Rozmowa z Chrisem Adamem, z zespołu Smash Into PIeces

Dzisiaj porozmawiamy z Chrisem Adamem, z zespołu Smash Into PIeces.

Oliwia: Cześć Chris! Jak radzicie sobie jako zespół w ostatnim,  pandemicznym czasie?

Chris: Cześć! Całkiem nieźle sobie radzimy. Oczywiście jesteśmy trochę smutni,  że nie możemy grać tyle koncertów ile graliśmy przed pandemią ale staramy się nie dołować i skupiać na rzeczach pozytywnych. Staraliśmy się dobrze gospodarować nasz czas, który spędzaliśmy głównie w domu i byliśmy tak kreatywni, jak to tylko było możliwe. W tym czasie nagraliśmy i wydaliśmy nowy album a do tego zrobiliśmy ogrom teledysków. Myślę więc, że mimo wszystko był to dla nas dobry i twórczy okres. Ponadto, wybudowaliśmy też nasze własne „Smash Studio” i zainwestowaliśmy w nowego tourbusa, więc działo się naprawdę dużo rzeczy!

A dla mnie, personalnie, był to ważny okres ponieważ mam 4 letniego synka i miałem dużo czasu, który mogłem z nim spędzić.  Jestem praktycznie nieustannie w trasie więc nie ma tu mowy o rodzicielstwie na pełen etat, więc fajnie było w końcu poświęcić mu dużo więcej uwagi.

Mam świadomość oczywiście, że póki co wypowiadam się w samych superlatywach o pandemii bo dla mnie rzeczywiście był to dobry czas. Jednak wiem też jak dziwna i trudna ta sytuacja  jest dla reszty świata. Myślę, że trudne momenty trzeba po prostu przetrwać. My przeczekaliśmy, wykorzystując dany nam czas maksymalnie więc teraz jesteśmy gotowi działać dalej!

Oliwia: Znalazłam cytat, który jest czymś w rodzaju Waszego credo a brzmi on: „Wszystko co stoi między nami a naszymi marzeniami, rozwalamy na kawałki”. Czy jako zespół jesteście prawdziwymi marzycielami?

Chris: Właściwie nie jesteśmy marzycielami – jesteśmy ludźmi czynu! Staramy się myśleć a przede wszystkim działać nieszablonowo, dlatego jesteśmy dzisiaj w tym miejscu, w którym jesteśmy.

Chociaż nie tylko, bo dzięki wsparciu mediów i fanów, osiągnęliśmy bardzo duży sukces. Artyści bez fanów, są tak naprawdę nikim. Jako zespół, jesteśmy bardzo wdzięczni za ludzi, którzy wspierali nas od samego początku, bo bez nich by nas po prostu nie było.

Nie wiem czy to do końca odpowiedź na twoje pytanie ale tak po prostu myślę. (śmiech)

Oliwia: Myślę, że tak! (śmiech) Chciałabym wrócić do kwestii „kreatywności” – wydaliście do tej pory ze Smash Into Pieces 6 albumów: było „Unbreakable”, był „The Apocalypse DJ”, było „Rise & Shine” w 2017 roku, rok później „Evolver” a następnie „Arcadia”…

Chris: Wow, odrobiłaś pracę domową! (śmiech)

Oliwia: Tak! A w tym roku dodatkowo ukazał się wasz nowy album „A New Horizon”. Który z albumów w waszym całym dorobku był dla Was najbardziej  przełomowy?

Chris: Zdecydowanie był to krążek „Rise&Shine”!

Oliwia: Dlaczego akurat ten?

Chris: Było to dla nas coś w rodzaju pierwszego wybicia się z „masowego” grania. Zaczęliśmy nagrywać ten album już w 2016 roku, z naszym obecnym producentem Dino ( Dino Medanhodzic, przyp.red.), który od tamtej pory wypuszcza w świat nasze wszystkie albumy.

Kiedy zaczęliśmy współpracę, Dino wyniósł naszą muzykę na zupełnie inny poziom, i bardzo poprawił naszą jakość brzmienia. Po dziś dzień zresztą utwory takie jak w szczególności  „Higher” i  „Let Me Be Your Superhero” oraz …. w sumie także pozostałe utwory z tej płyty są, moim zdaniem, największymi hitami w naszej karierze.

Myślę też, że około muzycznie był to przełom, ponieważ przy okazji koncertów promujących “Rise&Shine” , zaprezentowaliśmy ważnego członka naszego zespołu czyli Apocalipse DJ’a naszym fanom . Jest takim odpowiednikiem maskotki Eddiego z Iron Maiden ale w wersji Smash Into Pieces (śmiech).

Mówiąc serio, po wydaniu tego krążka otworzyło się przed nami wiele drzwi. Co zabawniejsze, po premierze „Rise&Shine”, wiele zespołów na świecie poszło w ten styl brzmienia. Wiesz, to zawsze cieszy, kiedy masz poczucie, że inne bandy chcą się w jakiś, nawet najdrobniejszy, sposób Tobą inspirować! Przykładowo, klasyczne rockowe kapele zaczęły wtedy dorzucać nieco popowego sznytu do swojego soundu, i doprawdy niesamowite było obserwowanie tego muzycznego rozwoju, który dział się na naszych oczach.

Oliwia: Czy macie w zespole osobę, która jest w głównej mierze odpowiedzialna za twórczość Smash Into Pieces czy wszyscy mają w tym równy udział?

Chris: Głównymi twórcami kawałków w zespole są Benjamin i Per. Jednak finalnie, każdy dokłada coś od siebie do każdego z utworów.

Ja jestem tym typem twórcy, który leży na podłodze, słucha zarysu utworu, w pewnym momencie słyszy w głowie jakiś pomysł i dorzuca go do utworu. Są to głównie to pomysły wokalne, które narastają w mojej głowie z każdym kolejnym przesłuchaniem kawałka.

Więc każdy z nas ma niejako swoje stanowisko na taśmie produkcyjnej utworów!

Oliwia: Chciałabym zapytać o wasze początki, podczas których mieliście epizod z wystąpieniem w szwedzkim talent show. Mógłbyś opowiedzieć o tym coś więcej? W jakich okolicznościach zdecydowaliście się na pójście na taki krok?

Chris:  Wiesz, jako zespół zawsze chcieliśmy myśleć nietuzinkowo. Więc przy pomyśle pójścia do talent show pomyśleliśmy „dlaczego nie?”, pomimo, że w samej myśli nie było nic nietuzinkowego. Postanowiliśmy więc spróbować. Poszliśmy na przesłuchanie, daliśmy z siebie wszystko i przeszliśmy dalej głosami jurorów.

W czasie trwania programu dostaliśmy telefon od wytwórni, jednej z największych w Szwecji, Ninetone Records, która zajmowała się topowymi gwiazdami szwedzkiej sceny muzycznej – przykładowo, byli wydawcą Takidy, bardzo popularnego zespołu tutaj w Szwecji, z którymi zresztą mieliśmy okazję koncertować. Okazało się, że chcieli zostać naszym wydawcą. Musieliśmy wtedy podjąć decyzję – czy chcemy zostać pełnoprawnym członkiem rockowej familii czy być częścią telewizyjnej rozrywki. Podjęliśmy zatem decyzję o opuszczeniu programu i podpisaniu kontraktu płytowego a w efekcie, krótko po tym – nagraniu naszego pierwszego albumu.

Jakby na to nie patrzeć, udział w talent show był dla nas niezwykle ważny, bo gdyby nie to, nie bylibyśmy w miejscu, w którym obecnie jesteśmy.

Oliwia: Zapytałam o tą kwestię, ponieważ ten wywiad może dotrzeć do członków jakiegoś młodego zespołu, którzy rozważają udział w czymś takim. Co byś im wówczas doradził?

Chris: Moja rada jest prosta i nie dotyczy tylko udziału w programach telewizyjnych – „Nie odpuszczaj”. Przystopuj jeśli musisz ale nie odpuszczaj. I ta rada tyczy się wszystkiego co robisz w życiu. Bo jeśli chcesz cokolwiek w życiu osiągnąć, przygotuj się na cholernie ciężką pracę. Zatem jeśli uważasz, że udział w takim programie Ci się opłaci – nie odpuszczaj.

I druga rada do tego – traktuj swój band jako drużynę, z którą gracie do jednej bramki. Myślcie wspólnie, twórzcie wspólnie a nie bądźcie tylko “kumplami z pracy”, którzy spotykają się tylko na próbach.

Oliwia: Pogadajmy teraz trochę o waszej nowej płycie „A New Horizon”. Czy materiał na nią powstał w trakcie pandemii czy wcześniej?

Chris: Wydaje mi się, że wszystkie te numery powstały właśnie w czasie pandemii. Czasami bywa tak, że utwory, które stworzyliśmy wcześniej i nie pasowały na poprzednie albumy powracają do nas przy tworzeniu nowych płyt ale w tym przypadku cały materiał powstał głównie w czasie pandemii.

Swoją drogą, w 2020 roku wydaliśmy „Arcadię” – moim zdaniem drugi, przełomowy album w naszej karierze – która była albumem koncepcyjnym. Wydając „A New Horizon” było nam łatwiej tworzyć, bo niejako pociągneliśmy historię „Arcadii” dalej.

Oliwia: Czy zatem „A New Horizon” jest również albumem koncepcyjnym?

Chris: Tak. Konceptem na ten album, jakkolwiek enigmatycznie to nie brzmi, jest kontynuacja historii z „Arcadii”. Ludzie, którzy chcą naprawdę zrozumieć ideę „Arcadii”, powinni przejść  chronologicznie przez numery z tej płyty razem z ich teledyskami, zaczynając od „Wake Up”, na „Mad World” kończąc. One w tym ułożeniu tworzą całą opowieść. Z nowym albumem jest trochę podobnie. To też cała, złożona i nieco trudna historia.

Oliwia: Skąd wziął się pomysł na taki futurystyczny klimat waszej twórczości?

Chris: Ciekawe pytanie. Nawiązując ponownie do tworzenia „Arcadii” – stworzyliśmy ten album na 6 miesięcy przed wybuchem pierwszej fali pandemii i pierwotnie chcieliśmy, aby nasza twórczość (tu na przykładzie tego konkretnego albumu), była odbiciem rzeczywistości w krzywym zwierciadle. I pamiętam, że kiedy nagrywałem numer „Mad World”, ta cała trudna sytuacja właśnie opanowywała świat. Pomyślałem wtedy, że to, o czym śpiewam na „Arcadii”, nie jest nagle wcale futurystyczne, bo dzieje się niejako w czasie rzeczywistym. Opisywaliśmy po prostu obecną rzeczywistość ale swoimi, własnymi słowami.  Mówiąc najogólniej, nie myślę o naszej twórczości w kategoriach „futurystyczności” a bardziej rzeczywistości  widzianej z własnej perspektywy.

Oliwia: Wróćmy na chwilę do muzyki – ciężko zakwalifikować Smash Into Pieces pod jeden, konkretny muzyczny gatunek…

Chris: Dziękuję! W końcu ktoś to powiedział! (śmiech)

Oliwia: Myślę, że to komplement! Nie zamykanie się na jeden konkretny gatunek pokazuje szerokość waszych horyzontów muzycznych. Dlaczego zdecydowaliście się na połączenie tak wielu, skrajnych stylów grania?

Chris: Bo w tym zespole jesteśmy sporą mieszanką ludzkich charakterów! I myślę, że to główny powód. Wiesz, kiedy wchodzimy do studia, mamy jakiś tam pomysł na numer i czasami, niespodziewanie okazuje się, że to nie jest takie oczywiste, że do każdego utworu pasuje gitarowe granie. Więc nie staramy się wkładać gitarowych riffów wszędzie na siłę, bo bardziej skupiamy się na tym, żeby utwór był spójny. Czasem po prostu dajemy się ponieść flow i tworzymy to, co nam pasuje. Rzeczą, która w miarę się nie zmienia jeśli chodzi o styl, to mój wokal – to jest rzecz, która troszeczkę trzyma twórczość Smash Into Pieces w stałych ryzach. Ale nadal – nasze kawałki się od siebie różnią, bo lubimy muzycznie poeksperymentować i tworzyć w ten sposób. To jest najlepsze w byciu częścią Smash Into Pieces – ta twórcza nieprzewidywalność i to, że nie można być pewnym, w którą stronę się ta nasza inwencja twórcza potoczy.

Więc gdybyś nie znając naszego dorobku, zapytała mnie: „W jakim stylu gracie?”, miałbym problem z odpowiedzią. Naprawdę!  Nasza twórczość to z pewnością alternative rocka ale na wielu płaszczyznach kompletnie odbiega nawet od rocka!

I co najważniejsze, ludzie doceniają i kupują tą twórczość, zwłaszcza nasi fani. Mają bardzo otwarty umysł na taką gatunkową mieszankę i są jej ciekawi. Poza tym, myślę, że dobrze mieć taką różnorodność muzyczną. Ja przykładowo nie dałbym rady wydać 6 albumów pod rząd które brzmią absolutnie podobnie. Nie dawałoby mi to satysfakcji jako artyście. Jako zespół chcemy się muzycznie rozwijać.

Oliwia: Oczywiście! Nawet na nowej płycie jest to słyszalne. Słychać jak bardzo gatunkowo różnią się od siebie na przykład „Bangarang” od „Broken Parts”…

Chris: Tak! Tak jak wspomniałem, nie lubimy być zamykani w gatunkowych szufladkach. Zresztą, po co zamykać kogokolwiek w jakichkolwiek ramach?

Oliwia: Wydaliście „A New Horizon” 27 sierpnia tego roku. Jak wygląda kwestia trasy promocyjnej w tym momencie?

Chris: Zaplanowaliśmy praktycznie od razu trasę promującą „A New Horizon”. Mamy w zanadrzu kilka koncertów z Within Temptation i Evanescence, których  już się nie możemy doczekać. Potem natomiast ruszamy w europejską trasę z nowym materiałem. Nasi tourmagaerowie będą mieli zatem pełne ręce roboty!

Oliwia: Nie boicie się, że będziecie musieli odwołać część koncertów w związku z sytuacją na świecie?

Chris: Życie z natury jest niebezpieczne i można umrzeć zawsze i wszędzie! (śmiech). A tak serio – nie można zawsze się w życiu bać. Czasami trzeba płynąć z prądem i zobaczyć co się wydarzy. I tak jest z nami.

Oliwia: Muszę zapytać, czy jako wokalista, miałeś taką osobę w życiu, która była dla Ciebie inspiracją pod względem śpiewania?

Chris: Oh, było ich wielu! Kiedyś nawet podczas jednego z wywiadów zdarzyło mi się zrobić ranking wokalistów, którzy mieli wpływ na moje życie. Na szczycie rankingu znalazł się na pewno Phill Anselmo z zespołu Pantera, Myles Kennedy z Alter Bridge, Darren Hayes z Savage Garden i wielu innych bardzo zdolnych wokalistów, których podpatrywałem przez długi czas. Ale Ci, których wymieniłem, są moją topową trójką.

Oliwia: Ponieważ zbliżamy się do końca naszej rozmowy. Czy mógłbyś powiedzieć nam na koniec w kilku słowach co znajdziemy na waszej nowej płycie? Być może będę czytać nas ludzie, którzy nie będą zaznajomieni z Waszą twórczością i teraz masz okazję skierować kilka słów do nich ☺

Chris: Tak jak już mówiłem wcześniej – Smash Into Pieces tworzy bardzo różnorodną muzykę, więc myślę, że na albumie „A New Horizon” znajdzie się numer dla każdego. Chociaż wierz mi, że jestem słaby w zachwalaniu tego, co sam stworzyłem. Ale myślę, że ta muzyka jest po prostu dobra, bo włożyliśmy w nią mnóstwo serca i jestem mega dumny, że mogłem być tego częścią. Więc lećcie posłuchać i przekonajcie się sami!

(Szeptem) Bo album jest zajebisty!(śmiech)

Oliwia: Ostatnie słowa do fanów, którzy sięgną po ten wywiad?

Chris: Obiecuję, że potrenuję robienie wywiadów i odpowiadanie na pytania! (śmiech) A jeśli miałbym puścić swoją mądrość w świat to powiedziałbym, to co już wspomniałem w tym wywiadzie – nigdy nie odpuszczajcie za szybko!

Oliwia: Dziękuję Ci zatem z wspaniałą rozmowę! Powodzenia w  dalszym tworzeniu nieszablonowej twórczości!

Chris: Dzięki!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *