Cios prosto w kule, czyli recenzja płyty „Evil Town” zespołu Ballbreaker

Czysty j***ny rock’n’roll – tak reklamują swoje brzmienie indywidua odpowiedzialne za ten krążek. Lubię gdy jasno i klarownie przedstawiane mi jest od początku czego będę słuchał. Zresztą okładka płyty także nie pozostawia wątpliwości. Pięciu sierściuchów w stylówach rodem ze złotych czasów gitarowych bogów rusza na podbój wielkiego miasta. Czy im się to uda? Nie umiem przewidzieć, choć po cichu im tego życzę.

Jeśli lubicie chwytliwe piosenki a nie wypełnione popisami instrumentalistów utwory to dobrze trafiliście. Widać jasno, że chłopaki z Ballbreaker zajechali swego czasu kasety z Guns’n’Roses, Skid Row, Motley Crue i innymi klasykami. Wracamy do czasów gdy długowłosy facet z kapelą był szczytem marzeń nastolatek. Kompozycje na „Evil Town” są spójne, szybko przedstawiają nam chwytliwe refreny, które często już przy drugim razie łatwo jest zaśpiewać z wokalistą, oczywiście o ile możecie wyciągnąć jego wysokie dźwięki.

Tak, ten głos powinien wydawać wam się znajomy, za mikrofonem stanął tutaj Trzeszczu, znany między innymi z poznańskiego projektu Thermit. W składzie znajdziecie także rodzeństwo Rafała i Tomasza Sekulaków oraz Kamila Podgórskiego. Za bębnami zasiadł Misiek Ślusarski, którego z kolei mogliście usłyszeć w Exlibris, a jeszcze wcześniej przewodził Joy Machine. W pewnym sensie Ballbreaker jest spadkobiercą tego ostatniego, choć w przeciwieństwie do skomplikowanych rytmów i kanonady dźwięków w riffach i solówkach Kamila Kondradzkiego na „Evil Town” jest oszczędniej, za to z melodią i zaraźliwym groove’m.

Ten materiał dobrze sprawdzi się w samochodzie i na żywo, szczególnie gdy mamy obok pełen kufel zimnego chmielowego specjału. Jeśli szukacie nowych brzmień, rewolucyjnych rozwiązań czy przekraczania granic gitarowego grania, nie będzie to propozycja dla was. Jeśli jednak kochacie Airbourne czy AC/DC, jesteście w domu. Ze swojej strony dodam jeszcze: warto tego posłuchać na żywo. Mocniej kopie!

Recenzja Błażej Grygiel.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *