Recenzja Płyty – ” Zaraza ” zespołu Halucynogen

Halucynogen – rzeszowski skład modom się nie kłania


Halucynogen to przykład kapeli dla takich fanów, którzy wiedzą czego szukają i nie oczekują aż algorytmy podpowiedzą im czego słuchać. 
 
Jak wygląda Polski rynek muzyczny? Zależy gdzie zapytasz. Może w stacjach radiowych wciąż słychać to samo przypominające muzak granie, może telewizje muzyczne zniknęły (AtomicTV R.I.P.), przeniosły się na YouTube, albo dają radę, bo związane są z dobrze umocowanymi rynkowo gatunkami (kanały disco polo). Może sprzedaż płyt spada, może pandemia przerzedziła publiczność. Może. Jednak muzyka alternatywna w Polsce ma się doskonale. Wymaga od publiczności jednak czegoś nowego – ciekawości i zaangażowania. Tym, którzy szukają ciekawostek i nowości z mrocznej strony alternatywy spodoba się album Halucynogenu.

Zamieszczony w tym roku w serwisie Bandcamp album “Zaraza” to najnowszy pokaz pazurów tej kapeli. Trzynaście (Przypadek? Nie sądzę!) agresywnych kawałków nie pozostawia wątpliwości, że rzeszowski skład nie zamierza kłaniać się trendom. Bardzo dobrze, w alternatywie słowo “moda” może być co najwyżej obelgą. 

Na (sic!) krążku “Zaraza” dostaliśmy mieszankę black metalu (szczególnie otwierający “Trupi”) z thrashem i deathem. W tym kotle gotuje się od mrocznych tematów, które do polskiego słuchacza dotrą szybciej dzięki polskim tekstom. Nie wiem właściwie czemu, ale opowieści rodem z horroru (albo snu wściekłego na świat 18-latka) w języku polskim brzmią całkiem ciekawie i tworzą własny, specyficzny nastrój. Może to kwestia melodii języka, może po prostu w naszej kulturze jest sporo miejsca na piekielne wizje albo całkiem realistyczne, ale okrutnie ponure historie? Trudno powiedzieć. 

Polskie teksty na pewno pomogą Halucynogenowi dotrzeć do fanów na naszym rynku. Nie tyko KAT, ale i takie zespoły jak Truchło Strzygi, Furia, Odraza i inne pokazują, że jak to za PRL mówiono – “Polska młodzież śpiewa polskie piosenki.”
Muzyczna smoła leje się do naszych uszu raz bardzo szybko, przywołując na myśl stare nagrania Quo Vadis, a czasem wolno, za to gęsto jak w dawnym Vaderze.
Przyznaję, nie odkryłem w tym materiale niczego nowego, jednak jeśli jesteście naprawdę wściekli, jest poniedziałek, nic nie wychodzi, a z nieba leci taka wkurzająca mżawka (ni to deszcz, ni to mgła)  to idealny moment by odpalić “Zarazę” i powydzierać się z Halucynogenem, a jeśli przyjadą do waszego miasta – zedrzeć gardło pod sceną.
 
 
HALUCYNOGEN - Zaraza (2020 self-released) | Metal Mundus - Lepsza Strona  Rocka
 
Recenzja Błażej Grygiel.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *