Freelancerzy jak milionerzy – pandemia w przemyśle muzycznym

Żyjemy w ciekawych czasach.

Niecałe 2 miesiące temu stałam w scenerii z “The Walking Dead” w Universal Studio w Los Angeles… W postapokaliptycznym szpitalu z przygaśniętymi lampami, zwłokami porzuconymi na podłodze i napisami na ścianach. Było o awarii, o stanie wyjątkowym… wisiał gdzieś telewizor z nieco zbitą szybą, a w nim newsy na temat obecnej, kryzysowej sytuacji w ówczesnej rzeczywistości.

Dziś filmy I książki, które do niedawna były dla nas fikcją, przeniosły się na nasze ulice i to właśnie my bierzemy w nich udział, co gorsza, nie znając jeszcze zakończenia. Być może zombiaków nie uświadczymy, ale w ciągu kilku dni, pozytywne odczucia na widok barwnego plakatu informującego o koncercie Steel Panther zmieniły się w odczucia niepewności. Zaplanowane koncerty i wydarzenia muzyczne w naszych głowach zyskały nowy, alernatywny scenariusz: “może nie pójdę” “może odwołają…”, “może lepiej oddać bilet”, a branża muzyczna funkcjonuje dziś głównie dzięki wydarzeniom live… no właśnie.

Co to wszystko dla niej oznacza…?

 

W piątek 13go Marca Live Nation wydaje oświadczenie o przeniesieniu największego festiwalu świata, Coachelii, na październik i o zawieszeniu wszystkich tras koncertowych. Social Media szaleją, część fanów i zespołów przeklina i buntuje się. Krąży żartobliwy artykuł o tym, jakoby Nickelback kontynuowało trasę koncertową, bo na ich koncerty i tak nikt nie przychodzi, a ja zaczynam rozumieć, że pomimo wyobrażeń większości ludzi na temat bogactwa i świetności we współpracy z czołowymi gwiazdami sceny muzycznej, w świetle kryzysu powinniśmy schować nasze wyobrażenia do kieszeni.

 

Jest ktoś, kto ma za sobą 22 lat pracy w branży z takimi zespołami jak: KISS, Guns N’ Roses, Aerosmith, AC/DC, Judas Priest, Marilyn Manson, Kid Rock. Chce pozostać anonimowy. Wysłał mi w tym felernym dniu wiadomość:

PP: “Nie wiem co będzie z naszą współpracą. Prawdopodobnie nie uda nam się pojawić tak, jak planowaliśmy. Może być tak, że nikomu się nie uda… jeżeli do miesiąca sytuacja nie zostanie ustabilizowana, będę musiał poszukać pracy poza branżą. ty też powinnaś to zrobić. Pamiętaj, wszystko będzie dobrze.”

Niedługo później dostałam sms od wokalisty jednego z legendarnych grindcoreowych zespółów, który miał wkrótce u nas zawitać: “(…)Wszystko odwołane. Większość naszych roadies zostało bez pracy. My sobie jakoś poradzimy, ale ci ludzie mają umowy-zlecenia. Ich rodziny zostaną bez środków do życia.”

Przepadły rezerwacje w hotelach, część biletów lotniczych i wszyscy znaleźli się w sytuacji, na którą nikt nie był przygotowany. Co gorsza – to właśnie teraz spodziewali się napływu gotówki po ciężkim sezonie zimowym, bo to właśnie sezon wiosenno-letni to czas, w którym oni zarabiają najlepiej.

Artyści oraz Roadies to jednak tylko dwie gałęzie ogromnego drzewa jakim jest warta ponad 20 bilionów dolarów branża muzyczna. Nie wydawało by się zatem niczym dziwnym, że część z nich może być pogrążona w sytuacyjnym chaosie, ale musi być ktoś nad nimi, kto ten chaos “ogarnie”, jakiś szef, “Bóg”, nadzorca. Sony Music, Universal Music Group…

Pozwoliłam sobie zadzwonić do jednej ze znajomych osób, które musiały coś przecież wiedzieć o tym, jak to będzie dalej. Do kogoś do “Boga” zbliżonego. Po kilkunastominutowej rozmowie zdałam sobie sprawę z tego, że jednak ogromne międzynarodowe kolosy również nie były przygotowane na tę katastrofę:

Ja: “(…) Wydaje wam się więc, że wszystko nagle zacznie po prostu znowu funkcjonować w wakacje, tak samo jak dawniej?”

JD: “Tak. Będziemy dalej sprzedawać bilety i zajmować się swoją pracą. Musimy odrobić ogromne straty, które obecnie ponosimy. Wszystkie biura zostały na razie zamknięte. Część z nas pracuje w domach nad promocją zespołów.”

Ja: “Czy jest możliwe, że sprzedaż biletów nie będzie jednak taka sama, bo inne wydatki w społeczeństwie staną się przez jakiś priorytetowe? Czy przewidujecie taki scenariusz?”
JD: “Nie… nikt nie przewiduje takiego scenariusza. Musimy myśleć jak najbardziej pozytywnie… Chociaż może okazać się inaczej.”

Przemysł muzyczny nasycają dziś 2 główne źródła – sprzedaż biletów na wydarzenia oraz sprzedaż merchu. Nietrudno sobie wyobrazić, co stałoby się gdybyśmy faktycznie przestali chodzić na koncerty.

W The Rolling Stone Magazine gitarzysta Caleb Caudle zwiastuje upadek artystów, mówiąc o tym, że przetrwają tylko muzycy, którzy doszli na same szczyty. Czy aby jednak na pewno?

19 marzec

Sytuacja kryzysowa, w której się znaleźliśmy oraz zalecenia co do nie wychodzenia z domu stworzyła nieoczekiwane zjawisko, które zawdzięczamy dzisiejszej technologii – podcasty oraz koncerty Live Online. 17go marca w Dzień Św. Patryka amerykański celtycko-punkowy zespół Dropkick Murphys nieco spontanicznie postanowił wystąpić w internecie na żywo… całkiem za darmo. Koncert oglądało ponad 322,000 widzów na całym świecie, a sam Al Barr mówi, że czuł się głupio i podkreślał, że jest tylko punk rockowcem, a nie jakimś Mickiem Jaggerem.

Cały koncert nakręciło 20 osób, a ekipa Dropkick Murphys tym samym sposobem została finansowo wynagrodzona.

Na podobne pomysły wpadają muzycy na całym świecie.

20 marca Ryan Roxy (Alice Cooper) zaprosił fanów na godzinny podcast ze Steve’m Stevensem (Billy Idol) ogłaszając w pasku zbiórkę dobrowolnych dotacji na rzecz wsparcia tego typu podcastów. Tym sposobem mogliśmy obejrzeć bezpośrednią relacje dwóch znanych gitarzystów, a nawet zadać im pytania bez wychodzenia z łóżka.

Na Facebooku możemy znaleźć grupy (jak covidconcertseries), na których muzycy grając dla nas na żywo zachęcają do wspomagania ich w tym trudnym czasie. Niektórzy znani artyści, którzy nie są już u szczytów swojej sławy wystawiają na sprzedaż przedmioty, które dla niektórych fanów mogą okazać się drogocennym skarbem lub uzupełnić ich kolekcje.

 

Obecna sytuacja zachęca do myślenia i otwiera naszą wyobraźnie, co pozwala kreować co raz to nowsze sposoby na zaadaptowanie się do niej. Zamknęliśmy się w swoich domach, a w wielu z nich kreuje się właśnie coś cudownego. Rock N’ Roll nigdy w historii nie miał więcej wolnego czasu. Sama mogę przyznać, że moja gitara brzmi lepiej niż kiedykolwiek…

Jak cudownie będzie znowu wyjść na koncert po tak długim czasie?

Wspierajmy właśnie teraz artystów, napijmy się pysznej kawy i myślmy o lepszym jutrze. To co najlepsze jest dopiero przed nami.

 

Annie Christina Laviour

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *