„Bliżej jazzu niż rocka.” Jaka będzie nowa muzyczna droga Krzysztofa Cugowskiego [WYWIAD]

Dla wielu młodszych słuchaczy mógł wydawać się kiedyś symbolem obciachu i „muzyki dla rodziców”. Wszystko zweryfikował 2014 rok, gdy wraz z Budką Suflera pojawił się na scenie Przystanku Woodstock. Wtedy okazało się, że to po jeden z wciąż najmocniejszych głosów polskiej sceny klasycznego rocka z bluesowymi korzeniami. Nie, wcale nie był „takim śmiesznym starszym panem”, tłum śpiewał każde słowo razem z zespołem. Wcześniej piosenki wykonywane przez Krzysztofa Cugowskiego dźwięczały w głowie pokoleniom wychowanym na muzyce lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Takie utwory jak „Jest taki samotny dom”, „Cisza” czy „Demony wojny” trudno zapomnieć. Owszem, oczywiście możemy przypomnieć także te mniej ambitne kompozycje, ale z drugiej strony trudno znaleźć lepszy „rozgrzewacz parkietu” niż „Takie tango”.

            Krzysztof Cugowski to prawdziwa instytucja polskiego rocka, nie dość, że ma na koncie 50 lat śpiewania i wiele przebojów, to jeszcze obaj jego synowie kontynuują jego muzyczną drogę. Właśnie dostaliśmy do rąk jego nowe dwupłytowe wydawnictwo: „50/70. Moje najważniejsze”. Na jednym krążku nagrano stare przeboje w nowych wersjach, na drugim mamy zapis koncertu. Jeśli jednak oczekujecie, że nasz wywiad z nim będzie tylko podróżą do przeszłości od razu zepsuję niespodziankę: Krzysztof Cugowski nie wyśpiewał jeszcze ostatnich wersów i szykuje nowe nagrania!

Błażej Grygiel – 8 maja otrzymaliśmy ogromnie długą, ciekawą i bardzo zróżnicowaną podróż przez całe Pana życie. Kto decydował o tym, które piosenki powinny się tam znaleźć.

            Krzysztof Cugowski – Koncert był prostszy, to rejestracja tamtego zestawu piosenek. Co do płyty studyjnej, nie było tak łatwo. Nagrałem ponad 400 piosenek więc było z czego wybierać. Na pewno kluczem była pierwsza piosenka, którą nagrałem w marcu 1970 roku („Blues George’a Maxwella” – przyp. Red.) . Od tego trzeba było zacząć, oraz „Twoja łza” jako piosenka ostatnia, jedyna premierowa.

            Ja nie ukrywam, wcale łatwo nie było, tych piosenek, które powinny się tam znaleźć było znacznie więcej, ale coś trzeba było wybrać.

 

Czy którąś z tych piosenek w nowych aranżach darzy Pan szczególnym uczuciem? Czy któraś z nich została odkryta na nowo, bo przecież brzmią zupełnie inaczej?

            Na tym to polega, jeśli się pracuje z zupełnie innymi ludźmi, zupełnie innymi stylistycznie możliwościami, to oczywiste. Dla mnie największą niewiadomą była ta piosenka, którą nagrałem w marcu 1970 roku ponieważ wtedy po prostu nie umiałem śpiewać. Miałem straszny zgryz co z tym fantem zrobić. Zdecydowaliśmy się to troszkę unowocześnić i proszę sobie wyobrazić, że gdy teraz słucham tej płyty ta piosenka najbardziej mi się podoba, a był to największy problem, jak to ugryźć i szczęśliwie się udało. „Lubię ten stary obraz” brzmi w aranżacji zupełnie inaczej. Wszystkie piosenki są inaczej podane, tak musiało być, byłoby śmiesznie, gdybym skopiował to w formie z tamtych czasów. Premiera była przekładana dwa razy, płyta jest nareszcie. Do tego nagrałem w TVP 2 koncert promocyjny. Pozostaje mieć nadzieję, że się słuchaczom spodoba.

 

Tytuł mnie zainteresował. Niedawno oglądałem film „Demony wojny”, który się nie zestarzał szczególnie, że wciąż zbyt mało się mówi o konflikcie w byłej Jugosławii. Piosenka zupełnie inaczej zabrzmiała niż podczas premiery. Co Pana łączy z tym utworem, że jest on pierwszym singlem.

Film kasowy, bardzo udany. Piosenka trochę zniknęła, nie była grana w radiu, przeszła bez żadnego echa dlatego chciałem ją przypomnieć. Była to dla mnie oczywista sprawa, już wtedy mi się podobała, była elementem pewnej całości. Teraz występuje solo, zobaczymy jaki będzie odbiór.

 

Czy to jest płyta za pomocą której zamyka Pan pewien rozdział i otwiera nowy?

            Zamknął 50 lat mojej działalności na scenie. Zdrowie jakoś dopisuje, więc nie ma problemu. W tej chwili jesteśmy w sytuacji absolutnie wyjątkowej, na całym świecie jedziemy na tym samym wózku. Jeśli wrócimy do jakiejś tam normalności pozwalającej grać koncerty to będę je grał. Śpiewanie mi nie przeszkadza, zespół mam wyjątkowo dobry. Mamy przygotowaną nową płytę, mieliśmy ją zacząć nagrywać na jesieni, ale raczej poczekamy. Prawdopodobnie nagramy jedną pilotażową piosenkę jesienią. Zobaczymy, co będzie, Będzie to zaskoczenie dla publiczności, bo ona będzie z zupełnie innego świata.

            Ja doszedłem do takiego wieku, że już nic nie muszę. Robię, gram to co lubię, nie obligują mnie listy przebojów, bo nie mam żadnych złudzeń, bo nie mam złudzeń, że ktoś będzie mnie tam wstawiał, gram muzykę niedzisiejszą. W związku z tym mogę sobie nagrywać różne dziwne rzeczy i tak robię. Jeden jest w tym wszystkim wspólny mianownik, że robię to szczerze, bez udawania i mam nadzieję, że publiczność to usłyszy.

 

Czyli nie ma już jakichś wielkich osiągnięć, do których chciałby Pan dążyć? Pytam, bo zagrał Pan między innymi w Carnegie Hall, jednej z najsłynniejszych sal koncertowych USA, a może nawet świata.

            Zagrałem różne rzeczy, w różnych miejscach, jestem muzykiem spełnionym, nie mam żadnych marzeń, które chciałbym osiągnąć, czegoś co mogłem zrobić, ale mnie ominęło. Jedna jest tylko rzecz, której mogłoby mi brakować, ale teraz już po herbacie. Zawsze powtarzam, że brakuje próby skonfrontowania ze słuchaczem niepolskim. Ta sprawa jednak jest załatwiona, nie miałem okazji z różnych powodów. Nie mogę mieć jednak do losu, ani Opatrzności pretensji. Wszystko mi się udało, jestem spełniony rodzinnie i zawodowo. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję na trochę szczęścia ze zdrowiem. Nie mam wielkich oczekiwań.

 

Natomiast po tym jak powiedział Pan, że szykuje nowe nagrania słuchacze będą mieli ogromne oczekiwania. Jestem bardzo ciekaw, czym Pan będzie chciał nas zaskoczyć na jesieni.

            Stylistyka będzie trochę inna niż wcześniej. To będzie jedno nagranie na pewno, będzie to niespodzianka. Moi koledzy, z którymi gram od 2 lat mnie obligują by się w ich stronę trochę nagiąć i coś w ich stylistyce zrobić. Nie będę mówił, ale na pewno na pewno będzie to muzyka bliżej jazzu niż rocka.

 

Wspomniał Pan o nowym zespole. Przez dekady był Pan kojarzony z Budką Suflera, jak wyglądała formacja nowej grupy.

            W momencie gdy kończyliśmy pracę z synami (mieliśmy grać dwa lata, graliśmy 3 i pół), musiał przyjść ten moment. Ja z Jackiem Królikiem umawiałem się na granie od 20 lat. Nagrywał on ze mną solową płytę, w różnych sytuacjach graliśmy razem i wiedzieliśmy, że musimy grać razem. On był pierwszą osobą. Czarek Konrad – słuchałem go kiedyś w big bandzie we Wrocławiu,  nie znałem go osobiście. Grał fantastycznie, zapytałem kto to taki, powiedzieli mi, że Czarek Konrad. Wiedziałem, że gdybym kompletował zespół marzeń, to on by tam grał. Gdy się zgodził, wiadomo, że perkusiści lubią grać z basistami, z którymi często grywają, więc powiedziałem „zadecyduj kto ma grać”. Odpowiedział, że Robert Kubiszyn. Nie znałem człowieka, ale w tej chwili sprawa jest prosta, wchodzi się do internetu i sprawdza się co to za jegomość. Nie miałem wątpliwości, że to wielki basista, nie wiem czy nie uważany za jednego z najlepszych w Europie. Tomek Kałwak, też go znałem z innego projektu.

            Ze zmontowaniem nie było problemu, był trochę problem przez pierwsze pół roku, bo koledzy byli zaangażowani w różne projekty. Musieli pokończyć swoje zobowiązania, w tej chwili od 1,5 roku gramy razem i jesteśmy stałym zespołem. To nie jest zespół sidemanów, tylko to jest zespół, który jest całością. Oprócz tego, że nam się znakomicie gra na scenie, to towarzysko też potrafiliśmy się znaleźć ze sobą i jesteśmy ze sobą nie tylko w zawodowych koneksjach. A nie ukrywam, że nigdy w życiu nie miałem takiej sytuacji jak obecnie. Szkoda tylko, że jestem w takim wieku, że znacznie bliżej do końca niż do początku, tego najbardziej żałuję. Jednak póki mam siłę, póki zdrowie dopisuje, oby ta chwila, w której gram z tymi ludźmi trwała jak najdłużej.

 

Ja też tego Panu życzę i żebyśmy wyrzucili słowo „koniec” z naszych słowników chyba, że będzie miało miejsce w piosenkach.

            Ma Pan rację, dziękuję!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *