Recenzja Płyty „Human. :II: Nature.” zespołu Nightwish

Dziewiąty album gigantów symfonicznego powermetalu z Finlandii idzie tropem obranym na wcześniejszym „Endless Forms Most Beautiful”. Na dwóch krążkach znajdziecie muzykę totalną. Co to znaczy?

Myślę, że gdyby kompozytorzy muzyki poważnej z XIX i XVIII wieku posłuchali tej płyty z pewnością pozazdrościliby rozmachu produkcyjnego. Niezależnie od tego czy lubi się, czy nienawidzi muzyki Nightwish (a nie brakuje głosów po obu tych skrajnych stronach), trzeba przyznać, że produkcyjnie brzmi to naprawdę potężnie. Warto odpalić na dobrym sprzęcie i w odpowiednich warunkach, bo słuchanie internetowego streamingu podczas podróży autobusem czy pociągiem nie pozwoli docenić brzmienia.

Co do kompozycji, możemy mieć pewność, że fani będą zachwyceni, a przeciwnicy podtrzymają swoje zdanie. Na północy bez zmian: Nightwish chce na swoich płytach opowiadać już nie historie konkretnych bohaterów, a całych światów. W tym przypadku to będzie ludzkość. Spotkamy ją na samym początku drogi w nawiązującym do plemiennych kultur „Tribal”, będziemy towarzyszyć jej w drodze do gwiazd w końcowych „Anthropocene” i „Ad Astra”. Słuchając albumu mam wrażenie, jakbym oglądał jeden z wysokobudżetowych seriali dokumentalnych o historii ludzkości na Discovery, BBC czy National Geographic. Wrażenia filmowości oczywiście dopełniają orkiestracje, których jest tutaj naprawdę ogromnie dużo. Stąd użycie słowa „totalność”, bo mając na uwadze wyprzedawane na pniu widowiska zespołu domyślam się, że jak tylko pojawią się warunki koncertowania trasa promocyjna tej płyty będzie wielotysięcznym symfonicznym świeckim misterium (wiem, że to oksymoron, ale trudno to inaczej nazwać).

Miłośnicy celtyckich nawiązań też będą zachwyceni, bo takie utwory jak „Harvest” czy „Moors” mogłyby spokojnie znaleźć się w ścieżkach dźwiękowych opowieści o losach czcicieli Dagdy.

Dla mnie album mimo swojej naprawdę oszałamiającej produkcji nie jest zachęcający do powtórnego przesłuchania. Podobnie jak ładny, ale nie pozostawiający w nas niczego film. Jednak na obronę „Human. :II: Nature.” muszę dodać, że o wiele bardziej wolałem ten zespół z czasów „Wishmastera” czy „Once” i nie chodzi wcale o wokalistkę, a o podejście do muzyki: bliższe piosenkom niż utworom. To jednak tylko moje prywatne zdanie i miłośnikom muzycznej pompy, orkiestr, nastrojów z najwyższego C polecam ten album. Natomiast tym, którzy w muzyce metalowej szukają agresji, emocji i gniewu polecam go omijać szerokim łukiem.

Recenzja Błażej Grygiel.

Human. :II: Nature. : Nightwish: Amazon.fr: Musique

CD 1:
01. Music                                 
02. Noise                                                   
03. Shoemaker                                            
04. Harvest                                                
05. Pan                                                    
06. How’s The Heart?                             
07. Procession                                       
08. Tribal                                                   
09. Endlessness       
 
CD 2:
01. All The Works Of Nature Which Adorn The World – Vista
02. All The Works Of Nature Which Adorn The World – The Blue
03. All The Works Of Nature Which Adorn The World – The Green
04. All The Works Of Nature Which Adorn The World – Moors
05. All The Works Of Nature Which Adorn The World – Aurorae
06. All The Works Of Nature Which Adorn The World – Quiet As The Snow
07. All The Works Of Nature Which Adorn The World – Anthropocene (incl. “Hurrian Hymn To Nikkal”)
08. All The Works Of Nature Which Adorn The World – Ad Astra

One thought on “Recenzja Płyty „Human. :II: Nature.” zespołu Nightwish

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *