Recenzja Płyty Inhaler – it won’t always be like this

Inhaler to czwórka przyjaciół, która zainspirowana twórczością takich zespołów jak The Strokes, Joy Division, The Cure, czy Kings Of Leon postanowiła założyć własny zespół. W skład grupy wchodzą Elijah Hewson (wokal i gitara rytmiczna), Josh Jenkinson (główna gitara), Robert Keating (gitara basowa, chórki) oraz Ryan McMahon (perkusja). Nazwisko pierwszego z czwórki artystów może co nieco mówić weteranom muzyki. Tak, Elijah Hewson to syn Bono, jednakże temat ten zbyt często poruszany w mediach, powinien zostać zepchnięty na dalszy plan, gdyż twórczość muzyków zasługuje na zdecydowanie więcej niż etykietka „zespół syna Bono”. Formacja zaliczyła ciekawy debiut w 2017  roku wydając swój pierwszy singiel „I Want You”. Rok temu było o nich niezwykle głośno za sprawą plebiscytu BBC Sound of 2020 kiedy to jako pierwsza irlandzka kapela od 2008 roku (wcześniej The Script) przetarła szlaki do pierwszej dziesiątki, zajmując piąte miejsce. 9 Lipca światło dzienne ujrzał ich debiutancki krążek pt. „It Won’t Always Be Like This”.

Dawka energicznego aerozolu

Już od pierwszych chwil album eksploduje barwami oraz energią. Klimat krążka idealnie ilustruje tytułowy utwór otwierający wydawnictwo, który w nowszej wersji objawia się jako bardziej dynamiczny i z lepszym masteringiem. Gdzieś w tle pobrzmiewa echo popularnej, przeżywającej renesans w dzisiejszych czasach dekady syntezatorowej fali, natomiast w innych momentach czuć szczyptę wspomnianych wcześniej inspiracji grupy.

Szczególną uwagę przykuwa druga kompozycja pt. „My Honest Face”. Jest ona idealnym pokazem potencjału drzemiącego w formacji (genialne budowanie klimatu w parze z silnymi gitarowymi riffami, wyliczanie).

Nagle ostre przesterowane partie ustępują nieco bardziej refleksyjnemu gruntowi reprezentowanemu przez „Slide Out The Window”, przyjemnej kompozycji, która potrafi zaskoczyć słuchacza w momentach, w których twierdzimy, że wiemy dokąd podąża melodia. Czwarta ścieżka to niezwykle chwytliwe „Cheer Up Baby”, utwór który zawojował stacje radiowe. Jeden z najlepszych kawałków albumu.

Następnie formacja serwuje spokojniejsze „A Night On The Floor” oraz półakustyczne „My King Will Be Kind”, z wybijającą się na pierwszy plan mięsistą gitarą na efekcie chorus, przeplataną z czystym brzmieniem pudła rezonansowego i strun. „When It Breaks” charakteryzuje powrót do początkowego stadium płyty, utrzymanego w stylistyce charakterystycznej dla grupy. Pod numerem osiem znajdziemy rozpoczęte chwytliwą, popową melodią wyjętą rodem z syntezatorowej dekady, (m.ni. twórczości New Order) „Who’s Your Money On? (Plastic House) W połowie kawałka instrumenty odchodzą od sztampowej formuły przechodząc w sferę spokojną, kontemplatywną. Ten utwór zdecydowanie zasługuje na uznanie na tle tracklisty. Jak mówił Elijah w jednym z wywiadów;  jest on refleksją nad przyszłością zespołu i kierunkiem w którym on podąża.

Instrumentalna partia „Totally” opowiada o destrukcyjnej sile, jaką jest miłość.  Partie klimatem wpasowują się niejako w stylistykę zespołu The 1975 (The 1975 – Selftitled album). Pod numerem dziewięć znajduje się ambientowy przerywnik „Strange Time To Be Alive”. Formacja postanowiła zakończyć album z przytupem serwując jako ostatni kąsek energiczny „In My Sleep”.

Teksty często traktują o niespełnionej miłości, osobistych przemyśleniach. I tym właśnie jest ta płyta: młodzieńczą refleksją, rozliczeniem dawnych lat, miłosnych zawodów i próbą odnalezienia swojego własnego miejsca na świecie.

Udany debiut

Często porównuje się zdolności wokalne Eljaha wraz ze spuścizną jego ojca, w praktyce należy pamiętać, że nie jest on kalką Bono, podobnie jak Inhaler kopią U2. Chłopaki walczą
o pozycję i fanów świecąc triumfy w stacjach radiowych. I tak oto barwa głosu młodego muzyka momentami nacechowana lekkim podobieństwem, ma jednak własny charakter spotęgowany indywidualną manierą. Cała twórczość przynosi trochę świeżości w mainstreamie muzycznym. Chłopaki niejako wzorują się na latach świetności kultowych grup, nie zatracając przy tym własnego ja. Mimo wszystko zaryzykowałbym stwierdzenie, że „It Won’t Always Be like this” jest nieco bezpieczniejszym wydawnictwem, niż można by oczekiwać. Krążek stanowi dobre wprowadzenie do przyszłej twórczości grupy, przygotowuje grunty pod lata ich dojrzałości muzycznej, która z pewnością przyjdzie z czasem. Spora część tracklisty ma szansę stać się hitami. Jest to kontynuacja dziedzictwa wielkich weteranów gatunku, wymienianych jako inspiracje Dublińczyków. Brzmienie zespołu i zaprezentowany styl na albumie zdecydowanie zachęca słuchaczy do dalszych wypraw w te rejony muzyczne. Można uznać debiut za udany, a ja będę wypatrywać z niecierpliwością nowego krążka muzyków.

8/10

Albumowe Perełki

My Honest Face

Cheer Up Baby

Who’s Your Money On? (Plastic House)

-It Won’t Always Be Like This

Kamil „Inky” Kołacz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *