Recenzja Płyty Spięty „Black Mental”

Coraz więcej artystów decyduje się na karierę solową. Jest to zrozumiałe,  gdyż często mają oni dużo więcej pomysłów, a zespoły pomimo tego , że panuje w nich zdrowa atmosfera , czasami ograniczają. Wypadkową tego był np. zeszłoroczny album Kazika pt: „Zaraza”,który okazał się sukcesem. W 2021 roku nadszedł czas na Spiętego – wokalistę Lao Che i jego płytę „Black Mental”.  Zapraszam do recenzji.

Pierwsze, co widzimy to fenomenalna artystycznie okładka. Przedstawia ona Słonia na tronie, symbolizującego kogoś rządzącego, którego niosą poddani, czyli my ludzie. Wszystko to utopione w barwach złotych ,czarnych i szarych. Przypomina to plakaty w stylu art deco z lat 50 , a także daje nam pojęcie, jakie tematy będą poruszane na tym albumie.  Pierwszy utwór to doskonały przykład, jak powinny wyglądać dobre kawałki „otwierające albumy.” Bitwa o CO2” zaskakuje ciekawym instrumentalem, opartym na elektronice i jakby jamajskich ridimach. Fantastycznym zabiegiem jest wyciszenie w pewnym momencie tego utworu, a także dodanie instrumentów dętych by wzmocnić jego podniosłość. Tekst genialnie opisuje stan świata, w którym przyszło nam żyć: „Błękitna planeta, żółte ma papiery”. Kiedy go słucham sam mam ochotę walczyć o ograniczenie CO2. Świadczy to o sile tej muzyki. „Narodowy socjalizm” oparty na ciekawej elektronice i dęciakach”, genialnie sprawdził by się podczas imprezy, jak i przy uważnym słuchaniu. W tekście Spięty bezlitośnie  rozprawia się z opcjami politycznymi. Każdy uważny słuchacz znajdzie wiele odniesień do politycznych rozgrywek. „Towarzystwo wzajemnej aperacji ,się nie szmaci, jak demokraci”. Można interpretować to w sposób taki ,że politycy są z innej planety.

„Trybuna Małpoludu” to  mój ulubiony utwór z całej płyty. Ciekawy sposób śpiewania Spiętego, który trochę melodeklamuje, trochę rapuje. Lirycznie jest to niesamowite dziełko sztuki: „Skinheadem więcej,mniej Robinhoodem”. Biorąc pod uwagę nastawienie  dzisiejszego społeczeństwa do innych nacji, może komuś otworzy on oczy. Instrumentalnie jest podobnie, jak poprzednio  z tym, że tutaj w pewnym momencie zapętlono ludzki śpiew, co daje ciekawy efekt i wpada w ucho. Spięty „przemycił” też w swoją płytę klimaty „Dreampopowe”, oczywiście zabarwione elektroniką. Jako fan grup takich ,jak np. Cocteau Twins ,czy muzyki bardziej „klimatycznej”, nie mogłem przejść obojętnie obok: Nie Marudź #Me too.  Fantastyczną robotę robi fortepian na końcu i tekst „Skończ histeryzować i ćwicz parkować”. Czyżby aluzja do kobiet? 😉 .Słuchając tego nagrania ,nie mogę przestać się uśmiechać ,pod nosem”. O ile poprzednie utwory  były dość pozytywne w wyrazie to „Zwiezda śmierci”, zachwyca mrokiem . Cięższa w brzmieniu elektronika miejscami, jako tło pojawiają się gitary, brzmienie jest nawet przytłaczające miejscami. Ciekawie prezentuje się również wokalista Lao Che. Od bardzo ekspresyjnego śpiewu, po cichą melodeklamacje. Zdecydowanie ten utwór świadczy jakim jest kreatywnym i wszechstronnym muzykiem.

„Karate kit” to po raz kolejny inteligentne szydzenie z polityki.

Niesamowity, skoczny kawałek ,który będzie idealnie sprawdzał się na koncertach. „System, system wie jak tu wkręcić mnie ,w to byle G ,klasy B”. Mistrzowskie pokazanie konsumpcjonizmu ludzi XXI wieku ,kiedy to kupujemy mnóstwo niepotrzebnych nam rzeczy i nabijamy kasę Państwu. Spięty nie śpiewa w tym utworze,on przez niego płynie ,co daje poczucie niesamowitego luzu i przebojowości. Obym kiedyś miał szansę usłyszeć go na żywo.  Wielu z nas denerwuje współczesny ,udawany patriotyzm, który teraz nasilił się. Pomyślał o tym ,również nasz Bohater ,który umieścił na swojej płycie kawałek: „Kopciuszko”, co jest oczywistą aluzją do Tadeusza Kościuszko – Polskiego bohatera Narodowego. „Tak ginął patriotyzm ,wierne psy ,uległe koty”. Cały utwór „obstrzony” jest  metaforami nas jako nacji, naszej Polskiej mentalności – „Czarnej mentalności”. Dobaczewski śpiewa tu, niczym wieszcz, który wie ,że mówi prawdę i dobrze się z tym czuje. Bez skrupułów, piętnuje tu polskie zepsucie ,wręcz wyśmiewa je : „ niezwłocznie ruszam na zlot tych ciot  ,nade mną Bielik”. Po tym, płyta się kończy ,a my zostajemy z czasem do refleksji nad niesamowitymi tekstami. W końcu ,puszczamy Ten Longplay ponownie, ponieważ mnogość interpretacji w nim zawartym sprawia ,że po prostu tego chcemy.

Czy ta płyta ma wady? Ma dwie. Dla mnie to wady, a dla innych mogą być zaletami. Praktycznie brak gitar.

Album, poza tymi momentami, które wymieniłem w recenzji, nie ma ich.

Cały album oparty jest na elektronice, co może męczyć czy fanów Lao Che, czy ludzi, którzy preferują muzykę gitarową. W pewnych momentach, czułem się znużony i gdyby nie dęciaki i wokal ,to zrobiłbym przerwę. Więcej gitar i było by super. Druga sprawa. Autotune. Hubert ma tak ciekawy wokal ,że nie potrzebuje, moim zdaniem zabiegów gwiazdeczek pop. Miejscami brzmiało to średnio i infantylnie ,pomimo tego ,że utwór był rewelacyjny.

Polecam tą płytę. Świeża, inteligenta, trafnie opisująca rzeczywistość. Zawierająca kilka zwrotek, które na pewno zostaną w waszej głowie. Mi bardzo się ten album podobał ze względu na mnogość interpretacji jego zawartości lirycznej. Gdy Roger Waters z Pink Floyd, śpiewał o polityce ,dawał to wszystko nam na „tacy”. Tutaj trzeba się zastanowić i zinterpretować we własnym zakresie. Taka ma być sztuka. Ma skłaniać do myślenia. Brawo. Chyba kupię tą płytę.

5/6

Dominik Szwarc

Strefa Music Art

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *