Wywiad z Declanem Welshem (Declan Welsh And The Decadent West)

Szkocka grupa alternatywno-rockowa Declan Welsh And The Decadent West może pochwalić się pokaźną sumą chwytliwych, ostrych kompozycji. Liryczna sfera ich twórczości jest głęboko związana z problemami współczesnego świata. Muzycy nie pozostawiają suchej nitki nad społecznym  zagubieniem. Nie boją się również angażować politycznie, czego dowodem może być ich występ na imprezie Labour For Socialism “Concert For Corbyn” oraz negatywne wypowiedzi Declana na temat Brexitu.  W 2019 roku ukazał się ich pełnoprawny album “Cheaply Bought, Expensively Sold”, zawierający znane z playlist Spotify hity “Absurd”, czy “No Fun”. We wrześniu tego roku światło dzienne ujrzała ich najnowsza Epka “It’s Been A Year“.

2 września zobaczyliśmy Wasze najnowsze wydawnictwo, extended play “It’s Been A Year”. Czy mógłbyś opowiedzieć coś nam, słuchaczom o wizji albumu? Jakie przesłanie on niesie?

DW: Cóż, jest to zbiór piosenek, z których niektóre są bardzo nowe (Vladimir), inne natomiast istniały od jakiegoś czasu w pewnej formie (Parisian Friends). Partie instrumentalne w większości przyszły, gdy przebywaliśmy w studiu, pracując nad pewnymi pomysłami, które miałem. Uważam, że w miarę jak to wszystko układało się w całość, muzyka zaczęła wybrzmiewać obecnym charakterem, z większą ilością warstw, pogłosów, harmonii i naciskiem na melodię. Lirycznie, wszystko pochodzi z podobnego miejsca tzn. perspektywy bycia samotnym z zewnątrz, patrząc w głąb. Krążek jest trochę bardziej introspektywny i tajemniczy, niż wcześniejszy album. Myślę, że to naturalne, biorąc pod uwagę rok, czy dwa, które wszyscy przeżyliśmy. Spędzasz dużo czasu z własnymi myślami w zamknięciu, to przenika do twoich tekstów. Jeśli album w ogóle niesie jakieś przesłanie, to prawdopodobnie jest nim refleksja nad samym sobą i nostalgiczna nadzieja, że sprawy wrócą do lepszego miejsca.

Wyruszacie w trasę koncertową “It’s Been A Year Tour”. Czy w przyszłości planujecie promować swoją muzykę poza granicami Wielkiej Brytanii, np. w formie serii koncertów w innych krajach Europy?

DW: Bardzo bym chciał, ale z Brexitem i COVID wszyscy jesteśmy w zawieszeniu. Jak tylko będziemy mogli, to na pewno się tam pojawimy.

4 sierpnia opublikowaliście nowy singiel zatytułowany “Talking To Myself”.  Czy możesz opowiedzieć o swoich doświadczeniach związanych z kręceniem teledysku do tego utworu?

DW: Wziąłem 3 prysznice w pełnym ubraniu w mojej własnej łazience i ekipa to sfilmowała. To miało być jedno ujęcie, ale kiedy włączyłem prysznic za pierwszym razem, przypadkowo poleciała zbyt zimna woda i skończyło się na robieniu bardzo głupich min przez pierwsze 30 sekund, kiedy moje ciało się dostosowało.

Artysta, który najbardziej wpłynął na twoje postrzeganie sztuki?

DW: Billy Bragg.

Jaki jest Twój ulubiony utwór z dyskografii Decadent West?

DW: W ostatnim czasie wspomniane “Talking To Myself”.

Jednym z głównych zabiegów artystycznych, który ubarwia kompozycje waszego zespołu, jest satyra. Czasami odnoszę wrażenie, że wasza twórczość jest lekko nacechowana groteskowym wydźwiękiem uwypuklającym błędy świata. Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz? Oczywiście to komplement.

DW: Dziękuję! Nie jestem pewien, czy określiłbym to groteską, ale tak, lubię małe szczegóły, które być może nie są uważane za romantyczne przez innych ludzi. Lubię odnajdywać piękno i znaczenie w małych, pozornie nieistotnych momentach naszego życia. To jest właśnie to, co mnie chwyta.

Skąd wziął się pomysł na nazwę zespołu?

DW: Z aliteracji i faktu, że ta nazwa jest zabawna! Jestem dość lewicowy, więc śmieszyło mnie, gdy wziąłem ten głupi antyamerykański slogan, który jest tak ważny dla samego siebie i zrobiłem z niego nazwę zespołu.

Gdybyś miał opisać współczesny świat w jednym zdaniu, jakbyś go określił?

DW: Zbyt pewny siebie.

Z którym artystą bądź artystką chciałbyś nagrać piosenkę?

DW: Lizzo

Pandemia również wpłynęła na twoją pracę.

DW: Z początku to wszystko wydawało się przerażające, ale nauczyłem się tworzyć w czasie lockdownu, co sprawiło, że napisałem dużo nowych kawałków. Kiedy nie mogliśmy koncertować, znalazłem inną pracę w mojej branży i wszystko się ustabilizowało, więc można powiedzieć, że jestem jednym z tych szczęśliwców.

Jak powstają wasze kompozycje? Czy wolisz pisać teksty do partii instrumentalnych, czy odwrotnie?

DW: Kiedyś wszystko pisałem na gitarze akustycznej, ale teraz używam Ableton Live i daje mi to wielki ubaw. Mam tendencję do pisania muzyki jako pierwszej.

Czy coś zmieniło się od czasu wydania “Cheaply Bought, Expensively Sold”?

DW: Niewiele heh? Powiedziałbym, że to całkiem spokojne 3 lata. Mówiąc na poważnie, myślę, że jesteśmy zdecydowanie lepszym zespołem, wciąż poszerzając swoje brzmienie.

Najbardziej szkocka rzecz, jaką można zrobić?

DW: Powiedzieć “I love that cunt” (PL. Kocham tę c*pę.) i rozumieć to jako największy komplement, jaki można komuś powiedzieć.

Kiedy słyszysz “Polska” twoje pierwsze skojarzenie to…

DW: Jako kibic Celticu powiem – Artur Boruc. Nazywaliśmy go holy goalie (PL. świętym bramkarzem) i jest u nas absolutną legendą.

Pytanie o sprzęt muzyczny. Jaki typ gitary uznałbyś za najlepiej brzmiący?

DW: Nie mogę przejść obojętnie obok Telecastera. Nigdy nie chciałem innej gitary.

Czy jest szansa, że przyjedziecie do Polski?

DW: Bardzo byśmy chcieli. Kiedyś byłem w Krakowie i uważam, że jest piękny. Będziemy zaszczyceni, jeśli tylko znajdzie się okazja, żeby wrócić.

Dziękuję za ciekawy wywiad.

Rozmawiał Kamil “Inky” Kołacz

fot. Sedona May

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *