Wywiad z Duetem CUKIER

CUKIER to duet w którego skład wchodzą: Amadeusz Krebs i Bartek Caboń. Artyści znani są ze swojego ciekawego stylu łączącego różne gatunki. Nazywani nową nadzieją Hip Hopu, rapu oraz muzyki elektronicznej.  Lubią mieszać różne style muzyczne. Ich twórczością zainteresowała się wytwórnia Kayax z którą podpisali umowę. Zadebiutowali albumem „Jeden”, który odniósł stosunkowy sukces. W tym roku pojawiło się ich najnowsze wydawnictwo zatytułowane „CK Anderson”.

Jaką drogę przeszliście od debiutu do nowego wydawnictwa. Jak myślicie czy jest ona gwałtownie wyczuwalna,  a może nieco bardziej płynna i naturalna?

 

Amadeusz: Wydaje mi się, że chyba nie nam dane jest oceniać efekty tej drogi, natomiast druga płyta, jest zupełnie inna od pierwszej co już mogłoby wskazywać, że sporo rzeczy się w niej zmieniło i powywracało. 

Bartek: Zdecydowanie podpisuję się pod tymi słowami. Trzeba brać pod uwagę, że na coraz więcej możemy sobie pozwalać w tych granicach, które nazywają się CUKIER. Druga sprawa jest taka, że nasz duet jest tworem bardzo chłonnym, jeżeli chodzi informacje, które docierają do nas z zewnątrz, a czasy mamy, jakie mamy, więc reagujemy w tym przypadku, idąc w stronę, w której jesteśmy antysystemowi. Troszkę przejawia się nasz bunt względem tego, co się dzieje wokół.

Pandemia też na was wpłynęła w znaczący sposób.

Bartek: Tak, większość tego materiału to był tak naprawdę pandemiczny zapis, więc siłą rzeczy na pewno gdzieś tam będą oddane nasze niepokoje. Jest to dosyć społeczna płyta w sensie taka, która dotyka tej sfery tematycznej w bardzo osobisty sposób, ale jednak dosyć szeroko.

 

CK Anderson jest albumem koncepcyjnym. Moglibyście opowiedzieć coś więcej o waszej wizji krążka? Jaki ma on przekaz w kontekście współczesnego świata?

Amadeusz: CK Anderson jest takim „Janem Kowalskim” „Johnem Doe Everymanem”, który trochę nie godzi się z rzeczywistością, w której się znajduje, czyli naszą. Widzi wszystkie absurdy czasów i nie może się w tym odnaleźć.

Bartek: Warto dodać, że ten ktoś, tak jak nasz popkulturowy Anderson może stać się kimś zupełnie wyjątkowym w momencie, kiedy przejrzy na oczy.

Uwielbiam, kiedy autorzy tekstów łączą swoją lirykę ze sferą powszechnie znanych dzieł kultury i myślę, że nie jestem tutaj jedynym takim przypadkiem. W waszym nowym wydawnictwie można znaleźć wielką mieszankę ciekawych nawiązań. Mamy tutaj trochę klasyki, trochę filmografii, szczypta historii. Wystarczy spojrzeć na  odwołanie do „Dziadów” Adama Mickiewicza, czy filmu „12 Małp”.

 

Amadeusz: Wychowaliśmy się na tych czasach. Początek lat 2000, ten cały Nu Metal, no to przecież ja i Bartek gdzieś tam dorastaliśmy na tym. „Fight Club” i ten cały klimat taki Nu metalowy, ale również dekadencki.

Bartek: Ja to oczywiście traktuję jako komplement, gdy mówisz, że potrafimy się odnieść do jakiś popkulturowych rzeczy i tak, takie cytaty są spoko. Można to uznać za twardy wymiar bardzo dobrej pracy, kiedy masz dobrą bibliografię i nie boisz się jej użyć, a np. dając temat pt. kobiety są złe, (oczywiście to przykład), łatwo jest podać prosty przekaz, natomiast fajne nawiązania do popkultury kolesi, którzy byli naprawdę niezłymi kotami, radzili sobie, zbawiali świat i nagle okazuje się, że ich losy zostały poważnie zachwiane właśnie przez płeć piękną. Wydaje mi się, że chyba lepiej nie można tego ująć. Ta forma jakoś tak sama leci, ale dzięki, fajnie, że tak mówisz.

 

Często łączy się was z etykietką „eklektyzmu kompozycyjnego”. Gdzie jest wasza granica muzyczna? Czy jest taki gatunek, którego byście nigdy w życiu nie zagrali?

 

Bartek: Dla mnie granica muzyczna pojawia się, kiedy można powiedzieć, że piosenka jest zła. (śmiech) 

Amadeusz: Cóż, następuje ona, gdy wspólnie z Bartkiem subiektywnie uznamy, że nagranie czegoś jest złym pomysłem. Nie zważamy na kategorie gatunków muzycznych.

 

Jeżeli chodzi o wasz podział pracy, to kto czym się zajmuje, chyba, że robicie wszystko na przemiennie?

 

Amadeusz: Ja robię muzykę, Bartek pisze teksty i układa melodię do muzyki. Ten podział jest bardzo prosto rozwiązany, na pewno nikt nie pomyli się czyja rola, jest gdzie. (śmiech)

 

To będzie jedno z tych pytań, na które ciężko udzielić odpowiedzi. Gdybyście mogli wskrzesić jednego muzyka, kto by to był?

Amadeusz: Ja raczej wskrzesiłbym Kurta Cobaina.

Bartek: Kurcze, skoro idziemy takim torem, to ja chyba Chestera Beningtona.

 

Z jakim muzykiem najchętniej nagralibyście duet?

 

Amadeusz: Ja najchętniej zrobiłbym duet z Olivierem Sykesem, wokalistą Bring Me The Horizon.

Bartek: To ja odbiję piłeczkę i powiem: z jakimś lepszym producentem. (żart)

Amadeusz: Bartek, kiedyś byłeś inny, kiedyś byłeś zupełnie inny. (śmiech)

 

Kto wie, może kiedyś spotkacie się z Bring me The Horizon na backstagu?

 

Amadeusz: Mam taką nadzieję. Czekam na ten moment.

 

Jacy artyści inspirują was najbardziej? Czy są tacy, których obecność w tym zestawieniu zaskoczy nas, słuchaczy?

Bartek: Ja chyba nie mam takiej osoby patrzącej z niewidzialnego plakatu powieszonego nad łóżkiem, do której bym się modlił. Bardzo lubię twórców którzy potrafią fajnie opisać rzeczywistość i przemycić jakąś taką dawkę siebie, która skłania odbiorcę do ich lepszego poznania, ale nie w formie Instagramowej, tylko raczej rzeczywistej, żeby chcieć przynajmniej ich spotkać naprawdę.

Czy wolicie pisać teksty pod partie instrumentalne, czy lirykę z gotowym podkładem?

Bartek: Największa część CUKRU powstała poprzez instrumentale Amka, to one był inspiracją do stworzenia utworów. Czasami jest tak, że po prostu, kiedy słucham jego muzyki, pojawia się jakiś temat na zasadzie:„ok, będę szedł, będę robił piosenkę o tym, bo ta muzyka mnie natchnęła”. Innym razem jeden wyraz niejako sponsoruje i rozwija cały temat. Bywało, że kierowaliśmy się rytmem, czyli po prostu słuchając, pojawił mi się on w głowie, napędzając cały wokal. Do niego potem powstały inne rzeczy pokroju: tematu, słów, fraz i tak dalej. Także odbywa się to z bardzo różnych stron, ale inspiracją jest najczęściej muzyka.

Myślicie, że wasi fani ze Śląska mogą liczyć na koncert w Katowicach? oczywiście w niedalekiej przyszłości?

Amadeusz: Mogą liczyć na koncert w Pszczynie (śmiech), jutro w niej gramy. A tak ogólnie często się tam pojawiamy, na pewno  na  jesień będziemy w Tychach. Tutaj odsyłam słuchaczy do naszego Instagrama, gdzie znajdują się najświeższe informacje o koncertach.

A gdybyście mieli zabrać na wyspę wiecznie naładowane MP3 (swoją drogą trochę staromodnie hahah) z jednym wybranym albumem, co by się na niej znalazło?

Amadeusz: „Fragile” Nine Inch Nails.

Bartek: Ja bym poszedł jakąś klasyką. Album „Pulse” Pink Floyd.

Arystoteles opisał kiedyś trzy powszechnie znane zasady rządzące dramatem. Czy uważacie, że da się znaleźć trzy zasady rządzące muzyką? (śmiech)

Bartek: Kurcze, to jest spoko pytanie hm, na pewno szczerość

Amadeusz: oraz rytm i melodia. Z tego się składa muzyka współczesna.

 

Panowie, czy myśleliście już o wydaniu nowego albumu? 

Amadeusz: Jesienią wydamy Epkę, taką mocno hip-hopową. Nie będzie wyjątkowo eklektyczna, lecz po prostu 100% hip-hopu w hip-hopie.

To trochę taki powrót do korzeni, zespołów lat 90s/2000s pokroju Paktofoniki?

Bartek: Chyba trafiłeś w dziesiątkę. Krążek z pewnością będzie nawiązywać do schyłku lat 90-tych.

Ostatnie pytanie. Wolicie pizze z ananasem, czy bez? A może z melonem? (śmiech)

 

Bartek: Ja jestem  Hrubieszowa, więc nie mam żadnych zasad co do pizzy. Jak wyjeżdżałem z miasta, wydawało mi się, że to żaden obciach, dopiero potem ktoś mi powiedział, że to nie jest dobre.

Amadeusz: Ja jestem ze wsi, więc generalnie ananas był czymś super. Wydaje mi się, że w tej sprawie mamy luz.

 

Czyli rozumiem, że nie pogardzicie żadnym rodzajem pizzy, podobnie jak nie pogardzicie innymi gatunkami muzyki?

 

Bartek: Dokładnie tak. (śmiech)

Bardzo dziękuję wam chłopaki za rozmowę. Do zobaczenia!

Wywiad przeprowadzono w dniu 16.07.2021

Rozmawiał Kamil „Inky” Kołacz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *