Recenzja Płyty Leski – Supersam

11 czerwca tego roku miał swoją premierę już trzeci studyjny album Leskiego pt. Supersam. Artysta ma w dorobku Epkę „Zaczyn”, debiutancki krążek pełno grający „Splot”, wydany  w 2015 roku oraz (tu ciekawostka) wytłoczony także na kasecie album Miłość. Strona B. ukazała się w 2018 roku.

Gdybym miał przybliżyć sylwetkę muzyka jakim jest Leski, to jego znakiem rozpoznawczym jest Wszechobecne Banjo, które w jego numerach przoduje partią. Zgrabne akcenty elektroniczne i często mówiony tekst dopełniają słodkie metafory. Często są one zakrojone dosyć emocjonalnie. Z dużą dozą humoru tudzież filozoficzną poezją – wyrażającą sedno istnienia czy zrozumienia świata. Jednocześnie, po którymś przesłuchaniu czytelną dla słuchacza.

Album Supersam wydaję się być stworzony w określonej konwencji. Nie trzeba go słuchać po kolei według kolejności utworów. Dla mnie to przeplatające się historie, które nawiązują do codziennego życia.

Zacznę od utworu- Fit. Zabawne wersy typu „oglądam foty na insta i zazdroszczę, że oni mają taki płaski brzuch” pokazują, że język muzyka jest dostosowany do naszych czasów. Do rzeczywistości, która nas otacza.

Planszówki to mój faworyt! Dlaczego? Miziające syntezatory ubrane w dookreślający ciepły wokal niesie coraz to ciekawsze porównania w charakterystycznym stylu artysty. Pomysłowe brzmienia cztero-akordowej progresji gitary i pojedyncze motywy synth-popowe niczym w albumie Unisexblues Katarzyny Nosowskiej, wprawiają w idealny nastrój na deszczowy wieczór. Zastanawiam się przy tym jaki był wpływ kwarantanny na twórczość muzyka. Widzi mi się to tak, że tytuły piosenek ukazują pandemiczny klimat czasu, w którym wszyscy byliśmy w 2020 roku. Można pokusić się o wyobrażenie sobie jak Leski po prostu gra z rodziną w gry planszowe i zapominają  oni o całym Bożym świecie.

 

Motyw numeru pt. Chiny, o typowo folkowym odcieniu prostej warstwy brzmienia, przyjemnie a nawet bym rzekł swawolnie otula słodko-gorzkim tekstem, który wydaje się być potraktowany z dużym dystansem. Np. Gdy Leski śpiewa o „posiadaniu psa, śmianiu się na głos i  w tym stanie gdy często niedotyczące Ciebie sprawy „masz w dupie”, tak daleko jak Chiny.

Sprajt – to ta chwila, gdy możesz cieszyć się zimnym napojem i usiąść przed Netflixem. Artysta nawiązuje do tych sytuacji, które nas niepotrzebnie spalają. A możemy je wykonać bez krzyku z dobrym nastawieniem. Reverse delay, szejker i delikatny sound banjo to muzyczna mieszanka przyjemnego odsłuchu tego kawałka.

126p – to spokojne, opanowane, nietuzinkowo-obrazowe nazywanie stanów uczuć. Natomiast samochód Fiata 126p w całej opowieści tworzy vintage’owe tło gdzie nie trzeba być samemu. To ballada, którą w mojej opinii bardziej się czuje niż rozumie. Doskonałym zabiegiem producenckim są znakomicie pasujące szumy, które imitują analogowe brzmienie, na tak zwaną Taśmę.

Nie chce zmieniać nic – to kolejna ballada z dryfującym akompaniamentem gitary i nastrojowym medytującym głosem wokalisty. To jedna z tych piosenek, gdzie można wyjść na długi spacer i samemu ze sobą w towarzystwie tych dźwięków ściągnąć buty i zanurzyć nogi  w piasku. Położyć się i przemyśleć tony spraw. Znaleźć Rozwiązania. Docenić to co jest. Zapytać siebie w głębi duszy czego pragnę. „Odczuwać dziwny spokój”.

Intro Składaka zaczyna się zmodulowanym klawiszem niczym wakacyjny przebój. Potem zagłębiając się w opowieść o składaku słychać bardziej intymny kontekst wspomnień z dzieciństwa. Brama, podwórko, haratanie w gałe, gra w kapsle, Pan żul i składak. Słuchacz może przy tym kawałku się odprężyć, ale i poczuć się jak w bańce czasów gdy nie było internetu. Trochę to taka idylliczna  podróż w czasie Leskiego- wyraźny obraz przeniesiony w jego pamięci.

Supersam zostawiłem na sam koniec. Singiel promujący płytę o tym samym tytule pokazuje w teledysku Leskiego jako eko bohatera idącego przez las, zbierającego odpady. Idąc na zakupy uświadamia sobie jak dzisiejszy człowiek zanurzył się w konsumpcjonizm.  Wrzuca on do koszyka często rzeczy niepotrzebne, które ostatecznie lądują niechciane w naturalnych przestrzeniach i zamiast  cieszyć  widokiem, szpecą. Gnająca elektromelodia i wybijający się bas, przekładany ciekawym moogiem czy inną synth – maszyną tworzą konkretną całość.

Warto dodać, że Leski stworzył cały album w domowym studio. Odpowiada za muzykę i słowa, ale także w całości za produkcję krążka. Podobno żaden z utworów nie powstał na papierze. Była to raczej forma freestyle’u do podkładu muzycznego. Trzeba przyznać, że takie flow do tworzenia ma nie każdy. Leski ujął mnie swoją autentycznością, lekkością wyrażania siebie oraz odwagą odsłaniania siebie. Gdybym miał najkrócej podsumować album to powiedziałbym, że to muzyka z duszą. Miejmy nadzieję, że te pełne ciepła kompozycje wpadną w ucho słuchaczowi. A tymczasem zapętlajmy!

Nie chcę zmieniać nic - song by Leski | Spotify

Recenzja :  Piotrek Siedlecki

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *