„Bezkres” to singiel, w którym Kisielewski bada granicę między romantyzmem, a obsesją. Bez zabezpieczeń, autoironicznie i trochę bezczelnie – ale stuprocentowo szczerze.
To wyznanie obsesyjnego oddania – w zamian za które chce się tylko… wszystkiego. Może kiedyś czuliście się tak, że chcielibyście komuś położyć u stóp cały wszechświat, ale też całym sobą pragnęliście, by ktoś oddał Wam swój, no właśnie, bezkres – śmieje się Michał.
Muzycznie „Bezkres” to szybkie, elektryzujące indie z post-punkowym nerwem i math-rockowym arpeggio w zwrotkach. Eksplozywne refreny przerywa zaskakujący, half-time’owy groove bridge’a, a przez historię przeprowadza nas znak rozpoznawczy Kisielewskiego – kipiący autoironią tekst nie ustępujący rapowej ekwilibrystyce.
To naturalna kontynuacja drogi, którą idzie Michał. W poprzednim wydaniu – „Kto modli się do diabła?” łączył dekadencję z popkulturowymi duchami i brzmieniami w duchu dojrzałych Arctic Monkeys pod ręką Josha Homme’a, jednocześnie nadal flirtując z popem, którym odważniej bawił się w „2k19”. Nowemu wydaniu najbliżej jednak do równie intensywnego, punkowego w naturze „Przy czym dziewczyny lubią tańczyć”. Kisielewski zapowiada, że w tym roku nadal będzie eksplorował te skrajne wpływy muzyczne, aby na jesieni zamknąć je w debiutancki LP.

Michał Kisielewski – romantyczny chłopak, niezły wariat. Swobodnie porusza się między gatunkami: od indie zmieszanego z współczesnym popem, przez inspirowane 80s’ami gitary i synthy, aż po post-punkowe czy nawet altrapowe wpływy. Jego numery grały już Antyradio, Eska Rock, jak i inne, lokalne, regionalne i polonijne rozgłośnie radiowe. On sam o swoich piosenkach mówi: „nawet jak szczekam, to wychodzi poezja”.