcia o realnym życiu. Czy waszym zdaniem artyści powinni zabierać głos w politycznych i społecznych dyskusjach?

M: Owszem, tak. Nie muszą, korzystają z przywileju, mogą być kontrowersyjni, tajemniczy. Uważam, że każdy powinien włączyć się w dyskusję, bez względu na to czym się zajmuje.

K: To z czym ludzie dzisiaj się mierzą to pewien brak oparcia. Panuje indywidualizm. Musisz o wszystkim decydować sam i ponosić odpowiedzialność za swój wpływ na świat. To sprawia, że ludzie są w pewnej inercji, z powodu stresu nie mogą się ruszyć z miejsca.

B: Jaka jest przyszłość Hatari? Jeszcze więcej kontrowersji?

M: Mamy nadzieję niedługo pochwalić się nowymi piosenkami, jeśli będzie jeszcze jakaś ludzkość, która będzie mogła tego posłuchać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *