Recenzja Płyty Måneskin – Teatro D’ira. Volume 1

Emocje po tegorocznej Eurowizji jeszcze nie opadły ale to w całości zasługa zespołu Måneskin, który wciąż podsyca ogień swojej kariery i dbając by było o nich głośno. Zespół tak wkradł się w łaski fanów, że nawet najbardziej zagorzali oskarżyciele owego festiwalu, których co roku nie brakuje, tym razem przyznali zespołowi tytuł „zwycięzców zasłużonych”. Sam zespól nie osiadł na laurach, od tamtego czasu trzymają kurs na rozwój kariery i łapią przy tym niesamowity wiatr w żagle. Można rzec, że wykorzystują swoje 5 minut do ostatniej sekundy!

Dziś jednak przyjrzymy się wydanemu 19 marca a więc tuż przed tegorocznym konkursem Eurowizji albumowi „Teatro d’ira: Vol. I” – drugiemu album studyjny grupy. Czy trzyma poziom tak, jak dotychczasowy dorobek artystyczny grupy?

 

Krążek otwiera zwycięski numer „Zitti e Buoni” więc już na samym początku mamy przysłowiowy ogień! Tytuł ten jednak jest tak bardzo na wyrost bo zarówno utwór jak i ekipa Måneskin nie jest ani cicha ani spokojna. Chociaż jak pokazuje następny utwór, nie boją się oni tworzyć w bardziej melancholijnych klimatach. Mowa o numerze „Coraline”, który ma mój ulubiony zabieg twórczy a mianowicie zmiany tempa w trakcie utworu – to sprawia, że kawałek staje się bardzo ciekawy w niezwykle prosty sposób. Jednocześnie, czuć tu narastanie emocji w wokalu co przytrzymuje słuchacza w lekkim, pozytywnym napięciu.

Lividi Sui Gomiti” to kolejny kawałek z pazurem. Tekst jest bardzo buntowniczy, nonkonformistyczny wręcz a co do warstwy muzycznej – czuć tu wpływy klasycznego vintage hard rocka z bardzo „brudnym”, rapowanym niemalże wokalem . Widać, że spół pełnymi garściami czerpie z dorobku prekursorów gatunku jednak na zasadzie bardzo lekkiej inspiracji, bo mam wrażenie, że Måneskin dąży absolutnie do stworzenia własnego stylu. Następny w kolejce „I Wanna Be Your Slave” jest jednym z zaledwie dwóch utworów z angielskim tekstem na tej płycie. Mi osobiście to nie przeszkadza a wręcz przeciwnie – uważam, że teksty śpiewane po włosku nadają temu albumowi niezwykłego charakteru. Bo możemy się zgodzić, że włoski jest niezwykle pięknym i melodyjnym językiem, prawda? Wracając do utworu – piękno twórczości Måneskin leży po części w jej prostocie. Jak prosty a jak piękny jest bowiem sam wokal z perkusją.

In Nome Del Padre” to mój absolutny faworyt. Damiano ma w tym utworze tak bezczelny i mocny wokal a to wszystko dopełniają piękne, rock,’n’rollowe gitary! Ciarki na ciele wywołuje zwłaszcza wykrzyczana obrazoburcza fraza „In nome del padre, del figlio, spirito santo”. Drugi a zarazem ostatni kawałek z angielskim tekstem czyli „For Your Love” obfituje w bardzo ciekawe solo-wariacje gitarowe. Z kolei w „La Paura Del Buio” znajdziemy dość chwytliwy i prosty riff gitarowy jednak w tym kawałku mamy piękną linię basu jakże zdolnej Victorii De Angelis, który nadaje mu odpowiedniej, wytrawnej oprawy. No i nie muszę mówić jak świetne jest zamknięcie numeru śpiewem a cappella.

Płytę zamyka bardzo melancholijna nuta w kawałku „Vent’anni”. Wyjście z buntowniczych, dobitnych tekstów na kawałek o lękach codzienności i poczuciu skruchy pokazuje jak wszechstronny w tworzeniu swojej sztuki jest Måneskin. Nie chodzi o to, żeby w kółko grać ostro i mieć swoje „sex,drugs &rock’n’roll” – chodzi o to, żeby muzyką przekazywać szeroki wachlarz emocji. Damiano David pomimo swojego wyrazistego wizerunku jawi mi się jako człowiek niezwykle wrażliwe. I spokojnie mogę założyć, że pozostali członkowie również tacy są, skoro piosenki tworzą nie konkretni ludzie a cały zespół.

Teatro d’ira: Vol. I” to moim zdaniem płyta kompletna i spójna. Nic na niej nie brakuje, nie ma kawałka, który w moim wyobrażeniu mógłby zostać zgrany inaczej albo taki, którego mogłoby tam nie być. Jest to równocześnie płyta bardzo dojrzała jak na świeżo upieczonych 20-latków a więc ludzi bardzo młodych. Krążek zdecydowanie nie zanudzi słuchacza a może i nawet zaskoczy niejeden raz. A skoro w tytule pojawiło się „Vol. I” czekam z niecierpliwością na kolejne odsłony „Teatro d’ira”.

A jako, że Måneskin jest z kategorii tych zespołów, które fantastycznie słucha się na płycie ale jeszcze lepiej na żywo, przypominamy, że grupa zagra w Gdyni 19 sierpnia na Open’er Park ?

Recenzja : Oliwia Cichocka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *