Recenzja Płyty Vaget – „Duch Gór”

Mamy w zasadzie lato. Słońce pali niemiłosiernie , ciepło wylewa się zza okna. Człowiek lubiący mroczną ,melancholijną i klimatyczną muzykę ,tęskni za czasami gdy szybciej robiło się ciemno ,a nastrojowe, bardziej mroczniejsze i zimniejsze kompozycje ,stanowiły „soundtrack” do kolejnych dni. Na szczęście pojawiają się jeszcze płyty ,które przez swoje dźwięki przypominają nam ten magiczny czas i przenoszą nas do niego. Takim albumem  jest ,bez wątpienia  recenzowany przeze mnie Vaget i album: „Duch gór”.

Muzykę tą określił bym mianem Dark folku , czerpiącego z kultury Skandynawskiej ,z domieszką naszego rodzimego ,Słowiańskiego Folkloru. Wcześniej myślałem, że coś tak zgoła innego, jak kultura Słowiańska i Nordycko – Skandynawska ,nie jest w stanie stworzyć udanej fuzji. Słuchając tego albumu ,zmieniłem zdanie. Okładka daje nam pojęcie , z jakim klimatem będziemy mieć do czynienia ,a raczej jakie inspiracje będzie tu słychać. Na okładce widzimy Liczyrzepę ,czyli postać z Karkonoskich legend. Co ciekawe , z jego brody układa się zimny , snieżny i niesamowicie magiczny krajobraz. Bardzo również podoba mi się czcionka ,z której ułożono nazwę projektu i tytuł płyty. Wszystko jest przemyślane ,artystyczne i komponuje się z muzyką.

Samo otwarcie płyty przenosi nas do tej magicznej krainy. „Forbidden Kingdom” to jeden z najlepszych utworów z tego albumu. Cudowne chóry , wycie wiatru w tle ,bębny nadające rytm i kobiece wokalizy ,przywodzące na myśl Lisę Gerrard z Dead Can Dance. Kobieta ,która tu śpiewa dysponuje tak nieziemskim, na wskroś Słowiańskim głosem ,że pomału odpływamy ,zamykając oczy i tracąc kontakt z rzeczywistością. Szkoda ,że utwór trwa niewiele , ponad 2 minuty. Tytułowy „Duch Gór” przywodzi mi na myśl jakiś pogański obrzęd ,gdzieś wysoko w łańcuchu  Karkonoskim. Widzę ludzi tańczących , krajobraz przykrywa biały puch ,a gdzieniegdzie z pochodni i ognisk trzaska ,tajemniczo płomień. Fantastycznie brzmią tu bębny ,które nadają całej kompozycji rytm ,natomiast przetworzony męski zaśpiew dodaje lekką nutę grozy. Genialnym zabiegiem w tej płycie jest ,dodawanie w utworach nowych elementów ,których nie słyszeliśmy w utworach wcześniejszych. Powoduje to ,że płyta nie nudzi ,a zyskuje z każdym kolejnym przesłuchaniem ,jeszcze bardziej.  Genialnym przykładem tego zabiegu ,jest  trzeci utwór na albumie: „Tears of Seven Water Nymphs”. Oprócz elektronicznych pasaży ,które dopełniają się z wokalizami kobiecymi i chóralnymi ,malując nam przed oczami obrazy ,to jeszcze mamy piękne partie skrzypiec ,które wzruszą każdego. Gdy słucham tego momentu na tym albumie ,mam przed oczami spadające w otchłań ,śnieżne lawiny.”Sudeta” to kolejny ,z tych ukochanych i najbliższych memu sercu utworów ,na tym LP. Mroczny ambient kojarzący się ze starymi ,klasycznymi filmami grozy plus jednostajne bębny ,które wybijają rytm ,pogłębiający atmosferę osamotnienia i czającego się gdzieś w Górskich ostępach zła. Kobiece wokale są tu jakby dramatyczniejsze ,zwiastujące nadejście ciemności. Mistrzostwo. Polecam posłuchać w nocy na słuchawkach. „The Wild hunter” stanowi jak gdyby jego dopełnienie, czy też kontynuację. Chyba najdynamiczniejszy utwór z całej płyty , perfekcyjnie zaaranżowany ,stanowiący interesujące połączenie muzyki dawnej ,ze współczesną ,a także z… filmową. Bębny ,dużo elektronicznych dźwięków ,szepty i klimat polowania ,czy też obławy(co kto woli) sprawiają ,że chcieli byśmy ten instrumental usłyszeć w filmie ,który dzieje się w czasach wierzeń słowiańskich ,a najlepiej w horrorze.

Nie wszystko wyszło jak trzeba. Ostatni utwór: „Wrath” męczy powtarzającą się wokalizą damską ,która zamiast wprowadzać nas w nastrój , irytuje. Spokojnie można było tam dać dłuższą frazę ,albo nawet cały tekst. Rozumiem ,że chciano w ten sposób odtworzyć Pogański klimat modlitwy ,ale do mnie to nie trafia. Druga kwestia : za mało wokalu. Rozumiem ,że miał on stanowić ,jedynie dopełnienie ambientu ,ale Kobieta ,która tam wystąpiła ma piękny i ciekawy głos. Jeden utwór w całości zaśpiewny przez nią i mielibyśmy nasze Polskie Dead can Dance.

Wspaniała płyta. Zdecydowanie nastrojowa ,stanowiąca perłę wśród naszej Polskiej muzyki niezależnej. Klimatyczna ,magiczna ,przenosząca nas w czasie. W czasach ,gdzie komercja zalewa nas cały czas ,warto przenieść się do tego świata i odkrywać magię i tajemnice Karkonoskich terenów. Myślę , że ludzie kochający naturę ,góry ,wrażliwi ,interesujący się kulturami Słowiańskimi bardzo ją docenią. To nie jest muzyka dla każdego. Wymaga skupienia, wymaga uwagi ,wymaga zatrzymania się. Polecam ją zatem wszystkim ,którzy szukają czegoś ambitnego.

5/6

Dominik Szwarc

Strefa Music Art.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *