Wywiad z Gabbi Coenen (RVBY MY DEAR)

RVBY MY DEAR to art-popowy projekt Gabbi Coenen, wokalistki, autorki tekstów i multiinstrumentalistki pochodzącej z Perth w Zachodniej Australii, a obecnie mieszkającej na Brooklynie w Nowym Jorku. Będąc  pianistką formalnie wykształconą od 4 roku życia, Coenen założyła RVBY MY DEAR jako ujście dla swoich tekstów po przeprowadzce do Nowego Jorku, gdzie uczęszczała na jazzowy program wokalny The New School.

Jej debiutancki album “Waiting” Opisywany jako “przyprawiający o dreszcze quasi-pop”, porównuje się do takich wykonawców jak Portishead, Daughter i Massive Attack. Wyprodukował go Andrew Lappin (L’Rain, St. Lucia, Passion Pit). W maju 2019 roku spod szyldu Villainy Records krążek ukazał się zarówno w formie cyfrowej jak i winylowej. Wydawnictwo włączono do listy Trip-Hop Nation’s Best of 2019, a single takie jak: “Try”, “Cycles” i “Draw” były prezentowane przez niezależnych wyjadaczy muzycznych: The Line of Best Fit, The Deli Magazine (tytuł Artysty Miesiąca) i Happy Mag.

Skąd wziął się pomysł na nazwę projektu muzycznego?

GC: Pochodzi ona od standardu jazzowego “Ruby, My Dear” pianisty Theloniousa Monka. Kiedy założyłam zespół, byłam jeszcze na studiach wokalistyki jazzowej i chciałam, żeby nazwa nawiązywała do koloru czerwonego.

Jakich artystów szanujesz najbardziej? Gdzie znajdują się Twoje muzyczne korzenie? Czy miałaś jakiegoś artystę, na którym się wzorowałaś, mówiąc “chcę być taki jak on/ona”?

GC: Mam tak wielu ulubionych artystów, że niemożliwe byłoby wymienienie ich wszystkich! Jeśli chodzi o muzyczne korzenie, moje podejście do śpiewu i harmonii w autorskich piosenkach jest zdecydowanie inspirowane jazzem, to właśnie w nim jest większość mojego muzycznego wykształcenia. Kiedy studiowałam, chciałam być następną Gretchen Parlato, ale kiedy pisałam własną muzykę, doszłam do wniosku, że tradycyjne jazzowe instrumentarium nie jest dla niej najlepszą oprawą. Uwielbiam trip-hopowych artystów z lat 90. takich jak Massive Attack i Portishead, a także nowszych artystów jak Daughter i James Blake, to moje najbardziej bezpośrednie inspiracje.

“Waiting” ujrzało światło dzienne w 2019 roku, czy planujesz wydać jakiś nowy materiał?

GC: Tak! Siedzę na 5 niewydanych singlach, które nagrałam w 2020 roku podczas wczesnych dni pandemii. Nadal rozgryzam oprawę graficzną i teledyski, ale na pewno zostaną wydane w przyszłym roku. W tych partiach jest jeden utwór, który stał się inspiracją dla brzmienia mojego następnego albumu, więc mam nadzieję, że zacznę nagrywać krążek w przyszłym roku.

Jak wiele zmieniło się od czasu, gdy zacząłeś tworzyć RVBY MY DEAR?

GC: Pisanie i produkcja zdecydowanie ewoluowały na przestrzeni lat, ale jeśli posłuchasz moich najwcześniejszych utworów w porównaniu do tych nowszych, niepublikowanych, wciąż możesz usłyszeć, że to ja. Myślę, że największą zmianą było odejście od podejścia ‘zespołowego’ i stanie się bardziej solowym artystką. Kiedy zyskałam pewności siebie jako kompozytorka i autorka piosenek, zdałam sobie sprawę, że nie muszę tak bardzo polegać na innych ludziach.

Warto zauważyć, że brałaś lekcje gry na pianinie od 4 roku życia.

GC: Najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiła dla mnie moja mama! Wszystko piszę na pianinie, to istotna część mojego procesu twórczego.

Kandydat na najlepszą piosenkę z “Waiting”?

GC: Cóż, wiem jaki jest ulubiony utwór fanów (“Cycles” oczywiście), ale moimi osobistymi faworytami są “Draw” oraz utwór tytułowy.

Dlaczego zdecydowałaś się nazwać album “Waiting”?

GC: Większość piosenek napisałam w czasie, gdy czekałam na zatwierdzenie mojej pierwszej wizy pracowniczej w USA – trwało to około 6 miesięcy i nie mogłam w tym czasie pracować ani grać koncertów, więc dosłownie “czekałam” na pozwolenie na zrobienie czegokolwiek. To doświadczenie wpłynęło na zawartość liryczną albumu, chociaż, co zabawne, byłam bardzo bliska nazwania go “Cycles” zamiast finalnej nazwy! Tytułowy utwór jest jednym z moich ulubionych na albumie, a ponieważ jest ostatni na trackliście, wiedziałam, że większość przypadkowych słuchaczy o nim zapomni, więc chciałam w jakiś sposób zwrócić na niego uwagę.

Czy myślałeś o zagraniu trasy na starym kontynencie – Europie?

GC: Bardzo bym chciała – mój tata jest Holendrem, więc odwiedziłam Europę kilka razy, a w 2019 roku odbyłam trasę po Serbii i Czarnogórze z inną grupą, z którą kiedyś śpiewałam. Nie mogę się doczekać, żeby tam wrócić!

Skąd czerpiesz swoj
e inspiracje?

GC: Z słuchania starej i nowej muzyki, książek, filmów i soundtracków oraz rzeczy, które tworzą moi przyjaciele. Muzyka z serii gier Zelda jest czymś, do czego często wracam.

Z którym artystą chciałabyś współpracować?

GC: Myślenie życzeniowe, ale gdybym mogła zaśpiewać w utworze Massive Attack, to byłoby to spełnienie moich marzeń.

Czy kiedy patrzysz na zachody słońca w USA, myślisz o Australii?

GC: To jest takie słodkie pytanie! Jest wiele rzeczy w Los Angeles, które przypominają mi o domu, wliczając w to zachody słońca.

Czy pandemia wpłynęła na Twoją pracę?

GC: Miałam to szczęście, że w pierwszych dniach nie wpłynęła w ogóle na moje inspiracje czy kreatywność, wręcz ulżyło mi, że miałam dodatkowy czas na pracę nad nowymi kompozycjami. Pomimo, że wszystkie moje koncerty zostały odwołane, uczę śpiewu i gry na pianinie, więc mogłam przestawić wszystkich moich uczniów na lekcje Zoom. Jednakże w miarę jak pandemia się przedłużała, utknęłam w martwym punkcie i nie byłam pewna, czy powinnam rezerwować koncerty, czy nie, albo kiedy wydać nową muzykę. Ostatnie półtora roku było naprawdę ciężkie dla branży, więc najlepszą rzeczą, jaką każdy może zrobić, żeby wspierać swoich ulubionych artystów, jest kupowanie ich płyt i merchu, a także słuchanie ich piosenek non-stop!

Jak wyglądał proces nagrywania i pisania?

GC: Tylko 2 z tych piosenek były grane na żywo, zanim je nagraliśmy (“10:17” i “Firespot”). Resztę napisałam sama i wysłałam wstępne demo do producenta, zanim sprowadziłam zespół, by nagrał poszczególne partie. To był właściwie pierwszy raz, kiedy pracowałam z producentem i to była świetna zabawa. Facet, z którym współpracuję, jest tak ogromnym profesjonalistą, że nie musiałam się martwić, że jakieś szczegóły zostaną pomylone lub zapomniane, ale co najważniejsze, rozumiał wszystkie moje muzyczne odniesienia i był w stanie bazować na nich bez wysiłku.

Nie mogę zaprzeczyć, że “Cycles” i “Firespot”, to jedne z najbardziej klimatycznych kompozycji, jakie kiedykolwiek słyszałem. W jaki sposób powstawały?

GC: Dziękuję! Zarówno “Cycles” jak i “Firespot” zostały napisane w takiej kolejności, w jakiej słyszysz poszczególne sekcje – zaczęłam od małych riffów intro na pianinie, a potem dodawałem inne sekcje w miarę upływu czasu. Zajęło mi trochę czasu znalezienie pasujących do nich tekstów, rzadko kiedy przychodzi mi do głowy wszystko naraz. Nigdy nie grałam “Cycles” na żywo przed nagraniem, więc wszystkie elementy, które słyszysz, zostały stworzone albo w studio, albo przeze mnie w domu (ten mały syntezator w intrze to dosłownie tylko stockowy dźwięk, który znalazłem w Logicu). Mój producent użył masę efektów gitarowych do wszystkiego, nie tylko gitary. Użyliśmy też tego dziwnego instrumentu zwanego Omnichordem i side-chainowaliśmy go do bitu, więc to właśnie on tworzy pulsujący/swingujący dźwięk, szczególnie na początku.


Czy był
aś kiedyś w Polsce? Co sądzisz o Polakach?

GC: Nie, ale bardzo bym chciał! O dziwo, kilka lat temu śpiewałam na imprezie dla polskiego konsulatu w Nowym Jorku, nie miałam okazji nikogo poznać, ale fajnie było śpiewać po polsku.

Najpiękniejsze miasto na świecie to…

GC: Perth.

Wokół jakich tematów oscylują Twoje teksty?

GC: Cokolwiek mam w głowie w danym momencie.

Interesujesz się poezją?

GC: Właściwie nie czytam jej zbyt wiele, ale “Bóg rzeczy małych” Arundhati Roy to w zasadzie poezja w formie powieści.

Czy pamiętasz swój pierwszy koncert przed publicznością jako RVBY MY DEAR?

GC: To było w zamkniętym barze na Greenpoincie. Wszyscy moi przyjaciele byli w składzie, było super zabawnie.

Najzabawniejsza lub najciekawsza sytuacja z Twojej kariery muzycznej. Jakie momenty wspominasz najmilej?

GC: Kilka lat temu mój stary gitarzysta, klawiszowiec i ja udzieliliśmy wywiadu radiowego dla tej dziwacznej chrześcijańskiej stacji radiowej (nie wiedzieliśmy wtedy, że to coś religijnego), a prowadzący ciągle odnosił się do klawiszowca jako “artisanal keyboardist (PL. rzemieślniczego klawiszowca). Myślę, że do dziś ma ten zwrot w swoim bio na Twitterze.

Dziękuję za wywiad!

Rozmawiał: Kamil “Inky” Kołacz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *