Recenzja Płyty Dragon – Arcydzieło zagłady

Po 22 latach wraz z nowym albumem Arcydzieło zagłady wraca legenda polskiego trashu – katowicki zespół Dragon. Reaktywowana w 2016 roku trashmetalowa grupa z nowym perkusistą Mikołajem Toczko, stworzyła pierwszy od wydanej w 1999 roku płyty Twarze premierowy materiał, na którym udowadniają, że poza składem niewiele się u nich zmieniło – są w dobrej muzycznej formie i grają to samo co dwie dekady temu.

Dość kiczowata okładka, którą dostajemy od zespołu na powitanie po latach wpisuje się w kierunek w jakim podąża płyta. Bo nie sposób oprzeć się wrażeniu, że choć album kipi od mocnej gitarowej energii to brzmienie oraz muzyczne rozwiązania to relikt czasów, w których ukazała się poprzednia płyta Dragon. Jednak nie sposób odmówić tym utworom pasji, która z pewnością odnajdzie wiernych odbiorców, bo na najnowszym albumie Dragon dostajemy to co w trashowej muzyce było i chyba ciągle jest najważniejsze. Płyta choć wypełniona sprawdzonymi rozwiązaniami, potrafi też zaskoczyć. Już pierwszy utwór na płycie Przemoc podkreśla to co jest najjaśniejszą stroną Arcydzieła zagłady – świetna, nie tylko dynamiczna, ale i zróżnicowana warstwa instrumentalna. Pod tym względem absolutnie nie słychać, że mamy do czynienia z płytą zespołu, który wrócił do studyjnego grania po ponad 20 latach. Gorzej jest z wokalem Adriana „Freda” Frelicha, który choć ciągle mocny wydaje się być trochę wymęczony i na dłuższą metę rozczarowujący. Tam gdzie błyszczy reszta zespołu, tam też głos wokalisty wydaje się zostawać w tyle, nie nadążać za pędzącym i pewnym siebie zespołem. Jednak ciągle wokal na płycie jest czytelny i dobrze wyprodukowany, co jest niepodważalnym plusem albumu. Nie zaskakuje też liryczna strona płyty, która podkreśla, że materiał równie dobrze mógłby ukazać się w czasach dawnej świetności zespołu. Nie jest to wada, ale w tym pełnym werwy powrocie brakuje świeżości.

Pozytywnie, ale podobnie, przede wszystkim od strony instrumentalnej zaskakuje drugi utwór na płycie –  R.T.H., który rzetelnie wywiązuje się z postawy, jaką przyjął zespół, zdający się pozostawać wiernym dawnym muzycznym obietnicom i tradycji metalowego grania. Chyba najbardziej poruszającym utworem na płycie jest rozpoczynający się od posępnego, akustycznego wstępu, stopniowo rozkręcający się ku wielkiemu finałowi i gitarowej kanonadzie Czas umiera, który ponownie nie zaskakując tematyką tekstu, zostawia najtrwalszy ślad po przesłuchaniu płyty. Im dalej na albumie tym więcej dobrze znanych, choć mile widzianych muzycznych rozwiązań. Jednak tytułowy utwór nie zachwyca. Umieszczony w centralnym punkcie krążka nie wyróżnia się, a nawet zawodzi brakiem dobrego rozwinięcia pomysłowego wstępu. Na dłuższą metę staje się monotonny i miałki. Wynagradza to na szczęście „Kłamca”, który prostymi, sprawdzonymi środkami, gwarantuje solidną dawkę mocnego, nie przekombinowanego grania, jakiego trochę brakuje na tej płycie.

Nie jest tajemnicą, że najjaśniejszą stroną płyty jest zgrany i rozpędzony, ale też pełen mocy i finezji instrumentalny skład Dragon. Jest takie powiedzenie w przemyśle muzycznym, że zespół jest tak dobry jak jego perkusista. Ja poszerzyłbym je w tym przypadku o całą sekcję rytmiczną, bo zarówno nowy perkusista Mikołaj Toczko, jak i Krzysztof „Fazee” Oset na basie trzymają w ryzach ten album i nadają bieg niezwalniającym dzięki nim tempa kompozycjom. Z kolei gitarzysta Jarosław „Gronos” Gronowski wycina solówki i zagrywki, które podnoszą album do rangi godnej statusu legendy metalu. Gdyby taki materiał ukazał się jeszcze kilkanaście lat temu, wiele utworów z tej płyty z pewnością stałoby się z miejsca żelaznymi pozycjami w koncertowym zestawie zespołu. Album kończy utwór „Klatka przeznaczenia”, w którym to Dragon nie biorą jeńców. Mocny, zapadający w pamięć finał płyty.

Czy Arcydzieło zagłady jest udanym powrotem? Z pewnością nie brak mu solidnych podstaw i artystycznej konsekwencji, z którą zespół pędzi przez kolejne utwory najnowszego krążka. Materiał jest ciężki, jednak nie przytłaczający. Teksty o sprawdzonej, złowieszczej tematyce również nie zaskoczą fanów takiego grania. Jednak czy płyta wywiązuje się z przypisanej w tytule obietnicy arcydzieła? Miano to zespół nadał sobie chyba trochę nad wyrost. Muzykom nie brakuje jednak pewności siebie, co doskonale słychać w tych rozbudowanych i mocnych kompozycjach. A już w połączeniu z umieszczoną również w tytule zagładą, dobrze określa ona muzyczne spustoszenie jakie niesie ze sobą instrumentalna siła Dragon. Jest to już trochę muzyka przeszłości, do której jednak na pewno wielu powróci z wielkim sentymentem. Dla jednych będzie to wada, inni poczują powiew dawnego klimatu. Bo w swojej kategorii oraz na polskiej scenie metalowej, Dragon broni się niesłabnącą, mimo upływu lat mocą i wiernością dawnym muzycznym ideałom, które z nowoczesną produkcją wciąż utrzymują mocne, gitarowe granie przy życiu. Bez wątpienia w swojej kategorii płytę Arcydzieło zagłady możemy uznać za udany powrót zespołu po wielu latach.

Recenzja : Kuba Banaszewski

Lista utworów Dragon „Arcydzieło Zagłady”:

1. Przemoc
2. R.T.H.
3. Nie zginaj kolan
4. Czas umiera
5. Arcydzieło zagłady
6. Skaza
7. Kłamca
8. Klatka przeznaczenia

Znalezione obrazy dla zapytania: Dragon – Arcydzieło zagłady

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *