Wywiad z Jakubem Węgrzynem/HellHaven

Witaj Kuba, dziękuję że znalazłeś czas i możemy chwilę porozmawiać o HellHaven, o płycie „Mitologia Bliskości Serc” i o wielu jeszcze innych rzeczach 😉
Przyjemność bezwzględnie po mojej stronie 😊 Jestem zwarty i gotowy.

Płyta – w końcu jest! To Wasz trzeci album, czy wg Ciebie to najlepsza płyta HellHaven?

Gdyby nie była najlepsza, to po co ten cały trud ? Nie zdecydowalibyśmy się nigdy opublikować nagrań, które byłyby dla nas wątpliwej jakości. Zdecydowanie najlepsza i najciekawsza, bo jest wypadkową całego doświadczenia, jakie zdobyliśmy i zebraliśmy podczas produkcji poprzednich krążków.

Zwykle tendencja jest odwrotna, Wy po płycie śpiewanej w języku angielskim, nagrywacie album w swoim ojczystym języku, co akurat z perspektywy czasu i dziesiątek odsłuchań płyty, uważam za posunięcie idealne! Przyznasz, że było to ryzykowne?

Bardzo ryzykowne, szczególnie z tego względu, że w naszym społeczeństwie cały czas pokutuje (chociaż już coraz mniej) to post-PRL’owskie podejście, że co zagraniczne to lepsze. Więc co śpiewane po angielsku, to musi być z natury lepsze niż polskie piosenki. I my w tym momencie wchodzimy, ubrani cali na biało i mówimy „nie tak do końca”. Mówisz „idealne”, to bardzo cieszy, ale myślę, że jesteśmy gdzieś na początku drogi w tworzeniu w naszym języku. To znacznie trudniejsze, niż się wydaje. Natomiast już zauważam pierwsze pozytywne aspekty tej decyzji, bo słuchacze zaczynają odnosić się do naszych tekstów. Interpretować je, zadawać pytania o znaczenie, co świadczy o tym, że podejmują próbę ich zrozumienia. O to właśnie nam chodziło. Przy poprzednich płytach śpiewanych po angielsku tego nie było. W końcu Sebastian może się pochwalić, że jego trud włożony w sferę liryczną rusza ludźmi i ich emocjami.

Ktoś może powiedzieć, że teksty śpiewane w języku Polskim ograniczają Wam możliwości pokazania się poza granicami kraju, czy w ogóle myśleliście o tym na etapie tworzenia muzyki na płytę? Jak do tego w rzeczywistości podchodzicie?

Poprzednie płyty sprzedały się w kilku tysiącach egzemplarzy poza granicami kraju, zebrały dobre/bardzo dobre recenzje i niby jest to sukces, ale nie przebiło się to na koncerty, lajki czy ilości wyświetleń (sorry, niestety ważne w dzisiejszych czasach). Stąd nasza decyzja była prosta, dość pragmatyczna – jeżeli i tak nie opanujemy świata, skupmy się na Polsce. To tu upatrujemy największej szansy. Udowodnijmy rodakom, że jest w naszym kraju kapela, która próbuje przebić się przez betonowy sufit undergroundu i udowodnić swoje racje.

Rozmawiając z ludźmi, którzy zasmakowali już „Mitologii…” zauważyłem pewną zależność… zwykle opinia jest taka, że album uzależnia z każdym odsłuchem. Zrobiliście to z premedytacją? haha, a już poważniej, każdy odsłuch płyty sprawia, że jeszcze trudniej się od niej uwolnić, album ma to coś w sobie, że chce się go słuchać i słuchać. Wszystkie melodie, praktycznie w każdym z utworów, uzależniają, to naprawdę świetny album! Gratuluję Wam tego! Czy Ty jako jeden z kompozytorów, na podstawie opinii w swoim otoczeniu lub wśród słuchaczy generalnie, masz poczucie że „Mitologia Bliskości Serc” to coś wielkiego, nieprzeciętnego?

Ścierają się we mnie dwie skrajne emocje. Jedna to wielka duma, radość i poczucie, że jest to nasze Opus Magnum, że przeskoczyliśmy wszystkie poprzeczki, które sobie postawiliśmy, a nawet jeszcze wyżej. Że stworzyliśmy dzieło kompletne, które ciężko będzie przebić kolejną płytą. I to są te emocje, które same w sobie są nagrodą za te lata pracy. Ale druga strona medalu jest taka, że cały czas czekamy na ten „sukces”. I mówiąc „sukces” nie wymagam od życia, abyśmy za miesiąc grali dla 100 000 osób, bo decydując się świadomie na tworzenie takiej muzyki wiemy, że pomimo iż ma ona sznyt mainstreamowy, to nadal muzyka słuchana przez wykwintną, ale jednak mniejszość. Czekamy na ten moment, w którym nasza muzyka pozwoli zespołowi się rozwinąć pod kątem możliwości koncertowych. Abyśmy doszli do momentu, że za tą niby świetną płytą, jak piszesz, pójdą ludzie. Bo chociaż takie wywiady, recenzje, artykuły są dla nas bardzo ważne i to najlepsza promocja muzyki, to jednak to odbiorca końcowy decyduje, czy ta płyta jest naprawdę dobra i czy odważy się, zdecyduje przyjść na koncert, kupić płytę. Cytując klasyka, bez tego „nie będzie niczego”. Możemy dostać sto recenzji z notą 10/10, ale jeżeli przeciętny kowalski powie takiej muzyce „nie”, nie będzie to dobrze wróżyło na przyszłość. Moim marzeniem jest zobaczyć na koncercie w tylu procentach wypełnioną salę, jaką średnią procentową ocenę zbiera ta płyta.Ścierają się we mnie dwie skrajne emocje. Jedna to wielka duma, radość i poczucie, że jest to nasze Opus Magnum. Że przeskoczyliśmy wszystkie poprzeczki, które sobie postawiliśmy, a nawet jeszcze wyżej. Że stworzyliśmy dzieło kompletne, które ciężko będzie przebić kolejną płytą. I to są te emocje, które same w sobie są nagrodą za te lata pracy. Ale druga strona medalu jest taka, że cały czas czekamy na ten „sukces”. I mówiąc „sukces” nie wymagam od życia, abyśmy za miesiąc grali dla 100 000 osób, bo decydując się świadomie na tworzenie takiej muzyki wiemy, że pomimo iż ma ona sznyt mainstreamowy, to nadal muzyka słuchana przez wykwintną, ale jednak mniejszość. Czekamy na ten moment, w którym nasza muzyka pozwoli zespołowi się rozwinąć pod kątem możliwości koncertowych. Abyśmy doszli do momentu, że za tą niby świetną płytą, jak piszesz, pójdą ludzie. Bo chociaż takie wywiady, recenzje, artykuły są dla nas bardzo ważne i to najlepsza promocja muzyki, to jednak to odbiorca końcowy decyduje, czy ta płyta jest naprawdę dobra i czy odważy się, zdecyduje przyjść na koncert, kupić płytę. Cytując klasyka, bez tego „nie będzie niczego”. Możemy dostać sto recenzji z notą 10/10, ale jeżeli przeciętny kowalski powie takiej muzyce „nie”, nie będzie to dobrze wróżyło na przyszłość. Moim marzeniem jest zobaczyć na koncercie w tylu procentach wypełnioną salę, jaką średnią procentową ocenę zbiera ta płyta.

Jest to Wasz trzeci album, moim zdaniem najbardziej dojrzalszy, jednocześnie przebojowy i na bardzo wysokim poziomie, nazwę to instrumentalnym i brzmieniowym. Słychać, że produkcja płyty wykonana została z należytym pietyzmem, a muzycy nie wypadli sroce spod ogona. Efekt finalny nie pozostawia żadnych wątpliwości, osiągnięto stu procentowy full. Jesteście zadowoleni z realizacji, studia i masteringu „Mitologii…”?

Za te pieniądze, te możliwości i jak to się mówi „na ten moment” – zdecydowanie tak. Mitologia jest produkcją z najwyższej półki, chociaż oczywiście zawsze znajdzie się wiele rzeczy do poprawy na przyszłość. Nie jest to oczywiście poziom nagrań, na które wydano np. pół miliona dolarów za sam miks i master, ale przeciętny słuchacz nie zauważy znaczącej różnicy, lub jeśli zauważy, będą to pojedyncze niuanse. Problem struktury naszej muzyki polega na tym, że jest ona wielowątkowa i zawiera bardzo dużo pojedynczych ścieżek, nagrań, instrumentów, brzmień. Kiedy wysyłaliśmy próbne nagrania do wstępnych miksów, szukając odpowiedniego inżyniera, kilku odpisało, że jest to dla nich za duży projekt i nie podejmą się realizacji. Co świadczy, jak potężne było to wyzwanie. Nikolas Roy Quemtri podjął się tego zadania z wynikiem bardzo dobrym. Sprawił, że te setki zarejestrowanych ścieżek są dzisiaj piosenkami.

Bardzo ciekawie o poszczególnych utworach opowiadacie na tzw „filmikach instruktażowych” 😉 Bardzo fajne posunięcie, przyznaję i proszę o więcej! Kiedy się ogląda, wspomniane filmy – nie można Was nie lubić, o swojej muzyce opowiadacie z pasją, widać że żyjecie tematem płyty i kochacie to co robicie, co zrobiliście. Zaangażowanie i wiara we własne umiejętności jest bardzo ważna, odnoszę wrażenie, że od czasu wydania poprzedniej płyty, staliście się maksymalnie wygłodniali, muzyki, twórczości i wszystkiego co z tym związane, chyba się nie mylę?

Robimy wszystko, aby wykorzystać szansę, jaka stoi za wydaniem Mitologii. Dla muzyka wydanie płyty to święto, na które najczęściej pracuje się kilka lat. To jak udział w Mistrzostwach Świata, gdzie raz na 4 lata, po setkach treningów i przygotowań masz szansę stanąć ramię w ramię z najlepszymi i walczyć o swoją pozycję. Tu jest dokładnie tak samo. Płyta została wydana, ale to dopiero początek wielkiej bitwy. Z każdym dniem, przed zaśnięciem myślimy co zrobić, żeby dotrzeć z muzyką do coraz większej rzeszy słuchaczy. Bo wiemy, że oni tam są, że płyta ma potencjał, tylko cały czas czujemy kłody pod nogami. To tak, jak w tym śnie, kiedy śnisz, że biegniesz – z całej siły przebierasz nogami, ale stoisz w miejscu lub posuwasz się bardzo wolno. Tak dzisiaj jest na naszej scenie muzycznej. Z jednej strony ogromna konkurencja, z drugiej niechęć większości ludzi do poznawania nowego i blokada na podobne nam zespoły w mainstreamie. Całe szczęście, że są jeszcze tacy słuchacze jak Wy. A co do filmików – będą powstawać. To jeden z wielu pomysłów, jak cały czas przekonywać ludzi do naszej muzyki, jak zaistnieć w ich świadomości. Nie poddajemy się tak łatwo.

Czasy mamy dziwne, choć obecnie i tak jest lepiej jak choćby w 2020 roku… Materiał wymaga promocji koncertowej, jest wręcz idealnym do grania live. Powiedz proszę, jak w HellHaven z koncertami? Widziałem Was na liście kilku imprez w tym roku, planujecie jakieś występy jeszcze w 2021?

Dobra, powiem to, co mi tam – jesteśmy najgorszym na świecie zespołem pod kątem organizacji koncertów. Period. Nie wiem jak inni to robią, że grają po całej Polsce. Próbujemy organizować eventy na 2022 rok i na razie cisza. Kluby się nie odzywają. Być może nie mamy odpowiednich znajomości, może pociągamy za złe sznurki, ale jak czyta to ktoś, kto chciałby nas na scenie – dajcie proszę znać. Jesteśmy gotowi ! Także odpowiadając na Twoje pytanie – na razie jest słabo. Być może to też jest pokłosie naszej decyzji, żeby nie dopłacać ogromnych pieniędzy do koncertów. Nie wiem, czy wypada nam tak „gwiazdorzyć”, ale staramy się grać koncerty do których nie będziemy musieli dopłacać. Po prostu. Po 13 latach grania zdecydowaliśmy się na ten „luksus”. Stąd też póki co bardzo trudno nam jest organizować samemu wypad przez pół Polski, gdzie pod sceną zobaczymy kilkanaście osób. Dlatego tak bardzo próbujemy rozepchać się rękami i nogami na polskim rynku, żeby ludzie nas dostrzegli, zaakceptowali, zaadoptowali kilka naszych płyt i przyszli na koncerty. Wtedy, gdy z tych 20 zrobi się 50, 80 czy 100, od razu zwiększą się nasze możliwości koncertowe. Odrobina matematyki – żeby zagrać koncert w przeciętnym klubie z systemem nagłośnieniowym, małą sceną, kilkoma światłami i realizatorem, trzeba zainwestować ok. 1000-3000 zł. Dołóż do tego szalejące ceny benzyny, wynajem busa, hotel, opłaty pośrednie i robi się koszt sięgający grube tysiące złotych. Żeby matematyka się zgodziła, musisz dać albo zbyt wysoką cenę za bilet, wtedy mało kto przyjdzie, albo niską – ale wtedy potrzeba Ci naprawdę pełnego klubu. Czy ja już wspominałem, że jesteśmy fatalni w te klocki ? 😊

Plany, plany, tym razem zapytam o plany z realizacją kolejnego teledysku, wiem że rozmyślacie nad kolejnym utworem, do którego ma zostać „nakręcony” kolejny klip?

Tak i to bardzo mocno. Zrealizowaliśmy już projekty do San Pedro Waltz, Miejsca Legenda i Nasz Requiem, w „poczekalni” siedzi gotowy projekt do kolejnego utworu, który będzie miał nie bez powodu premierę 20 grudnia, a teraz bierzemy się za realizację „dużego teledysku”. Będzie on reżyserowany, będziemy próbować w nim wystąpić osobiście, zobaczymy co się uda. Jak to w życiu bywa – pomysły są ambitne, zobaczymy co na to rzeczywistość, ale jesteśmy dobrej myśli. Na razie nie zdradzę, do którego utworu 🙂

Pojawia się coraz więcej recenzji Waszej płyty, większość jeśli nie wszystkie 😉 są delikatnie mówiąc bardzo pochlebne, mam nadzieję, że nie uderzy Wam do głowy „woda sodowa” ? 😉 Już poważniej 😉 – czy takie pozytywne opinie nt Waszej muzyki, jakoś dodatkowo Was nakręcają? mobilizują do jeszcze większej pracy?

Tak, patrz dwa pytania wstecz, gdzie mówiłem, że już uderzyła nam woda sodowa do głowy, bo nie chcemy grać koncertów, do których musimy dopłacać 😉 Także obawiam się, że idziemy w coraz gorszym kierunku i niedługo możemy kazać się wozić limuzynami i wymagać, żeby z kranu lał się Johnny Walker. A tak na serio – nie ma sodówy. Recenzje są świetne, przeszły nasze najśmielsze oczekiwania, ale tak jak mówię, cały czas czekamy z nadzieją, że te recenzje będą odzwierciedleniem rzeczywistości. Jesteśmy zespołem koncertowym, który żyje po to, żeby grać dla ludzi, szczególnie w czasach, kiedy płyt się prawie nie kupuje. Jeżeli w końcu zagramy w małym, ale w końcu pełnym klubie, będzie to dla nas spełnienie marzeń. I wtedy przyznam recenzentom rację – „daliście nam 9/10 i słuchacze się z tym zgadzają bo w końcu tu do cholery są !”

Cały czas mam w pamięci Wasz wspaniały występ podczas tegorocznego OSTRÓW PROG METAL ROCK FESTIVAL, wprawdzie graliście jeszcze kiedy było jasno (impreza na wolnym powietrzu i nie każdy mógł zagrać po zmroku…), to jako organizator mam nadzieję, że Wasze wspomnienia z owej imprezy też są pozytywne? Myślisz, że takie festiwale mają rację bytu? Publiczność owszem, z każdą godziną się zwiększała i wraz z nastaniem ciemności, frekwencja mogła się podobać, ale patrząc na inne koncerty nazwijmy to z muzyką progresywną, ze względu na frekwencje, nie wyglądały już tak dobrze…

Nie chce nikomu się podlizywać, ale to był jednej z najlepszych festiwali na jakim graliśmy. Jak dodasz do tego, że udało się tak wszystko zgrać, aby w ten sam dzień miała miejsce premiera „Mitologii” to już rozumiesz, dlaczego było to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii naszego zespołu. Gdyby tak wyglądały wszystkie koncerty… Strasznie, mega, ogromnie ważne jest też, aby zespół miał narzędzia do zachowania odpowiedniej jakości sztuki. Przykład tego festiwalu, gdzie wszystko było dopracowane ze strony organizatora w najdrobniejszym szczególe. Cudowny komfort gry na dużej scenie, świetne nagłośnienie, dobra akustyka. Te elementy, plus dopiero gdzieś pod koniec sama muzyka składają się na słowo „koncert”. Myślę, że czas w końcu mocno podkreślić, jak dobry organizator, dobry inżynier dźwięku i człowiek od świateł jest ważnym elementem całej składanki (i budka z piwem dla zespołu). Co do frekwencji – wiesz co pośrednio zabiło koncerty ? Za dużo zespołów zaczęło grywać w miejscach do tego nieprzystosowanych (patrz: HellHaven 10 lat temu) przez co ludzie zrazili się do małych, źle brzmiących, źle nagłośnionych i niewygodnych koncertów, bez względu na poziom muzyczny zespołu. Stąd organizacja takich festiwali, gdzie jest jakość, przestrzeń, wygoda, ma szasnę przekonać ludzi, że lepiej iść na koncert niż oglądać zespół na YouTube. Że na żywo jest to transcendentyczne przeżycie, którego nie da się tak łatwo zapomnieć. Musimy wspólnymi siłami wyciągnąć ludzi sprzed komputerów pod scenę.

Niedawno miała miejsce miła uroczystość, w Twoim rodzinnym mieście uhoronowano Cię pewnym wyróżnieniem, możesz powiedzieć coś więcej nt temat?

Nie tyle mnie, co cały zespół oczywiście. Tak – wyróżniono nas za wkład w lokalną kulturę i sztukę. To było bezprecedensowe wydarzenie, ponieważ pokazało, że muzyka gitarowa, metalowa to nie darcie ryja w zaplutej knajpie, tylko faktyczna sztuka sama w sobie. I może stać na równi z innymi artystami. Mam nadzieję, że przetarliśmy szlak na swojej lokalnej ziemi dla innych zespołów muzycznych tworzących coś innego niż tylko „bezpieczne style” jak Jazz, pop czy blues.

I sztandarowe pytanie 😉 – Czy wszyscy członkowie zespołu, słuchają muzyki progresywnej? Ciebie mam przy „mikrofonie”, zapytam więc bezpośrednio – inspiracje muzyczne Jakuba to?

Z klasyki – (uwaga będzie nudno !) Pink Floyd, Queen, Iron Maiden, Mike Oldfield, Led Zeppelin, Peter Gabriel etc. To wszystko przecieram i miksuję z nowoczesnymi smakami. Nie będę wymieniał zespołów, bo ich lista jest przeogromna, ale ostatnio zafascynowałem się chociażby elektroniką czy synth popem. Również dostrzegam wiele inspiracji w muzyce popowej, pop/rockowej – ABBA (uwielbiam), Supertramp, Ghost, Billie Eilish, Lady Gaga, Muse, Bruce Sprinsteen, Elton John… i tak dalej i tak dalej. Nie ma bariery w tym szaleństwie.

Ta chwilami zabawna pogawędka musi mieć swój koniec, Jakubie – na zakończenie oddaję Ci głos, ja ze swej strony tylko dodam, że bardzo Ci dziękuję za odpowiedzi, zawsze chciałem zrobić wywiad z HellHaven 😉 Życzę powodzenia w realizacji planów związanych z zespołem i do zobaczenia na koncertach lub gdziekolwiek „na mieście” :-)

Wiem, że takie podziękowania zawsze brzmią banalnie, ale nie da się w inny sposób i bardziej szczerze – ogromne dzięki za wsparcie, za możliwości i za to, że dzięki Tobie usłyszy o nas znów trochę więcej osób. Dziękujemy wydawnictwu ProgMetalRock Promotion za umożliwienie nam wyjścia ze studia do ludzi i za podjęte ryzyko. Bo to zawsze jest ryzyko. Cóż mogę powiedzieć koniec – jak ktokolwiek dotarł do tego miejsca – Czytelniku – dziękuję Ci i zapraszam do zapoznania się z naszym najnowszym wydawnictwem „Mitologia Bliskości Serc”. Wpadnij również na nasz koncert, pozwól nam dotrzeć do momentu, w którym wypełnimy klub i będzie mogła nam w końcu uderzyć do głowy ta woda sodowa 😊

Pytał Robert Wojcieszak, odpowiadał Jakub Węgrzyn

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *