Paweł „Guma” Gumola: Bunt jest potrzebny, aby coś zmienić

Moskwa to jeden z czołowych zespołów polskiej sceny punkrockowej. Od 1983 roku po dziś dzień regularnie koncertuje na znak hasła „Punk’s Not Dead”. Formacja niedawno ruszyła w jesienną trasę, a już niebawem, bo 23 października, w warszawskim klubie VooDoo będzie miała miejsce premiera wyjątkowego wydawnictwa skupiającego utwory nigdy wcześniej nieopublikowane sprzed 25 lat!

 

W związku ze zbliżającymi się koncertami Moskwy, Paweł „Guma” Gumola, w rozmowie z Iwoną Smyrak zdradził między innymi, jak przygotować się na koncert Moskwy, dlaczego ich debiut mógłby być okrzyknięty „złotą płytą” oraz co świadczy o ponadczasowości jego tekstów.

 

Iwona Smyrak: Zacznijmy od powrotu na scenę. Jak wynika z rozpiski na Waszym fanpage’u, przed Wami solidna trasa koncertowa!

 

Paweł Gumola: Jest to dla nas naturalne, ponieważ w czasie pandemii dosyć aktywnie uczestniczyliśmy w życiu muzycznym. Graliśmy koncerty, na przykład w Czechach, gdzie akurat pandemia nie obowiązywała. Oczywiście był czas postoju, ale myślę, że po iluś tam rozgrzewających koncertach, dziś czujemy się zupełnie naturalnie i prawie zapomnieliśmy o cyrku, który wyprawia się naokoło.

 

Macie swoje ulubione miejsca do grania koncertów?

 

Generalnie lubimy wszędzie koncertować. (śmiech) Nie  ma na to reguły. Czasami koncert, który wydaje się być zagrany w miejscu bardzo dobrze wyposażonym sprzętowo, wcale nie jest lepszy od  tego gorzej zaopatrzonego.

 

Czy życie koncertowe sprzed pandemii różni się od tego, który zastaliśmy teraz? Czy dostrzegacie, że fani są spragnieni muzyki na żywo?

 

Możemy zaobserwować, że ludzie bardzo szybko przyjmują coś do wiadomości i równie szybko o tym zapominają. Żyją w letargu, jakby brali psychotropy. Nie wiem, czy wynika to ze współczesnego oglądania telewizji czy to powietrze jest niezbyt czyste i wpływa na myślenie. W każdym razie, mam wrażenie, że kiedy zakazy są znoszone, ludzie natychmiast żyją tak, jakby nic się nie stało. Jest jedna różnica – przestali się bać przychodzić na koncerty. Na początku, gdy było obluzowanie obostrzeń, mieli psychologiczną blokadę. Z kolei teraz, coraz mniej ludzi boi się czegokolwiek, bo nie wierzą już chyba w żadne komunikaty rządowe.

 

Na co muszą być nastawieni, idąc na Wasz koncert?

 

Przede wszystkim muszą być przygotowani, znać teksty, żeby wiedzieć o co w tym chodzi. (śmiech) Powinni przećwiczyć też ruchy, jakie się wykonuje podczas koncertu – to też ważne. Generalnie czeka ich solidna dawka dynamicznej muzyki, skupiającej zarówno nowe jak i stare utwory. Nie ukrywam, że zagramy też kilka piosenek z sesji nagraniowej sprzed ponad dwudziestu lat. Zostanie ona wydana na singlu – najpierw na CD, a potem na winylu. Będzie to niespodzianka!

 

Pamięta Pan wydanie pierwszej pierwszej płyty Moskwy?

 

Oczywiście, że tak. Są takie chwile, które pamięta się tak, jakby były wczoraj. Pamiętam jak ją nagrywaliśmy, jak przebiegała praca w studio, jak tworzyłem teksty. Pamiętam nawet to, jak dojeżdżaliśmy do tego studia. Gdy nagraliśmy już płytę, to wytwórnia, mimo że była na to gotowa, nie mogła jej wydać, bo zabraniała tego cenzura. A więc, od momentu nagrania, płyta ukazała się w sklepach dopiero po dwóch latach.

 

Niech wyjątkowości temu wydarzeniu doda fakt, że znam osobę, dla której właśnie ta płyta była jedną z pierwszych, zakupionych samodzielnie…

 

Były to czasy zamierzchłe, ale ich dobrą cechą było to, że płyty z półek sklepowych znikały momentalnie. Mogłyby być reglamentowane i na kartki, jak to kiedyś było. (śmiech) Pamiętam, że przechodząc gdzieś na osiedlu, na którym mieszkałem, był sklep z płytami i książkami. Zobaczyłem na wystawie naszą płytę, a za parę dni już jej tam nie było. (śmiech) Myślę, że ze względu na ówczesne nakłady, dziś byłaby okrzyknięta złotą płytą.

 

Wracając do miejsc koncertowych, nasuwa mi się na myśl Jarocin. Czy współczesne festiwale są w stanie go zastąpić?

 

Myślę, że nie. W latach 80-tych, Jarocin, który ja znam, był takim polskim, jeśli nie światowym –  Youtube’em. Mieliśmy tam możliwość posłuchania muzyki, której nie puszczano w radiu. Ludzie  ubrani inaczej niż na ulicach byli też inni mentalnie. Był to festiwal, który można określić mianem peace & love. Teraz jest o tyle inaczej, że jadąc na festiwal, płaci się pieniądze, a jak nie, to ogląda się online. Wymiar, który miał Jarocin, na dzisiejszych festiwalach stał się czymś innym. Wtedy były jeszcze subkultury – metalowe, punkowe, bluesowe, hipisowskie… Dziś w zasadzie nie ma subkultur, jesteśmy zmiksowani, ale są tego dobre strony. Uważam, że nastąpił proces, bo wszyscy słuchają wszystkiego. Ludzie są otwarci i wyedukowani muzycznie. Dajmy na to, dziś metalowiec posłucha zarówno punk rocka jak i reggae czy bluesa.

 

W dokumencie Leszka Gnoińskiego o Jarocinie, powiedział Pan, że ubiorem i tekstami ze sceny, świata nie zdołaliście zmienić. Jednak dziś, ludzie usilnie się ich trzymają, twierdząc, że są ponadczasowe. Dlaczego?

 

Gdybym zaśpiewał teraz piosenkę o pewnym polityku lub ustawie, która wydaje mi się bezsensowna, być może za dwa lata straciłaby na ważności, bo owego polityka lub ustawy już by nie było, a rząd poszedłby do pierdla. (śmiech) Kiedy piszę teksty, intuicyjnie skupiam się na spojrzeniu jednostki na życie jako na całość. Kiedy patrzy się na nie w ten sposób, inaczej się wartościuje i być może stąd uniwersalność tych tekstów.

 

Czy punk rock powinien widnieć już tylko na kartach historii, a może powstawanie nowych zespołów ma sens, przy zachowaniu ducha dobrego punk rocka? Czy jest to w ogóle możliwe?

 

Jest to pytanie za sto punktów, czy jest to możliwe… Każdy czeka na to, kiedy punk rock umrze. Ciągle pojawia się hasło „Punk’s Not Dead”, a on ciągle istnieje. Te zespoły przybywają, ale są bardziej pomieszane. Punk rock już swoje zrobił i się nie rozwija. To, co ma w sobie ciekawego, to warstwa tekstowa – surowa i bardzo wprost. Jest to proste, wręcz prostackie, ale czasami potrzebujemy takiego określenia rzeczywistości. Wydaje mi się, że punk rock nie przetrwa. Dziś to nie jest muzyka młodzieży. Zespoły takie jak Dezerter czy Moskwa, będą grały do oporu, bo potrafią to robić i mają z tego frajdę. Natomiast myślę, że dla muzyków byłoby fajne, gdyby odkleili się od dotychczasowych projektów punkrockowych i spróbowali sił w czymś innym.

 

W takim razie jak młodym pokoleniom przedstawić istotę punk rocka?

 

Nie da się. Punk rock pokazywał bzdurę systemu poprzez szydzenie z niego, pokazywanie, że mamy wszystko gdzieś. To pokolenie inaczej myśli, nie ma w sobie buntu. Dziś ustrój się zmienił i jest dominacja sukcesu. Dla młodych ludzi telewizja czy internet są środkiem informacji, a raczej dezinformacji. Wtedy telewizja zresztą też nie była mile widziana. Rozdawanie ulotek czy uczestnictwo w demonstracjach Solidarności było jakąś cichą kontestacją narodową. Teraz, wszystkie sytuacje, które są popkulturowe, a jednocześnie komercyjne, są na plus. Młodzież nawet nie wie, przeciwko czemu ma się buntować, bo ma wszystko i nic. Ma wszystko, czyli zdobycze techniki, wolność i system, który zmienił się po komunizmie, a jednocześnie nie wiadomo, jaką przyszłość dzisiejsi rządzący nam gotują. Zdaję sobie też sprawę, że nie o to chodzi, by ciągle się buntować, ale żyć w harmonii. Niestety czasy są takie, że bunt jest potrzebny, aby coś zmienić. Może nie trzeba słuchać punk rocka? Dla mnie był on trampoliną – dzięki niemu zobaczyłem, że jest coś nie tak w tym świecie, dał ujście moim emocjom. Jest to dla mnie muzyka katharsis. Można się wykrzyczeć, a tym samym oczyścić. W zasadzie nieważne jest dla mnie, czy ktoś zrozumie ducha punk rocka, bo go kiedyś nie będzie. Drzewa, las, słońce – to będzie zawsze. To trzeba zrozumieć i to, co mamy w sobie.

 

Ada Lyons, w niedawno wydanej książce Polski punk 1978-1982, stwierdziła, że o punk rocku napisano już w zasadzie wszystko. Czy zgadza się Pan z tym?

 

Myślę, że zarówno napisano i zagrano już wszystko. Zadziwiające natomiast jest dla mnie to, że ten punk rock mimo wszystko ciągle w naszej rzeczywistości istnieje, mimo że nie jest tak popularny. W latach 80-tych robiło się koncert punkrockowy i sala była pełna, a teraz jest tak w przypadku koncertu hip-hopowego. To dowodzi temu, że każdy czas ma swoją muzykę, pokolenie i wrażliwość. Myślę, że właśnie o nim nie powiedziano wszystkiego, bo on ciągle ewoluuje. Ja punkrockowcem zostanę już po części do końca, natomiast warto otwierać się na nowe rzeczy.

 

W dokumencie, o którym rozmawialiśmy, pojawiają się ujęcia z Malejonkiem… Jak powstawały, czym były kręcone i jak się zachowały?

Filmy były kręcone kamerę VHS. Na którymś z festiwali w Jarocinie taka kamera była do naszej dyspozycji i zaczęła się zabawa. Pamiętam, że Malejonek chodził z nią i kręcił, co się dało. Należała ona do Jurka Pawlety, tzw. reportera życia. Dokumentował on różne rzeczy, między innymi to, co działo się w Jarocinie. Przeleżało to u niego w archiwum do momentu, aż to opublikował. Podobne materiały, zwłaszcza jeśli chodzi o koncerty, mam też w swoim archiwum.

Czy jest możliwość, że pewnego dnia ujrzą światło dzienne?

Znaleźliśmy taką sesję nagraniową Moskwy, sprzed ponad dwudziestu lat, zawierającą cztery utwory. Zostanie wydana na płycie. Będą także koszulki, być może również plakat czy zdjęcie… W każdym razie, na razie zaczynamy od tej EP-ki.

Przypomni Pan, kiedy premiera?

23 października w klubie Voo Doo w Warszawie.

Na koniec proszę o definicję udanego koncertu Moskwy.

Różnie bywa. Ostatnio graliśmy dwa koncerty pod rząd. Od strony zespołu najczęściej jest tak, że jak się dobrze słyszymy na scenie i akustyka sali jest fajna, to bardzo przyjemnie się gra, co przekłada się na jakość koncertu. Natomiast jeśli zespół z jakichś powodów się nie słyszy, to jest to gra pod górkę i człowiek jest zmęczony, nie czuje satysfakcji. To, co najdziwniejsze, często spotykam się z czymś takim, że nam wydaje się, że zagraliśmy świetny koncert, a potem w jakiejś rozmowie ktoś mówi, że tak tak, widział nasze lepsze występy. Z drugiej strony, kiedy nam wydaje się, że zagraliśmy jeden z przeciętnych koncertów, ktoś mówi, że był to jeden z naszych najlepszych występów.

Rozmawiała : Iwona Smyrak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *