Recenzja Płyty – “Borderline” zespołu Crimson Rockets

Ogromnie kibicuję rodzimym rockowym kapelom bez zaplecza, które własnym entuzjazmem i wiarą próbują przebić szklany sufit by wejść do świata showbusinessu. Życzę szczęścia i trzymam mocno kciuki, także w przypadku Crimson Rockets. Szczególnie, że to naprawdę sympatyczny skład (o czym przekonacie się oglądając nasz wywiad z nimi). Jednak nawet moje najlepsze zamiary i szczera sympatia nie pozwalają kłamać. Tak więc, gdy przesłuchuję po raz drugi album zespołu Crimson Rockets wiem, że będzie to ostatni raz.

Kapela pierwszy materiał wydała pięć lat temu, a do dziś zdążyła zaprezentować się na wielu scenach i zdobyć sporo doświadczenia. Kochają klasycznego rocka i melodyjne refreny połączone z polskimi tekstami. Jest rytmicznie, z reguły w każdej piosence już przy drugim refrenie możemy nucić z wokalistką. To muzyka, która dobrze nadaje się do samochodu czy na zlot motocyklowy. Można przy niej wypić piwo i przejechać 100 kilometrów. Dla mnie jednak należy do takich, które nie zostawią w sercu śladu.  

Niestety problem w tym, że Rakiety nie wniosły niczego nowego od siebie do tego gatunku. Ani
kompozycje nie są specjalnie oryginalne, ani wizerunek nie przykuwa uwagi. To po prostu kolejny
rockowy zespół z ostrą wokalistką.

Będę mocno trzymał kciuki za tę kapelę. Nawet jeśli nie podoba mi się najnowszy album to widząc z jaką pasją podchodzą do muzyki i jak dzielnie walczą mam nadzieję, że kolejny będzie lepszy, a na koncertach pojawi się ten ogień, którego nie poczułem na nagraniu. Nie zniechęcam do słuchania – spróbujcie sami, bo zawsze najlepiej mieć własne zdanie!

Recenzja Błażej Grygiel.

2 thoughts on “Recenzja Płyty – “Borderline” zespołu Crimson Rockets

  1. Uważam, że recenzja jest trochę krzywdząca. Mi płyta się podoba 🙂 Nie bardzo rozumiem co niby nowego miałaby wnieść ta płyta do tego gatunku muzyki? Takie to teraz modne stwierdzenie w recenzjach płyt, za którym właściwie nie ma żadnej treści. Wpada w ucho, jest rytmicznie, kilka fajnych rozwiązań muzycznych jak ktoś potrafi się wsłuchać, teksty z sensem i wartościowym przekazem. Dobrze się słucha. Ja często wracam do tej płyty i pewnie będę wracać. Koncept jest, a okładka to sztos. Ogólnie polecam.

    1. Trudno ten tekst nazwać recenzją. Zero odniesienia do jakiegokolwiek utworu. Warto było cokolwiek napisać o różnicach względem pierwszej EP-ki. Autor pisze, że zespół nic nie wniósł do gatunku, który gra opisując go jako … klasyczny rock. Przecież to jakieś bla bla bla. Zero jakichkolwiek uwag merytorycznych. Krążek to kawał dobrego melodyjnego rocka w którym słychać inspirację zarówno Skunk Anansie jak i pierwszymi krążkami The Pretty Reckless. Słychać, że wokalistka inspiruje się frontmankami z tych grup. Mnóstwo tutaj przebojowości i co szczególnie zwraca uwagę to fakt, że teksty sa o czymś. Tak że dwója dla recenzenta a silna czwórka dla Crimson Rockets.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *