W „Cichych Dniach” trudno o ciszę. Rok 2021 należał do Kaśki Sochackiej!

“Ciche dni” –  debiutancki album Kaśki Sochackiej, ukazał się 26 marca 2021 roku nakładem Jazzboy Records i od razu namieszał na listach przebojów rozgłośni radiowych, a od kilku tygodni także na wszelkich podsumowaniach muzycznych. Nie ulega zatem wątpliwości, że rok 2021 należał do Kaśki Sochackiej, tytułując “Ciche dni” zarówno debiutem jak i płytą roku. 

Kaśkę Sochacką na nowo odkryłam w roku 2021, podczas marcowej audycji „Głośni jak miłość” Piotra Stelmacha. Dokładnie wtedy wybrzmiało między innymi „Jeszcze” i nie mogłam uwierzyć, że to Kaśka, która kilka lat wcześniej, w 2014 roku rozkochała w sobie widzów programu  Must be the Music. Przecież doskonale pamiętam jej występy w 3. edycji talent show – tę drobną blondynkę, która weszła na scenę w towarzystwie dwóch kumpli – gitarzysty i perkusisty. Dziś, kiedy wracam do jej półfinałowego wykonania utworu „Mróz”, wciąż przeszywa mnie strumień dreszczy. Piękna dziewczyna o niebieskich oczach była skorupką, która zdawała się być schroniskiem uczuć całego wszechświata. Ten moment był wyjątkowy, bo zapragnęła uczynić je wolnymi, chyba czując się wśród nich wyobcowana, do reszty utwierdzając mnie w przekonaniu, że choć nie wiem, co wydarzyło się w jej życiu, rozterki, z którymi się mierzy, nie są jej obojętne i próbuje nawiązać z nimi dialog, oswoić je w sobie. Jej głos przybrał postać silnego podmuchu wiatru, który z zaskakującą precyzją począł przywoływać obrazy – wciąż dające się odtworzyć i stoczyć z nią samą niejedną walkę.

Od roku 2014 minął szmat czasu, a ja, podobnie jak inni zafascynowani, nieco tajemniczą i skrytą w sobie Kaśką, musiałam o niej zapomnieć. Nie miałam pojęcia, co dzieje się w życiu wokalistki. Wraz z rozpoczęciem przygody we wspomnianym talent show, Sochacka trafiła do Jazzboy Records. Z książeczki dołączonej do płyty “Ciche dni” o nieco zagadkowym tytule „Love story”, szybko dowiaduję się, że nie była to łatwa współpraca – Kaśka, wiele razy balansując na granicy być albo nie być, musiała zabiegać o uwagę, by kilka lat później pod ich szyldem nagrać znakomitą płytę. Gorzkie słowa kumpla – „Chyba już poszłaś w odstawkę”, brak odpowiedzi na maile, wysypujące się zewsząd szkice piosenek i teksty, nie pozwalały jej jednak na dobre porzucić muzyki, którą zresztą „zajebiście chciała robić”. Tymczasem Kaśka, podejmując pracę w małej firmie, snuła fantazje o tym, że kiedyś jej piosenka zostanie wyemitowana na antenie Trójki. Dziś nasuwa mi się kolejne pytanie – czy koleżanka z pracy miała szansę usłyszeć „Wiśnię”, królującą na szczycie „Listy Przebojów Trójki” w 2020 roku?

Cała jest tęsknotą. Doskonale wie, jak ciążące nie bywa, a jest – uczucie, które jak kula u nogi, codziennie próbuje oddalić nas od wewnętrznej równowagi. „Wiśnia” – od niej wszystko się zaczęło. Ona nadała sprawom tempo, a wkrótce ukazał się mini-album „Wiśnia EP”. “Wiśnia” otwiera także „Ciche dni”, wprowadzając słuchacza w wir tęsknoty, która zsyła wszelkie bodźce zewnętrzne na bok. To nieposkromione uczucie staje się odpowiedzią na wszelkie pytania i komunikaty. Na debiutanckim albumie Kaśki pojawiają się znakomici i już doskonale znani na scenie muzycznej artyści – Dawid Podsiadło, którego wokalizy pojawiają się na tytułowych „Cichych dniach”, dopełniając intymny charakter utworu, w którym Sochacka dzieli się swoją bezradnością i zagubieniem. Kolejnym gościem jest Kortez, którego artystka zdążyła poznać jeszcze w trakcie nagrań do programu Must be the Music. Wokalista okazał się jej nieocenionym wsparciem, choć jak przyznaje Sochacka, jego udział w nagrywaniu płyty miał charakter „z ukrycia”. Ale to wersję „Wiśnia-live” z jego udziałem pokochali do szaleństwa słuchacze radia. Na płycie bezpośrednio pojawił się także w utworze „Dla mnie to już koniec” – trudno więc o równie dopasowany duet ludzi o niemal identycznej, a jednocześnie unikalnej wrażliwości, doskonale rozumiejących się głosów, które podbijają stanowczość słów „ale cię nie słyszę”, „ale cię nie widzę”, „ale już nie boli”. Ostatnim gościem jest Vito Bambino, czyli jeden z najbardziej uwielbianych męskich wokali z młodego pokolenia artystów. „Boję się o ciebie” staje się tym samym jednym z faworytów obok absolutnego numeru jeden, czyli „Mrozu”. Wersja studyjna całkowicie różni się od zapamiętanej przeze mnie z występu w talent show. Tym razem Kaśka zaprezentowała stonowaną, ale wciąż silną dzięki ekspresywnemu wokalowi opowieści o poczuciu pustki i samotności, które wyzwolić może tylko i aż dotyk.

„Ciche dni” to głośny upust emocji i przeżyć, które zapętlamy w życiu, podświadomie uciekając do nich, to znów od nich stroniąc. Tęsknota, pustka, samotność to słowa klucze – wybrzmiały tutaj mocno, ale poruszająco; wiele razy, ale z narastającym niedosytem; niepewnie, ale przekonująco. To album niezwykły – nie sposób uciec przed słowami, które spłodzić może tylko szaleńcza autentyczność. To one potrafią wskrzesić ogień w niejednej duszy. Cieszę się, że Kaśka Sochacka w końcu odnalazła swoje miejsce i dotarła tu, gdzie jest teraz, choćby na sekundę nie pozwalając zgasnąć iskrze, która szybko upodobała sobie wielu „niepoprawnych romantyków”.

 

Tekst: Iwona Smyrak /is/

One thought on “W „Cichych Dniach” trudno o ciszę. Rok 2021 należał do Kaśki Sochackiej!

  1. Mam 35 lat, a Kaśka oczarowała mnie dużo wcześniej niż autorkę tego ciekawego artykułu – mianowicie na castingu do Mam Talent (można występy znaleźć w necie na stronach ww) i rzeczywiście jak pisze autorka po kolejnym Must be the Music słuch o niej zaginął mimo, że kilkakrotnie osobiście szukałem informacji o Kaśce to niczym kamień w wodę. Koniec końców okazało się, że Kaśka po prostu cofnęła się, żeby wziąć rozpęd.
    Co mogę jeszcze napisać? KAŚKA moim skromnym zdaniem zasługuje na WSZYSTKO! i biada temu kto będzie chciał jej zrobić krzywdę. Niech jej talent eksploduje z potrójną siłą bo o taki Narodowy diament należy i trzeba dbać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *