Recenzja płyty Zacier – “Zgon po placebo”

Proszę państwa, w 2021 roku, w roku triumfu medycyny i farmakologii, mamy w Polsce pierwszy zgon po placebo! Proszę nie regulować odbiorników – ogólnopolski „Zgon po placebo” nastąpił 25 czerwca za sprawą grupy Zacier czyli Zrzeszenia Artystów Cierpiących i Entuzjastycznie Rżnących.

„Zgon po placebo” to siódme z kolei artystyczne dziecko grupy Zacier wydane pod skrzydłami SP Records. Numery  nowej płyty można być usłyszeć na żywo już dzień po jej premierze na Festiwalu Twórczości  Żenującej „Zacieralia”, których organizatorem i największą gwiazdą pozostaje niezmiennie od początku grupa Zacier. Jakaż twórczość zatem znalazła się na albumie „Zgon po placebo”?

Płytę otwiera bardzo socjologiczny w wydźwięku utwór „Nowy Babilon” traktujący (mówiąc bardzo górnolotnie) o dualistycznej naturze świata zakrawającej o hipokryzję. Oczywiście w przekazie charakterystycznym dla Zaciera.  Za chwilę jednak  dzieje się magia, ponieważ wjeżdża nam kawałek „Zgon po placebo” trwający 11! minut w którym pojawiają się nawet takie kunsztowności jak jazzowe improwizacje na saksofon a sam wstęp przed wokalem ma ponad 5 min! Trochę takie „Bohemian Rhapsody” napisane i nagrane w garażu gdzieś pod Radomiem J

„Moja stara” to pochwała wszechmocy kobiet, doprawiona bardzo chwytliwym, saksofonowym wstępem. „Fantom” z kolei ma w sobie charakter tanga granego przez stare kapele na potańcówkach czyli jednym słowem – jest niezwykle klimatyczny. „Dachowanie emocjonalne” ma z kolei coś z romantycznej ballady. Jednak każdy z tych utworów jest zawsze „czymś na kształt” bowiem kawałki Zacieru od zawsze wymykają się konwenansom i sztywnym ramom w każdej z warstw. I chyba właśnie o to chodzi, żeby twórczość – choćby najbardziej żenująca – nie była oczywista.

Mamy tu również piękne rockowe brzmienie w utworze „Straciłem Instrumenty” traktującym – a jakże! – o nieco nierozgarniętym muzyku czy mega ciekawy, synthowy utwór „Sztandar niosę” . Patrząc jednak na ten rozstrzał inspiracji muzycznych zastanawiam się czy jest w muzyce coś za co Zacier by się nie zabrał i przyznaję szczerze – ciężko mi coś takiego wymyślić. Forma twórczości Zaciera jednak daje im taką artystyczną wolność, że chyba nie muszą się zastanawiać czy cokolwiek pasuje do ich twórczości, bo ich twórczość jest matematyczną prostą nie ograniczoną żadnymi granicami. Tak jak kreatywność Mirosława Jędrasa w doborze nakryć głowy J

W warstwie lirycznej bez zmian, Zacier robi dokładnie to czego się od niego oczekuje. Opary abstrakcji wyziewają z każdego tekstu jednak jest to abstrakcja artystyczna na tak wysokim poziomie, że potrzeba poświęcić jej więcej czasu aby dobrze ją zrozumieć. Powyższą tezę najlepiej zobrazuje tekst do numeru  „30 zł”:

powiedz matko moja
czy ty masz dla mnie 30 złotych
na piwo, oo!
powiedz matko moja
czy ty masz dla mnie 30 złotych
na piwo, oo!

powiedz matko moja
czy ty masz dla mnie 30 złotych
na piwo, oo!
powiedz matko moja
czy ty masz dla mnie 30 złotych
na piwo, oo!

daj dla mnie
daj dla mnie
daj dla mnie
na piwo
daj dla mnie
daj dla mnie
daj dla mnie
daj dla mnie
na piwo
daj dla mnie

 

Czyż nie jest to piękny tekst?

Jeśli zastanawiacie się czy warto sięgnąć po płytę „Zgon po placebo” to uważam, że warto z dwóch powodów: jeśli chcecie się zapoznać z twórczością grupy Zacier tym albumem, może być to dla was ciekawe doświadczenie pokroju picia denaturatu, ergo – może stać się wszystko. A jeśli jesteście już zapoznani z twórczością grupy Zacier to powiadam Wam, że ta płyta trzyma poziom poprzednich i już wiecie czego się spodziewać 😉

Recenzja : Oliwia Cichocka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *