Co ma wspólnego “Symphony of Destruction” z powieścią “Moby Dick”? Szczera rozmowa przy kawie z basistą Megadeth !

Na dzień przed warszawskim koncertem Megadeth, Five Finger Death Punch i Bad Wolves niespodziewanie gruchnęła wiadomość: David Ellefson będzie spotykał się z fanami w Cafe Rock’n’roll w centrum miasta. Wiadomość szybko obiegła internet i choć tego dnia w Progresji występował sam Zakk Wylde ze swoim projektem Zakk Sabbath, gości nie zabrakło. Skorzystaliśmy z tej okazji by porozmawiać z legendarnym basistą. Już od pierwszych zdań było wiadomo, że spotkaliśmy szczerego i sympatycznego muzyka, którego w najmniejszym stopniu nie zepsuła gwiazdorka. Dave szczerze i ciepło pogadał z nami o kawie, muzyce i swoim sposobie na życie.

 

B – Błażej Grygiel  (Strefa Music Art)

D – David Ellefson (Megadeth)

 

B – Cześć, witamy w Polsce. Miło znów Cię widzieć, to nie pierwszy Twój raz w Polsce. Jeden z najbardziej znanych basistów świata heavy metalu, thrash metalu i hard rocka przyjeżdża do Polski promować… kawę! Opowiedz mi zatem o kawie.

D – Tak, jesteśmy tu na trasie Megadeth, Five Finger Death Punch oraz Bad Wolves. Współpracuje z wieloma osobami na całym świecie. Mamy zaprzyjaźnione zakłady parzące kawę w Brazylii, Londynie w Minneapolis w Minessocie  oraz Phoenix w Arizonie. Dlatego zawsze mam swoją kawę przy sobie.  Pomysł pojawił się w związku z promocją tu, dzisiaj w warszawskim Cafe Rock’n’Roll. Tak więc mamy sesję autografową, mam swoją kawę, przywiozłem syngowane moim nazwiskiem gitary basowe Jackson. W USA nazywamy to David Ellefson Pop-up retail shop (Pojawiający się znikąd sklepik Davida Ellefsona).

B- Zupełnie spontanicznie?

D – Tak jest!

B – Rzeczywiście, jest sporo fanów, choć to spotkanie znienacka. Wielu muzyków otwiera własne interesy, jedni robią tequilę, inni sos barbeque. Ty wybrałęś kawę, dlaczego?

D – Przestałem zupełnie pić alkohol około 30 lat temu. Więc prowadzę zdrowe życie wraz z karierą. Kawa jest ze mną od zawsze. Potrafię teraz wiele rzeczy w iej docenić, szczególnie posiadając swoją markę. Na całm świecie istnieje wiele sposobów jej picia. W USA dorastałem pijąc kawę filtrowaną, w Europie popularna jest z ekspresu, a ostatnio w stylu Nescafe z ekspresów z kapsułkami. W Ameryce jest podobny system promowany przez inną  markę, w Japonii i Kanadzie wciąż pije się parzoną w starym stylu – filtrowaną. Nauczyłem się doceniać tę różnorodność. Zawsze wożę ze sobą french press i korzystam z niej. To jeden z najczystszych sposobów parzenia. Mój french press nie jest szklany tylko metalowy i może znosić trudy podróży, doskonale się sprawdza. Każdy dzień zaczynam od kawy, piję ją czasem po południu. To właśnie sprowadza mnie do dzisiejszej akcji.

B – Czy myślisz o tym na poważnie, jak kolejnej swojej formie działalności na przyszłość? Jeśli na przykład stwierdzisz, że już dość muzykowania.

D – Tak naprawdę wszystko jest tu powiązane z muzyką, zatem lepiej dla mnie jeśli dalej będę grał rock’n’rolla. Nie myślałem nigdy o tym by przejść na emeryturę, bo po to pojawiłem się na tym świecie, by grać. Gitara basowa i muzyka sprawiły, że się spotkaliśmy tutaj, że jest z nami ta kawa. To główne źródło całej tej podróży. Dla mnie to nie są osobne fragmenty życia, to wszystko łączy się w opowieść. Jeśli lubisz kawę i nie znasz Megadeth, moje nazwisko cię naprowadzi, a jeśli znasz zespół a nie znasz kawy – proszę bardzo, już wiesz.

B – Jak długo się tym zajmujesz?

D – Około trzech lat, moim pierwszym dostawcą był Paul Wagoner, gitarzysta zespołu Between the Buried and me. Wraz z żoną produkują kawę w  Północnej Kalifornii.  Gdy marka zaczęła się rozrastać zaczęliśmy współpracować z innymi producentami na całym świecie, żeby powiększyć zasięg. Dostanie się do wielkich sieci handlowych wymagałoby ogromych inwestycji i na razie jest to zupełnie poza moim zainteresowaniem. Wtedy stał by się to biznes w pełnym wymiarze godzin. Teraz, jak zauważyłeś, to część mojego rock’n’rollowego życia. A gdy może zmieni się kiedyś intensywność rozkładu koncertów, będę to rozaważał. Póki co jest dobrze tak jak jest. Jesteśmy tutaj bo kochamy rock’n’rolla i kawa może być częścią naszej rozmowy.

B – Przywiozłeś ze sobą specjalną gitarę basową. Grasz na podobnej, widziałem też takie w sklepach. Jaka stoi za nią historia?

D – Tak, mam ze sobą David Ellefson Signature Jackson Bass. Wyszło ich kilka modeli, tu przywiozłem ten trochę tańszy, wersja importowana, te na których sam gram są nieco droższe i powstają w kalifornisjkiej pracowni Jackson Custom Shop. To świetne modele, mógłbym sam na nich grać zarówno na koncertach jak i warsztatach. Wożę je ze sobą, w ramach takiego założenia: “dobre, lepsze, najlepsze”.

Podczas spotkania kawa jest taką pamiątką, którą można sobie kupić. Czasami fani mają więcej pieniędzy i wtedy zakupią pakiet VIP. Wreszcie zdarzą się i tacy, którzy wrócą do domu z gitarą basową. Niektórzy po prostu mówią, że powieszą ją sobie na ścianie, ktoś inny sam jest basistą i szuka dobrego instrumentu, na którym grałem. Dlatego go tu przywiozłem, bo może zainteresować fanów.

B – Pojawiałeś się w Polsce na warsztatach basowych, jesteś rozpoznawalnym muzykiem z dużym wpływem na innych. Także na mnie, bo gram na gitarze basowej, uczę się przy twoich płytach i podziwiam partię w “My last words”. Jak to zagrałeś?

D – Bardzo szybko!

B – Szalona prędkość. Czy uczysz młodych ludzi grania na basie? Obserwujesz zaintersowanie rock’n’rollem czy to raczej gitary dla starszych, któzy pamiętają “Rust in peace”? Czy jest nowa fala młodych muzyków?

D – Jedno i drugie. W czasie mojej kariery wrosło pokolenie wychowane na tej muzyce, ale nawet dzisiaj rozmawiałem z bardzo młodymi ludźmi, którzy słuchają The Beatles czy Alice’a Coopera i wreszcie podoba im się album “Peace sells”. To ciekawe, że muzyka jest ponadczasowym głosem. Na tych albumach zatrzymaliśmy chwile, opowieści. Te historie  dalej przemawiają do ludzi. To trochę jakby pytać: “po co mam dziś czytać << Moby Dick’a>>?” Został napisany tak dawno temu, kogo to dziś obchodzi, są nowe rzeczy.

B – Ale wciąż jest dobry!

D – Wciąż jest dobry i muzyczne albumy są w takim samym stopniu opowieściami co książki. Nie jestem nauczycielem gry na basie. Mógłym być, ale są ludzie znacznie lepiej wykwalifikowani do tego. Natomiast mogę zachęcać do muzyki, jak kiedyś zachęcili mnie Gene Simmons, basita Teda Nugenta czy Tom Hamilton z Aerosmith.

B – To twói basowi idole?

D – Tak, Fred Turner z Buchman – Turner Overdrive. Przez takich muzyków codziennie po szkole siadałem do gitary basowej katując Judas Priest, Iron Maiden czy Motorhead. W końcu dzięki temu stałem się gościem, którym pomógł stworzyć Megadeth.

B – Twoja muzyczna historia ma wiele rozdziałów, grałeś w wielu kapelach, różne rodzaje muzyki. Czy umiałbyś z nich wybrać ten, z którego jesteś najbardziej dumny?

D – Wszystkie są ważne. Mam dwójkę dzieci, syna i córkę, kocham je tak samo. Gdybym miał ósemkę, kochałbym je po równo.  Tak samo jest z muzyką. Każdy z tych projektów miał swój sens w danym czasie. Metal Allegiance był specjalnym zgromadzeniem, zrobiliśmy razem kilka płyt, to wyjątkowa grupa przyjaciół. To wciąż jest kontinuum, nie moment w czasie. Oczywiście Megadeth, to już 36 lat wspólnego grania z Dave’m. Wiele razy obaj myśleliśmy, że to już koniec ale tylko po to by znów zagrać kolejną trasę. To, co nam się udało zrobić jest fantastyczne. Jestem dość wszechstronnym muzykiem i twórcą piosenek. Słowo, które mnie chyba najlepiej określa to współtwórca. To więcej niż basista, to więcej niż basista Megadeth, więcej niż twórca piosenek. To współtwórca opowieści, której częścią jest wszystko, także ta rozmowa. To co staram się wnosić do projektów to nie tylko umiejętności i doświadczenie, ale także duch współpracy. To kluczowe, moim zdaniem moja największa zaleta.

B – Co doradziłbyś/powiedziałbyś wszystkim młodym muzykom, którzy dzisiaj zakładają swoje pierwsze kapele, mają ogromne marzenia. Co powinni robić, czego unikać?

D – Gdy zaczynasz masz szerokie możliwości, radzę grać z każdym, grać wszystko, każdy styl! Ale tak jak w edukacji: przedszkole ma ogóly program, a potem następuje stopniowa specjalizacja. Gdy idziesz do liceum już masz zawężony program, w koledżu jeszcze bardziej, a gdy kończysz studia jesteś ekspertem w wąskiej dziedzinie. Mam takie doświadczenie w muzyce: najpierw szeroka współpraca z wielką liczbą projektów, ale gdy trafiłem do Megadeth – zupełna koncentracja z laserową precyzją na jednym stylu. To działa. Gdy widziś logo Megadeth oczekujesz jakości i ona musi tam być.

Gdy zaczynasz coś nowego i to działa, rób to. Jeśli nie działa, zmień to, nie bądź uparty “ja taki jestem i koniec”. Często z Dave’m przywołujemy sobie film “Purple Rain”. Tam szef klubu przy Pierwszej Alei mówi do Prince’a: “Tylko ty rozumiesz swoją własną muzykę.” Twoja muzyka musi tworzyć połączenie z ludźmi. Gdy jesteś na scenie, gdy nagrywasz – to język łączący serca. Jeśli dociera –  kontynuuj, jeśli odbija się od  ściany – spróbój innego podejścia.

B – Jak długo jesteś na rynku…

D – Gram na basie jakieś 45 lat.

B – To dłużej niż ja żyję, jak udaje Ci się zachować tę energię?

D – To wbrew pozorom nie tylko kawa. To mnie nakręca. Niedawno byliśmy na MegaCruise. Kiko zauważył, że ludzie mnie napędzają, gdy są wokół jestem przepełniony energią. To znów sprowadza nas do słowa “współtwórca” i współpracy. Tak jak tutaj: ty pytasz, ja mam odpowiedź. Dzisiejsze spotkanie: ktoś ma klub, ja mam fanów i kawę, więc współpracujemy by zorganizować imprezę. Ten zestaw ludzi nigdy się nie powtórzy, więc warto żyć tu i teraz. Życie dzieje się tylko tu i teraz, to mnie nakręca.

B – Kilka słów podsumowania dla fanów, jesteś tu teraz z nami, pierwszy raz od dość dawna, zobaczymy się znów szybko?

D – Zobaczymy się jutro na wielkim koncercie, żyjmy chwilą! Wspólny występ Megadeth, Five Finger Death Punch oraz Bad Wolves to wydarzenie dla wielopokoleniowej publiczności. To będzie fantastyczne wydarzenie.

… i rzeczywiście było – przypis redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *