Ciężkie powroty

Powroty z wakacji bywają ciężkie, a nawet szkodliwe dla zdrowia. Oto jeszcze w butach mamy resztki greckiej plaży, w głowie fruwa nam hiszpańskie słoneczko, a tutaj na łeb spadają nam pracownicze obowiązki. Okazuje się, że gdy tylko wracamy z urlopów, to nasza firma nie może obejść się bez nas. Jesteśmy tam aż tak bardzo potrzebni jak główna księgowa, czy sam szef, a niezałatwione sprawy piętrzą się jak kubły ze śmieciami po weekendzie.

Co robić by te dwa światy pogodzić? Świat wakacyjnego bujania w obłokach, ze światem szarej codzienności w naszej robocie.  Wbrew pozorom to ważne zagadnienie. Badania wykazują, że ponad połowa pracowników po powrocie ze słonecznego urlopu i byczenia się nad basenem, nie jest w stanie przez pierwsze tygodnie odnaleźć się w rytmie pracy.

Chyba, że ktoś zdecydował się na urlop nad polskim morzem lub na Mazurach i przeżył dwa tygodnie w deszczu i z wkurzoną rodziną na karku. Ta grupa chętnie wraca do pracy, widząc w tym nawet jakiś ratunek. Ci którzy mieli wątpliwą przyjemność zmarznąć i być wywianym podczas wakacji, ochoczo wracają na swe stanowiska. Czasem nawet rzucają  się na stosy papierów na biurkach w robocie, niczym do łodzi ratunkowej, która ma ich zabrać z krainy urlopowego zimna, nerwów i chaosu.

Od dobrych kilku lat nasze społeczeństwo jednak się wzbogaciło, ustatkowało i wiele milionów Polaków stać na wyjazdy zagraniczne do ciepłych krajów. Dziś nawet podróże do egzotycznych i dalekich zakątków świata, nie są jakąś rzadkością. Wypady do Australii, Afryki Południowej, na złotą wyspę Mauritius, czy odległe Wyspy Wielkanocne, a nawet na Karaiby, czy Hawaje dla wielu nie stanowią problemu.

Problemem, niestety jest powrót do pracy po takich pięknych eskapadach i wdrożenie się w szary i codzienny rytm firmowy. Bo jak tu odpisywać na maile klientów, gdy w głowie mamy jeszcze plażę i palmy?

Fachowcy radzą jak zmiękczyć takie twarde lądowanie bez szkody dla siebie i firmy. Psycholodzy sugerują, aby jakieś elementy z wakacji zabierać ze sobą do pracy. Może to być na przykład pamiątkowy kubek z kraju, w którym byliśmy. Taki mały „wakacyjny” element postawiony na pracowniczym biurku,  pozwoli nam łagodniej znieść traumę powrotu do firmy. Wystarczy kilka spojrzeń na taki wakacyjny kubek, na którym widnieje przecież nazwa turystycznej miejscowości, zdjęcie plaży lub uroczy widoczek i już wywołuje to miłe wspominki i się uspokajamy.

Można także zastosować bardziej radykalną metodę i zamiast herbaty, czy kawy robić sobie w pracy drinki z palemkami. Oczywiście może to być zwykły sok bez alkoholu, ale za to podany w pięknym kielichu z parasolką. Ileż wspomnień i jaką siłę posiada taka parasolka! Przypomnimy sobie miłe chwile nad basenem, czy przy plaży, gdy barman serwował nam takie drinki w uśmiechach i ukłonach.

Wbrew pozorom takie drobne gadżety wakacyjne pełnią ważną role. Jedno spojrzenie i już się uśmiechamy do własnych myśli.  Już się uspokajamy męcząc nad biurową robotą w firmie. Nie musimy się ograniczać do pamiątkowych kubków i egzotycznych drinków z parasolkami. Możemy przynosić do pracy widokówki z miejsc, w których byliśmy lub muszelki i czy inne przedmioty, które przypomną nam o miłych chwilach. Takie duże muszle mają w sobie wielką magię, a gdy przyłożymy do nich ucho, to słyszymy szum morza. Działa to lepiej niż kazania proboszcza, sto terapii i rozmowy z zakładowym psychoanalitykiem.

Ciężka rozmowa z klientem przez telefon, który zgłasza nam milion uwag, nieprzyjemna rozmowa z kierownikiem, opiernicz od szefa, a my zamiast wkurzać się i dygotać w nerwowym tańcu, bierzemy muszlę i przykładamy ją sobie do ucha. Od razu się uspokajamy. W muszli nie słychać ani pretensji klienta, ani wrzasków kierownika, czy szefa. Słychać piękny szum morza, który działa kojąco na mózg i nerwy, który przywodzi na myśl piękne plaże, seksowne kobiety, cudne łodzie, słońce i przestrzeń tak wielką i wspaniałą jak tylko można sobie wyobrazić.

I tu praktyczna uwaga. Jeśli widzicie kolegę, który właśnie wrócił z urlopu i który przykłada sobie dużą muszlę (nie klozetową) do ucha, nie przeszkadzajcie mu. Nie bierzcie go za wariata, czy kosmitę. On po prostu odreagowuje stresującą rozmowę. Dajcie mu chwile oddechu, a zaraz napompowany boskim szumem z muszli, wróci do pracy niczym młody królik na widok marchewki.

Są oczywiście przypadki bardziej zaawansowane, w których nie wystarczą ani kubki turystyczne, ani kolorowe drinki z palemkami, ani nawet muszle.  Wówczas zastosować należy środki radykalne. Pracownik, który wbrew rozsądkowi i faktom oczywistym, będąc w pracy jest ciągle głową na urlopie, musi zdecydować się na radykalne kroki. Tu na otrzeźwienie i zmycie traumy powrotu do pracy, nie pomoże ani zimny prysznic, ani nawet koszmarne wiadomości z serwisów politycznych.

Psycholodzy zalecają aby tak ciężkie przypadki potraktować w sposób specjalny. Należy pozwalać takim pracownikom przez pierwsze dni powrotu do pracy przychodzić w strojach wakacyjnych. Żadne tam garnitury, a kolorowe koszule, krótkie gacie z bananami, czy ananasami i kolorowe klapki. Do tego słomkowy kapelusz, przeciwsłoneczne okulary plus ręcznik z wielkim napisem Majorka. Niech taki pracownik myśli, że nadal jest na wakacjach.

Oczywiście ręcznik sobie kładziemy na biurku i udajemy, że jesteśmy na basenie. Można też przynieść ze sobą leżaki do opalania i kremy oraz te wszystkie potrzebne filtry i inne plażowe akcesoria.  Smarujemy się kremami w robocie i tylko z dnia na dzień pozbywamy powoli gadżetów wakacyjnych. Robimy to stopniowo i systematycznie do czasu, aż wtopimy się w szarą rzeczywistość naszej firmy.

Najpierw ginie ręcznik, potem zostawiamy w domu klapki, następnego dnia okulary i drink z palemką, aż pewnego dnia jesteśmy już na medal wdrożeni do pracy w firmie i nakładamy zwykły garnitur, bo po cholerę nam do lakierek krótkie spodenki?

 

Krzysztof SKIBA      

Foto: Krzysztof KOROBCZUK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright © 2022 | Strefa Music Art | Realizacja: Studio Graficzne 702

error: Zabezpieczone!!