Little Steven & The Disciples Of Soul / 07.08.2019 / Stodoła

Little Steven and The Disciples of Soul w klubie Stodoła – co to był za wieczór!!!!
Koncert rozpoczął się z grubej rury – rytmy i kolory jak na karnawale Mardi Gras i korowód – sekcja dęta (pięciu muzyków!!!) oraz uzbrojony w parasolki z piórami chórek, który stanowiły trzy seksbomby – nazwałbym je The PamGriers Dziewczyny nadały nowe znaczenie pojęciom “tapir” i “afro” – ich bujne fryzury w przedziwny podświadomy sposób skojarzyły mi się wnętrzem statku Barbarelli
Na końcu wyszedł on, czyli lider – owinięty w szale, szarfy i chusty Steven “Little Steven” van Zandt.
Nadworny gitarzysta Bruce’a Springsteena w E Street Band, ale tutaj grał pierwszą rolę, dyrygując zespołem liczącym 15 osób!!!!!
Dyrygował jakby rewią – wszyscy muzycy ubrani w jednakowe spodnie kamizelki plus wzorzyste koszule, chórek w obcisłych spodniach i bluzkach w cekiny. Każdy muzyk dostał solo, wychodząc przy tym na front sceny.
Zaczęli trzęsieniem ziemi i dalej tylko podkręcali temperaturę, mieszając rock and roll, soul z rytmami karaibskimi (roztańczone “Party Mambo”), a nawet reggae (“Solidarity” ze wzruszającą dedykacją dla Polski jako początku wielkich zmian, z którymi wiąże się ruch przywołany w tytule piosenki).
Przez cały koncert publika szalała i tańczyła, bo nie można było inaczej, przy takim przekazie ze sceny.
Energia, pozytyw, finezja i fantazja – Dr. John patrzący z góry może być dumny, że ma godnego następcę.
Relacja : Dawid Odija
Foto: Rafał Siekierzyński

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *